Lublinianka – Orlęta 4:3. Wieniawa – Huragan 2:2
I kto powiedział, że w czwartej lidze nie da się stworzyć fantastycznego widowiska? W sobotnim meczu Lublinianki z Orlętami Radzyń Podlaski nie zabrakło emocji, efektownych zagrań, a przede wszystkim bramek. Skończyło się 4:3 dla gospodarzy.
- 25.09.2010 19:43
Podopieczni Rafała Wójcika przegrali na własne życzenie. Wyszli na boisko zdekoncentrowani i popełnili kilka fatalnych w skutkach błędów w obronie.
Tak słabo grających Orląt w tym sezonie dotychczas nie oglądaliśmy. Jeszcze w pierwszej połowie Wójcik dokonał dwóch zmian w składzie i po przerwie gra radzynian się poprawiła. Nie wystarczyło to jednak, aby wywieść z Lublina choćby jeden punkt.
Co ciekawe, to goście jako pierwsi zdobyli bramkę. W 10 min, Mateusza Puły dograł do Łukasza Kępy, a ten płaskim strzałem pokonał Pawła Górskiego.
Gospodarze wyrównali już osiem minut później. Po błędzie Adriana Kozłowskiego, do piłki doszedł Grzegorz Góral, minął Krzysztofa Stężałę i pewnym strzałem wpakował piłkę do siatki.
Od tej pory rozpoczął się festiwal strzelecki Lublinianki. W 24 min Góral wykorzystał kolejny błąd defensywy gości. 23-letni napastnik wpadł pomiędzy Stężałę oraz Łukasza Kuśmirka i z najbliższej odległości podwyższył na 2:0. Cztery minuty później było już 3:1.
Bramkę, chyba najładniejszą w całym spotkaniu, zdobył Maciej Sebastianiuk. Pomocnik Lublinianki z 20 m przymierzył w samo okienko bramki, nie dając najmniejszych szans na skuteczną interwencję Stężale. W 38 min Piotr Gmur przewrócił w polu karnym Górala, a arbiter nie wahał się podyktować jedenastki.
Do rzutu karnego podszedł sam poszkodowany i pewnym strzałem skompletował hat-tricka.
Po przerwie zaczęli strzelać goście. Najpierw Marek Piotrowicz, który chciał dośrodkowywać, ale fatalny błąd popełnił Paweł Górski i piłka odbiła się od słupka, po czym wpadła do bramki.
W 88 min rozmiary porażki zmniejszył Paweł Pliszka. Najskuteczniejszy zawodnik czwartej ligi strzałem z najbliższej odległości wykończył indywidualną akcję Kamila Grochowalskiego. Na więcej zabrakło już jednak czasu i pierwsza w tym sezonie porażka lidera stała się faktem.
Zbigniew Grzesiak, szkoleniowiec Lublinianki
–Wygraliśmy mecz, który miał dramatyczny przebieg. Zagraliśmy wysoko, agresywnie atakowaliśmy i tym pewnie zaskoczyliśmy trochę rywali. Choć muszę przyznać, że jestem w szoku, że popełnili aż tyle błędów w obronie. Pokonać lidera to wielka sprawa, ale nie popadamy w hurraoptymizm. Nie najlepiej wygląda jeszcze nasza gra na skrzydłach. Brakuje Tomka Martyniaka oraz Mateusza Bartyzela, który musiał przerwać treningi z powodu pracy. Po przerwie trochę za mocno się cofnęliśmy, straciliśmy dwie bramki i do końca była już nie potrzebna nerwówka. Generalnie, biorąc pod uwagę przeciwnika, można być jednak zadowolonym zarówno z wyniku, jak i z gry w sobotnim spotkaniu.
