Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Orlęta Radzyń Podlaski - Sparta Rejowiec 3:0. Pozostałe niedzielne wyniki

Orlęta Radzyń Podlaski szybko pozbierały się po wpadce z Lublinianką. Tym razem podopieczni Rafała Wójcika pokonali Spartę Rejowiec Fabryczny 3:0. Na początku nie było jednak tak różowo. Pierwszy gol dla gospodarzy padł dopiero w 65 minucie.
Pierwsza połowa była wyrównanym widowiskiem. Optyczną przewagę miały Orlęta, ale nie przełożyło się to na ilość stworzonych przez nie sytuacji bramkowych. Jako pierwsi gola mogli zdobyć goście. W 21 min, po podaniu od Jacka Ziarkowskiego, sam na sam z Krzysztofem Stężałą wyszedł Damian Kozioł. Młody zawodnik nie zdołał jednak oddać strzału, bo golkiper gospodarzy zachował się znakomicie. Wyszedł z bramki i rzucając się pod nogi napastnika, wygarnął mu piłkę z pod nóg. Dwie minuty później podopieczni Modesta Boguszewskiego wypracowali sobie kolejną niezłą okazję. Po dośrodkowaniu z prawej strony do piłki doszedł Roman Rossa, ale uderzył wprost w ręce Stężały. W 27 min gola mogli zdobyć gospodarze, ale Piotr Brzostek nie wykorzystał dogrania Pawła Pliszki. Ten sam zawodnik przestrzelił także dwanaście minut później. Po jego uderzeniu głową, piłka przeleciała obok słupka. Najlepszą okazję dla gospodarzy w pierwszej połowie zmarnował jednak Łukasz Kuśmirek. W 40 min 25-letni zawodnik, po zagraniu od Pliszki, przegrał pojedynek sam na sam z Ireneuszem Sajeckim. W przerwie trener Wójcik zdecydował się na dwie zmiany. W miejsce Łukasza Kępy pojawił się na boisku Patryk Czarnecki. Z kolei Piotra Brzostka zastąpił Kamil Grochowalski. Obydwaj zawodnicy wnieśli sporo ożywienia do gry gospodarzy. Tak, jak Marek Piotrowicz, który wszedł na boisko kwadrans później. Jako pierwsi, podobnie jak w pierwszej połowie, bramkową okazję wypracowali sobie goście. Znów w odpowiednim miejscu i czasie znalazł się jednak Stężała. 30-letni golkiper w świetnym stylu obronił uderzenie Kozioła. W 65 min było już 1:0 dla Orląt. Z rzutu wolnego potężnie uderzył Marek Piotrowicz. Sajecki odbił piłkę przed siebie, ale wobec dobitki Czarnecki był już bez szans. W 70 min na 2:0 mógł podwyższyć Grochowalski, ale dobrą interwencją popisał się bramkarz Sparty. Jedenaście minut później ten sam zawodnik zaliczył za to asystę. Przytomnie odegrał piłkę do Pliszki, a ten spokojnie ją opanował i z najbliższej odległości skierował do siatki. W 89 min 27-letni pomocnik był bliski kolejnego trafienia. Po dośrodkowaniu Marka Leszkiewicza z prawej strony wyskoczył najwyżej w polu karnym i uderzył piłkę głową, ale ta minimalnie minęła bramkę. W doliczonym czasie gry nie było już jednak mowy o pomyłce. Pliszka przeprowadził ładną, indywidualną akcję. Na 12 m minął zwodem jednego z obrońców gości i precyzyjnym strzałem w długi róg nie dał Sajeckiemu szans na skuteczną interwencję. Wyrównany mecz w Łukowie. Obie drużyny stworzyły podobną ilość klarownych sytuacji, ale gospodarze byli skuteczniejsi. Jedyną bramkę spotkania zdobył w 35 min Łukasz Kiryło. Młody zawodnik po podaniu od Michała Szewczaka, wygrał pojedynek biegowy z obrońcą gości i ładnym, technicznym, strzałem pokonał Tomasza Dąbałę. Bramkowe okazje mieli też Mateusz Markowski i Grzegorz