Dochodziła 42 minuta spotkania Dwernickiego Stoczek Łukowski z Orlętami Radzyń Podlaski, kiedy sędzia Krzysztof Hordejuk zdecydował się pokazać drugą żółtą kartkę zawodnikowi gości, Piotrowi Brzostkowi. Ku zaskoczeniu wszystkich obserwatorów meczu, arbiter... nie wyjął z kieszeni czerwonego kartonika.
MICHAŁ BECZEK
30.08.2010 15:35
Brzostek dograł do końca pierwszej połowy. – Dopiero przy schodzeniu do szatni, ktoś z ekipy gospodarzy, trener lub kierownik, zwrócił mi uwagę, że ten zawodnik nie powinien już przebywać na boisku – relacjonuje Krzysztof Hordejuk.
– Spojrzałem w notatki i szok! Nie wiem, jak to się stało, ale faktycznie zapomniałem pokazać czerwonej kartki za drugą żółtą. Zazwyczaj opieram się na pamięci wzrokowej, ale tym razem nie skojarzyłem faktów. Po prostu miałem w głowie czarną dziurę – dodaje. Czerwoną kartkę Brzostek zobaczył dopiero w przerwie.
– Dla mnie to skandal – ocenia Zbigniew Drosio, szkoleniowiec Dwernickiego. – To pokazuje tylko, jaki jest poziom sędziowania w czwartej lidze. Sądziłem, że będzie lepiej niż w \"okręgówce”, ale niestety zawiodłem się. I nie chodzi tylko o sytuację z kartkami, bo sędzia też człowiek i ma prawo się pomylić. Bardziej bolą mnie dwa rzuty karne przyznane gościom. Do drugiego nie mam zastrzeżeń, ale pierwszy był z kapelusza – twierdzi trener.
Jedenastka podyktowana została po tym, jak w polu karnym gospodarzy przewrócił się Łukasz Kępa. – Poczułem, że obrońca wystawił nogę, wypuściłem sobie dalej piłkę i przewróciłem się, wykorzystując jego błąd. Arbiter zagwizdał, więc wypada się cieszyć, bo to prawie jak asysta. Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że sędziowie wczoraj nie dopisali – przyznaje gracz Orląt, który wypracował rzut karny.
Co ciekawe, na styl prowadzenia zawodów narzekał także trener zespołu z Radzynia, Rafał Wójcik.
– Sędziowie w czwartej lidze są katastrofalni, ale z czymś takim jak Stoczku, spotkałem się po raz pierwszy. Arbitrom przydarzyło się kilka wpadek. Pamiętam sytuację, że sędzia liniowy i główny wskazywali faul w inną stronę. Stali tak przez dobrą minutę. Nie wiem, może pomylili ręce, albo jeden stał tyłem do lasu, a drugi przodem i wydawało im się, że pokazują w tę samą stronę – śmieje się szkoleniowiec.
Pomimo wielu błędów Hordejuk nie boi się odpowiedzialności. – Zdaję sobie sprawę, że wina leży po mojej stronie i moich asystentów. Jeśli związek postanowi wyciągnąć konsekwencje wobec mnie, to zaakceptuję tę decyzję. Jednak podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej innym arbitrom i oni nie byli wtedy karani – kończy sędzia.
Komentarze