Rafał Wójcik, trener Orląt Radzyń Podlaski
– To była klęska. Nasza gra w przeciągu dwudziestu minut, kiedy straciliśmy cztery bramki to dramat. Po strzeleniu bramki za szybko uwierzyliśmy, że będzie łatwo, ładnie i przyjemnie. Tymczasem Lublinianka zaatakowała, a my kompletnie się pogubiliśmy. Najgorsze, że to my pomogliśmy im w odniesieniu zwycięstwa. Praktycznie przy każdej bramce dla gospodarzy \"asystę” zaliczył któryś z moich piłkarzy. Gospodarz eonie grali wielkiego meczu, nie operowali piłką. W tym aspekcie to my przeważaliśmy. Przeprowadziliśmy kilka ładnych, składnych akcji. Wymienialiśmy po pięć, sześć podań z klepki. Cóż z tego, rywal zdobył o jedną bramkę więcej. Nie winie jednak jednostek. Nie będę szuka kozła ofiarnego. Jesteśmy zespołem i jeśli, ktoś zawalił, to wszyscy razem. Winę za porażkę biorę na sibie, bo taki mam zwyczaj.
Rafał Borysiuk, piłkarz Orląt
– Nie mogłem spać całą noc. Długo nie docierało do mnie, jak w tak głupi sposób mogliśmy stracić trzy punkty. Mieliśmy założenie, żeby nie przegrać w tej rundzie żadnego spotkania. Niestety, nie udało się. W pierwszej połowie Lublinianka pokazała mnóstwo ambicji i determinacji. Zagrali agresywnie, zmusili nas do błędów i wykorzystali je. Inna sprawa, że wszystkie stracone przez nas gole to kuriozum. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Cóż, może mieliśmy gorszy dzień… Na pewno nie pomogło nam też boisko, które było w fatalnym stanie. Za tydzień gramy u siebie, na super murawie ze Spartą Rejowiec Fabryczny. Musimy wygrać, żeby jak najszybciej zrehabilitować się za sobotnią porażkę.
Marek Leszkiewicz, piłkarz Orląt
– Wiedziałem, że w historii naszych meczów z Lublinianką, wygraliśmy na wyjeździe tylko raz i trochę obawiałem się tego spotkania. Zadecydowały katastrofalne błędy w obronie. We wszystkich pozostałych spotkaniach łącznie, nie zrobiliśmy ich chyba tylu, co w pierwszej połowie z Lublinianką. W przerwie w szatni wcale nie było gorąco. Rzeczowo porozmawialiśmy i wyjaśniliśmy sobie, co jest nie tak. Na drugą połowę wyszliśmy bardziej zmobilizowani I ruszyliśmy do przodu. Niestety, nie udało się odrobić wszystkich strat.
Bramki: Góral (18, 24, 38 z karnego), Sebastianiuk (28) – Ł. Kępa (10), Piotrowicz (47), Pliszka (88).
Lublinianka: Górski – Łysek, Nogas, Krupski (79 P. Kucharzewski), Paździor, Borowski (58 Bicki), Josicz (60 Chmielnicki), Sebastianiuk, Zieliński, Wieczorek (68 Kubała), Góral.
Orlęta: Stężała – Wej (38 K. Kępa), Kozłowski, Kuśmirek (32 Gmur), Szymala, Leszkiewicz (85 Czarnecki), Borysiuk, Pliszka, Łukasz Kępa (84 Grochowalski), Piotrowicz, Puła
Żółte kartki: Krupski, Łysek (L) – Gmur, Pliszka (O).
Sędziował: Piotr Kozłowski. Widzów: 400.
Wieniawa Lublin nie wygrała już trzech kolejnych spotkań. Tym razem podopieczni Jerzego Wyroślaka zaledwie zremisowali z Huraganem Międzyrzec Podlaski 2:2. A jeszcze dwie minuty przed końcem prowadzili 2:1…
– My nie zdobyliśmy jednego punktu. My straciliśmy dwa. To bardzo boli – mówi Jerzy Wyroślak, szkoleniowiec Wieniawy. – Po raz kolejny błąd w końcówce spotkania zadecydował o ostatecznym wyniku.