Orzyłowski, ale w decydujących momentach nie popisali się skutecznością. Z kolei najlepsze sytuacje dla gości zmarnował Radosław Kaczmarczyk. Pierwszą, w już 20 min, kiedy to otrzymał piłkę na 8 m, ale uderzył prosto w bramkarza. Wychowanek Sygnału Lublin szczególnie upodobał sobie Włodzimierza Lisiewicza, bo trafił w niego również dziesięć minut później. Po przerwie swoje szanse mieli też Andrzej Gutek, który uderzył obok słupka oraz Jacek Niedzielski. – Sądzę, że remis byłby bardziej sprawiedliwym wynikiem. Nie byliśmy gorsi od rywali, ale to oni wykazali się lepszą skutecznością – mówi Marcin Goździołko, szkoleniowiec Orionu. – A ja sądzę, że zasłużyliśmy na zwycięstwo. W piłce wygrywa ten, kto strzela o jedną bramkę więcej od rywala. Tym razem to udało się nam. Trzeba oddać jednak rywalom, że zaprezentowali się bardzo dobrze. Stworzyli kilka okazji i gdyby byli skuteczniejsi, to mogliby zremisować. Na szczęście, to my zdobyliśmy trzy punktu. Duże brawa dla Łukasza Kiryło, bo mimo młodego wieku zachował się bardzo dojrzale – podsumował Robert Różański, trener Orląt. Unia Bełżyce była skuteczniejsza, więc zgarnęła trzy punkty. Podopieczni Tomasza Kamińskiego pierwszą bramkę zdobyli w 27 min. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, Mirosław Cioch ładnym strzałem głową pokonał Roberta Susza. W 69 min na 2:0 podwyższył Paweł Bielak. Pomocnik gospodarzy wykończył składną akcje całego zespołu i precyzyjnym uderzeniem nie dał bramkarzowi gości szans na skuteczną interwencję. Wcześniej gola mógł zdobyć też Dominik Pietras, ale w dogodnej sytuacji trafił w słupek. Swoje okazje miała też Wieniawa. W 20 min ładnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Rafał Bielak, ale Ireneusz Rumiński przeniósł piłkę nad poprzeczką. Bielak był bardzo aktywny i próbował również pięć minut później. Znów dobrą interwencją popisał się jednak golkiper gospodarzy, który odbił piłkę przed siebie, a żaden z zawodników Wieniawy nie zdołał jej dobić. Najbliżej trafienia był Marcin Pszczoła, ale w 40 min trafił głową wprost w Rumińskiego. – To nie było piękne spotkanie. Dominowała walka, szczególnie w środku pola. Moi zawodnicy niepotrzebnie próbowali przebić się tym sektorem boiska. Zupełnie nie istniały skrzydła, a wszystkie prostopadłe podania przecinali zawodnicy Unii – powiedział Jerzy Wyroślak, trener Wieniawy. Ależ forma podopiecznych Jacka Paszkiewicza! \"Biało-zieloni” wygrali już czwarty mecz z rzędu, w żadnym z nich nie tracąc bramki! Kolejno pokonywali Start Krasnystaw 6:0, Unię Bełżyce 3:0, Stal Kraśnik 2:0, a w niedzielę Dwernickiego Stoczek Łukowski 4:0. Wynik spotkania otworzył w 32 min Stanisław Anioł, który uderzeniem głową pokonał Roberta Baczewskiego. Siedem minut później było już 2:0. Składną akcję gości pewnym strzałem z 7 m wykończył najskuteczniejszy strzelec Huczwy, Jurij Michalczuk. Trzeci gol padł po kontrze. Mychajło Somik zagrał na skrzydło do Łukasza Hałasy. Ten minął dwóch rywali i zacentrował w pole karne, gdzie na piłkę czekał już Paweł Maliszewski. Napastnik Huczwy zachował sporą ilość zimnej krwi i sprytnym uderzeniem pokonał golkipera gospodarzy. Dzieło zniszczenia dokończył w 83 min Anioł. Doświadczony zawodnik okazał się