Zamieszanie wokół meczu Dwernicki Stoczek Łukowski – Unia Bełżyce
Miejscowi kibice prawie nas zaatakowali! Na szczęście pomogła nam policja. Byliśmy eskortowani z boiska do szatni, a później do autokaru. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie przeżyłem. Nie mogliśmy nawet spokojnie zjeść obiadu.
- 03.11.2010 20:38
W trosce o własne zdrowie musieliśmy jak najszybciej ewakuować się z gorącego terenu. To, że udało nam się wygrać w takich okolicznościach, można nazwać prawdziwym cudem – mówił po spotkaniu w Stoczku Łukowskim, trener Unii Bełżyce Tomasz Kamiński.
– To bzdury. Nie było żadnych wybryków chuligańskich – twierdzi z kolei Witold Bekulard, prezes Dwernickiego.
– Gości eskortowała policja, ale u nas to jest normalny zwyczaj, po każdym meczu. Ale mundurowi asekurują autokary wyłącznie do granic miasta. O żadnym odprowadzaniu z murawy do szatni nie było mowy! Nikt też nikogo nie zaczepiał. A, że kibice krzyczą?
To normalne. Krzyczą wszędzie i krzyczeć będą zawsze. Mieliśmy ich zamknąć na stadionie? Nie rozumiem, o co chodzi Unii. Wygrali mecz dzięki pomocy sędziego i jeszcze mają pretensje. Kamiński już chyba nie pamięta, co działo się u nich podczas meczu z Orlętami Radzyń Podlaski.
W porównaniu z awanturami, jakie były w Bełżcach, u nas było naprawdę spokojnie. Zresztą, proszę zapytać obserwatora. Na pewno wszystko potwierdzi – dodaje Bekulard.
Na meczu Dwernickiego z Unią rolę tę pełnił Zbigniew Lis. Co sądzi o całej sprawie przedstawiciel LZPN? – Trener Unii trochę przesadził. Faktycznie, kibice gospodarzy zachowywali się mało kulturalnie, obrażali gości i grozili im. Jednak niczyje życie nie było zagrożone – mówi obserwator.
– Inna sprawa, że w Stoczku Łukowskim faktycznie jest trochę szowinistyczna publiczność. Byłem tam już drugi raz i ludzie znowu zachowywali się w ten sam sposób.
A muszę przyznać, że nie mieli ku temu powodów. Sytuacja, o którą było najwięcej pretensji, to druga żółta kartka dla Krzysztofa Skrzymowskiego. W mojej opinii, otrzymał ją zasłużenie. Próbował wymusić rzut karny. Zresztą, arbiter tych zawodów Piotr Wasyluk, otrzymał ode mnie pozytywną ocenę. Dobrze prowadził zawody – kończy Lis.
– Gospodarze teraz się bronią, ale to normalna reakcja. Podobnie jak nasz strach w niedzielę. Na pewno nie czuliśmy się komfortowo, gdy byliśmy poniżani przez miejscowych kibiców.
Mirek Cioch został nawet opluty. Ale nie ma już sensu do tego wracać. Trzeba skoncentrować się na kolejnych spotkaniach. Już w sobotę przyjmiemy na własnym stadionie Roztocze Szczebrzeszyn – kończy Kaminski.
Reklama













Komentarze