Szkoda, bo byliśmy naprawdę blisko zwycięstwa. Zasłużyliśmy na nie. Niestety, znów straciliśmy aż dwie bramki. Musimy poprawić grę w defensywie. Co ciekawe, u siebie gramy gorzej niż na wyjazdach. Na pewno jakiś wpływ ma na to fakt, że na stadionie Lublinianki jedynie gramy. Trenuje gdzie indziej. Wychodzi więc na to, że w tym sezonie wszystkie mecze mamy na wyjazdach – dodaje.
Niedzielne spotkanie lepiej rozpoczęli goście. Już w 10 min powinni wyjść na prowadzenie, ale Paweł Andrzejczuk z 3 m strzelił obok słupka. – Na szczęście Paweł zrehabilitował się trzy minuty później przy bramce Sebastiana Wereszczaka. To go usprawiedliwia – śmieje się Andrzej Mironiuk, szkoleniowiec Huragana. Faktycznie, Andrzejczuk miał duży udział przy bramce Wereszczaka.
Przejął piłkę po błędzie Daniela Bondarenko (zagrał piętą do tyłu, choć nie było tam żadnego z zawodników Wieniawy), przebieg z nią kilkanaście metrów i podał do Wereszczaka, który pewnym strzałem skierował piłkę do bramki.
W 30 min powinni wyrównać gospodarze, ale fatalnie przestrzelił Przemysław Puszka. Napastnik Wieniawy otrzymał precyzyjne podanie od Jacka Wójcika i z 5 m… przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Pięć minut później pomylił się sam Wójcik. Ładną, indywidualną akcją popisał się Damian Ścibor, który minął dwóch rywali i mocno zacentrował w pole karne. 24-letni pomocnik zamykał akcję z prawej strony, ale trafił jedynie w boczną siatkę.
Gospodarze dopięli swego dopiero w drugiej połowie. W 54 min ładną, zespołową akcję mocnym i dokładnym strzałem wykończył Piotr Baran. Dwadzieścia sześć minut później ten sam zawodnik podwyższył na 2:1. Asystę przy tej bramce zaliczył Rafał Bielak. Chwilę później drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Arkadiusz Szczepaniuk.
Kiedy wydawało się już, że mecz zakończy się zwycięstwem gospodarzy, Huragan niespodziewanie wyrównał. Radosław Klujewski minął jednego z obrońców i trafił w słupek. Na szczęście dla gości w odpowiednim miejscu znalazł się Filip Ślósarski. Młody napastnik zachował przytomność umysłu i pewnym strzałem skierował piłkę do bramki.
– Sądzę, że remis to sprawiedliwy wynik. Oba zespoły stworzyły podobną ilość sytuacji i nikt nie powinien narzekać na podział punktów, który nie skrzywdzi żadnej ze stron – podsumował Mironiuk.
Wieniawa Lublin – Huragan Międzyrzec Podlaski 2:2 (0:1)
Bramki: Baran (54, 80) – Wereszczak (12), Ślósarski (88).
Wieniawa: Susz – Ścibior, Jeżewski, Ręba, Bondarenko, Puszka (60 Demianiuk), Woleń, Baran, Wójcik (80 Pszczoła), Bielak (88 Charmas), Urban (70 Pietraś).
Huragan: Radzikowski – Cap, Grochowski, J. Szczepaniuk, Wajszczuk, A. Szczepaniuk, Kwaśniewski, Chilimoniuk (76 Ślósarski), Chromik (46 Grudziński), Andrzejczuk (70 Osiej), Wereszczak (80 Klujewski).
Żółte kartki: Ręba, Pszczoła (W) – Chromik, A. Szczepaniuk (H). Czerwone kartki: A. Szczepaniuk (H) w 85 min za druga żółtą.
Sędziował: Konrad Kostrubała. Widzów: 100.
Reklama













Komentarze