pewnym egzekutorem rzutu karnego, który sędzia Karol Bancerz podyktował za faul na Hałasie. Arbiter miał sporo roboty, bo pokazał aż dwie czerwony kartki. Sprawiedliwie, po jednej dla każdej ze stron. – Umocniliśmy się na pozycji wicelidera i to cieszy. Teraz czekają nas jednak znacznie cięższe spotkania. Musimy się do nich solidnie przygotować. Najbliższe spotkanie już za tydzień z Roztoczem. Mimo, że piłkarze ze Szczebrzeszyna odbudowali się w Janowie, to jestem dobrej myśli – powiedział Jacek Paszkiewicz, szkoleniowiec Huczwy. Wreszcie zwycięstwo Roztocza. W drugim meczu pod wodzą Marka Pogódzia piłkarze ze Szczebrzeszyna zdobyli wreszcie punkty. Dużą rolę w wygranej odegrał Artur Lipski, który dwukrotnie pokonał bramkarza gospodarzy. – Zagraliśmy troszeczkę odważniej. Byliśmy lepsi, stwarzaliśmy sytuacje i trzy udało się wykorzystać – powiedział po spotkaniu zadowolony Pogódź. Janowianka Janów Lubelski – Roztocze Szczebrzeszyn 1:3 (0:3) Bramki: Sobótka (53) – Lipski (37, 45), Antoszek (41). Janowianka: Kielarski – Mierzwa (60 Duda), Góra, Sobótka, Wachowicz, Kamiński (46 Michał Budkowski), T. Sadowski, Farosz (85 Szczecki), P. Sadowski (46 Marcin Budkowski), Piecyk, Gąbka. Roztocze: Paczos – Wachowicz, Tomasik, Paweł Lipiec, Grela, Rajtar, Chomicz (67 Rozwadowski), Rysak, Rugała, Antoniuk, Piotr Lipiec (89 Pawluczuk), Lipski (77 Sawic). Żółte kartki: T. Sadowski (J) – Grela, Antoniuk (R). Sędziował: Artur Krasowski. Widzów: 100. Zaskakujący wynik we Włodawie. Gospodarze pokonali bardzo dobrze spisująca się dotychczas Lubliniankę aż 4:1. – Obiektywnie trzeba przyznać, że przeciwnik był lepszy. Najbardziej szkoda drugiej straconej bramki, bo wydawało się, że sytuacja jest już opanowana. W drugiej połowie zabrakło nam atutów. Szczególnie w ofensywie, bo Grzesiek Góral był pieczołowicie pilnowany przez rywali – powiedział Zbigniew Grzesiak, trener Lublinianki. Włodawianka Włodawa – Lublinianka Lublin 4:1 (3:1) Bramki: Mosurec (20), Chaciówka (28), Budziński (31), Chmielnicki (56 samobójcza) – Sebastianiuk (27). Włodawianka: Wereszczyński – Roczon, Nielipiuk, Mosurec, Zdolski, Budzyński (80 Musz), Soroka, Gołąb, Borys (78 Banak), Chaciówka (68 Bornus), Rembiesa (68 Kuczyński). Lublinianka: Zapał – Paździor, Nogas, Łysek, Kubała (40 Chmielnicki), Zieliński (50 P. Kucharzewski), Sebastianiuk, Krupski (46 Josicz), Wieczorek (46 Oszast), Borowski, Góral. Żółte kartki: Mosurec, Zdolski, Borys, Roczon (W) – Oszast, Chmielnicki, Krupski (L). Sędziował: Jarosław Śledź. Widzów: 500. Spotkanie Stali Kraśnik ze Startem Krasnystaw nie doszło do skutku. Goście nie dojechali na mecz, bo… nie skompletowali składu. – Na zbiórce stawiło się jedynie dziesięciu zawodników, w tym dwóch bramkarzy – mówi Jarosław Góra, trener Startu. – Wiedzieliśmy, jakie konsekwencje nam grożą (walkower – red.), ale postanowiliśmy nie wsiadać do autokaru. To byłaby niesportowca walka – dodaje. Co więc stało się z zawodnikami, że szkoleniowiec nie mógł skompletować nawet wyjściowej jedenastki? – Kilku chłopców wyjechało na studia, a paru innych jest kontuzjowanych. Mieliśmy pecha. Mówi się trudno, ale będziemy walczyć dalej – kończy Góra.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama