Wieniawa ograła Spartę Rejowiec Fabryczny 1:0
Lubelscy piłkarze pojechali do Rejowca Fabrycznego z jasno wytyczonym celem. Chcieli wygrać i udowodnić wszystkim malkontentom, że inauguracyjna porażka z Lublinianką była tylko wypadkiem przy pracy. Udało się i to pomimo, że trener Jerzy Wyroślak nie mógł skorzystać z trzech podstawowych zawodników.
- 22.08.2010 15:58
Z powodu urazów nie zagrali Jacek Wójcik i Paweł Prus, a Michał Denis sam zrezygnował z występów w Wieniawie. Trenera ucieszył za to powrót do pełnej dyspozycji Michała Dadeja, dla którego był to pierwszy mecz po kilkumiesięcznej przerwie.
22-letni zawodnik z powodu problemów z więzadłami krzyżowymi stracił połowę rundy wiosennej. I zachodzi obawa, że tym razem może być podobnie.
W 85 min Dadej upadł bowiem na murawę i miał problemy z opuszczeniem jej o własnych siłach. – Mam nadzieję, że tym razem przerwa będzie krótsza. Na tę chwilę nie jestem jednak w stanie powiedzieć, ile potrwa. Po niedzieli Michał przejdzie badania i dopiero wtedy wszystko będzie jasne – powiedział Jerzy Wyroślak, szkoleniowiec Wieniawy.
Trener gospodarzy, Modest Boguszewski także nie miał do dyspozycji pełnego składu. – Wypadli mi Mateusz Adamiec i Piotrek Kucharski. To kluczowe postacie drugiej linii i ich nieobecność była widoczna – przyznał trener.
Pomimo tego przez długi czas piłkarze z Rejowca Fabrycznego nawiązywali równorzędną walkę z żądnymi zwycięstwa zawodnikami Wieniawy.
W pierwszej połowie gra była wyrównana, a obie drużyny stworzyły sobie po dwie korzystne sytuacje. Najlepszą już w 10 min zmarnował Sebastian Kwiatkowski ze Sparty, który mając przed sobą tylko bramkarza gości Andrzeja Zdunka, a obok kolegę z drużyny Jacka Ziarkowskiego, zamiast strzelać lub odgrywać piłkę do popularnego \"Ziara”, podał do... rywala.
Kilka minut później Sparta zdobyła co prawda bramkę, ale nie uznał jej sędzia. Po uderzeniu Tomasza Adamca z 35 m piłka odbiła się od Ziarkowskiego i przelobowała Zdunka. Zdaniem arbitra doświadczony napastnik gospodarzy znajdował się jednak na pozycji spalonej. Najlepsze okazje dla Wieniawy zmarnowali Marcin Urban i Damian Ścibior.
Po przerwie lekką przewagę wypracowali sobie goście. Jej efektem była zdobyta w 71 min bramka. Z rzutu wolnego dośrodkował Piotr Baran, a Przemysław Puszka uprzedził bramkarza gospodarzy i strzałem głową skierował piłkę do siatki.
– Gol nie powinien zostać uznany. Irek Sajecki miał już piłkę w rękach, a napastnik gości wybił mu ją. Wszystko działo się w obrębie pola bramkowego, więc sędzia powinien odgwizdać faul na moim zawodniku – stwierdził po meczu Boguszewski.
Po stracie bramki gospodarze rzucili się do odrabiania strat, co naraziło ich na groźne kontry ze strony Wieniawy. Lubelscy zawodnicy w ciągu 20 min stworzyli sobie trzy klarowne sytuacje, ale nie potrafili wykorzystać żadnej z nich.
• Po 1:2 ze Startem, tym razem przyszła kolej na 0:1 z Wieniawą. Nie dało się więcej ugrać w tych dwóch meczach?
– Szkoda straconych \"oczek”, bo obaj przeciwnicy byli w naszym zasięgu. Z takimi zespołami, jak Start i Wieniawa powinniśmy wygrywać. Tym razem się nie udało i musimy szukać punktów w następnych spotkaniach.
• Czego zabrakło do osiągnięcia korzystniejszych rezultatów?
– Przede wszystkim skuteczności. Ale nie tylko. Nie wszystkie formacje funkcjonują jeszcze tak, jak powinny. Czeka nas sporo pracy na treningach, bo zarówno w pomocy, jak i w obronie musimy jeszcze trochę poprawić. Jestem jednak przekonany, że wszystko już niedługo zaskoczy.
• Ma pan pretensje do sędziego o nie uznanie gola Jacka Ziarkowskiego?
– Moim zdaniem trafienie było prawidłowe. \"Ziaro” wyszedł w tempo do zagrania Tomka Adamca i bez znaczenia jest fakt, że gdy trafiła go piłka znajdował się za linią obrony. Decyzję arbitra w tej sytuacji jestem jednak jeszcze w stanie zrozumieć, bo z jego perspektywy faktycznie mogło wyglądać tak, jakby Jacek był na spalonym. Bardziej boli mnie uznana bramka dla Wieniawy, bo jestem przekonany, że w tej sytuacji nasz bramkarz był faulowany.
• Wieniawa ma szansę utrzymać się w lidze?
– Mają ciekawy, młody zespół ze sporym potencjałem. Na razie idą jeszcze siłą rozpędu spowodowaną awansem. Jest jednak również kilku bardziej doświadczonych graczy, którzy pociągną zespół w trudnych momentach. Jestem przekonany, że mimo iż są beniaminkiem, to utrzymanie jest w ich zasięgu.
• W następnym spotkaniu zagracie z Huraganem Międzyrzec Podlaski…
–… i nie wyobrażam sobie, abyśmy w tym meczu nie zdobyli punktów. Huragan to jeden ze słabszych zespołów i jeżeli chcemy się utrzymać, to nie możemy pozwolić sobie na wpadki z takimi przeciwnikami.
• Planuje pan zmiany w składzie?
– Mam nadzieję, że do pełnej dyspozycji powróci któryś z kontuzjowanych graczy. To byłoby dla nas duże wzmocnienie. Ale wszystkie decyzje kadrowe podejmę dopiero przed samym spotkaniem.
Michał Denis od ponad dwóch lat był jednym z najważniejszych zawodników lubelskiej Wieniawy. Piłkarz występujący na pozycji prawego obrońcy zaliczał się również do najbardziej doświadczonych w zespole, był liderem nie tylko na boisku, ale również poza nim i dzierżył opaskę kapitana.
Jeszcze niedawno wydawało się, że w tym sezonie będzie podobnie. Denis zagrał w inauguracyjnym czwartoligowe zmagania spotkaniu z Lublinianką. Opuścił jednak boisko w 70 min i wszystko wskazuje na to, że był to jego ostatni występ w klubie z ul. Magnoliowej.
– Nastąpiło zmęczenie materiału, teraz więcej czasu chciałbym poświęcić rodzinie – mówi Denis. – Pewien wpływ na taki wybór miały również moje problemy z nerkami, muszę się oszczędzać. Mam już prawie trzydziestkę na karku, są młodsi i niech to oni grają – dodaje.
Decyzją zawodnika bardzo zawiedziony jest szkoleniowiec lubelskiej drużyny, Jerzy Wyroślak. – Bardzo żałuję, bo Michał był dla nas bardzo ważnym piłkarzem, prawdziwym dobrym duchem zespołu, liderem, który potrafił pociągnąć w najtrudniejszych momentach – przyznaje trener.
W kuluarach mówi się, że Denis pokłócił się z Wyroślakiem, bo nie spodobały mu się niektóre wybory szkoleniowca. – Na razie nie chcę komentować tych doniesień – powiedział zawodnik.
Denis dłużej grać w Wieniawie nie będzie, ale nie chciałby wieszać butów na kołku. – Mógłbym pobawić się trochę w futbol na niższym poziomie, gdzie wszystkiego nie musiałbym podporządkowywać piłce. Najlepsza byłaby okręgówka – twierdzi zawodnik.
– Rozmawiałem już nawet z działaczami POM Piotrowice i moja gra w tym klubie wydaje się najbardziej prawdopodobna. Niestety, wiele wskazuje na to, że nic z tego nie wyjdzie. Wszystko za sprawą olbrzymich pieniędzy, jakich za moją kartę zawodniczą zażądali w Wieniawie. Dla mnie to przykra sprawa, bo spędziłem tu trochę czasu, który bardzo miło będę wspominać, a taka decyzja zmusi mnie do zakończenia przygody z piłką.
– To bzdura. My nawet nie mogliśmy zażądać za Michała pieniędzy, bo nikt z POM się do nas nie zgłosił. Jeżeli wystąpią do nas oficjalnie, to na pewno się dogadamy. Nie chcemy blokować Michała, choć moim zdaniem mógłby spokojnie pograć jeszcze w czwartej lidze – powiedział Krzysztof Gil, prezes Wieniawy.
Reklama













Komentarze