Wybory 2010: Ostatni chcą być pierwszymi
Kandydaci z ostatnich miejsc list wyborczych wierzą w swój sukces. Są wręcz przekonani, że dzięki ostatniej pozycji mają większe szanse
- 12.11.2010 13:11
– To była moja sugestia, bym otrzymał ostatnie miejsce na liście wyborczej – mówi Adam Zdanowski, który walczy o miejsce w Sejmiku Województwa z okręgu Białej Podlaskiej i okolic miasta. Kandydat reprezentuje Komitet Wyborczy Polskiego Stronnictwa Ludowego. – Już kiedyś startowałem w wyborach do rady powiatu. Wtedy miałem 20 lat i nie udało się. Teraz wierzę w swój sukces.
Koniec jest fajny
Ostatnia pozycja to według Zdanowskiego atut. – Najlepsze miejsca na liście to \"jedynka”, \"dwójka” i właśnie ostatnie miejsce. Dzięki temu, że nie ma za mną żadnego kandydata, ludziom jest łatwiej mnie zauważyć – ocenia Adam Zdanowski. Jeśli jego założenie się sprawdzi i uda mu się trafić do sejmiku, to chciałby postawić na promocję środków unijnych.
– Skoro stawiam pierwsze kroki w wyborach samorządowych, to komitet, z jakiego kandyduję, zaproponował mi takie miejsce – wyjaśnia tymczasem Piotr Korkosz. To ratownik medyczny z Chełma, który liczy na wejście do rady miasta z Komitetu Wyborczego Rozwój i Demokracja. – Biorę udział w wyborach, ponieważ poprosili mnie o to koledzy i koleżanki z pracy. W radzie miasta nikt nie reprezentuje interesów pogotowia ratunkowego – wymienia powody swojego kandydowania. – Nie oceniam decyzji o umieszczeniu mnie na ostatniej pozycji. Zdaję się na doświadczenie osób dłużej związanych z samorządem.
Młodzi ambitni
Piotr Korkosz w pracy samorządowca chciałby się poświęcić sprawom zdrowia. Jego marzeniem jest wprowadzenie darmowych szkoleń z zakresu pierwszej pomocy dla mieszkańców Chełma. – W 70 proc. można uratować komuś życie, jeśli ta pierwsza pomoc, jaką ranny dostaje od przechodnia, jest skuteczna i profesjonalni ratownicy mogą ją kontynuować po przyjeździe.
Jednym z najmłodszych kandydatów do Sejmiku Województwa na Lubelszczyźnie jest Karol Inglot. To 22-letni student z Lublina, który startuje w barwach KW Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Pomimo młodego wieku Inglot ma duże ambicje polityczne. – Teraz biorę udział w wyborach do sejmiku, jednak za kilka lat mogę walczyć o mandat posła, albo nawet europarlamentarzysty.
Dla kobiet wszystkie ostatnie
Choć pochodzi z województwa podkarpackiego, to teraz czuje się lublinianinem. – W domu jestem dwa razy do roku, tu jestem zameldowany, a od półtora roku działam w SLD.
Start z ostatniego miejsca wyborczego ocenia jako bardzo dobre posunięcie. – Dziesiąte miejsce jest lepsze od tych pomiędzy czwartym a dziewiątym.
– Moja w tym głowa, bym się dostała do ratusza i nieważne, z jakiego miejsca – mówi Agnieszka Zadura. To jedna z ponad dwudziestu kobiet, które startują w wyborach do Rady Miasta w Lublinie z KW Platformy Obywatelskiej. Partia część pierwszych miejsc zarezerwowała dla kobiet. Reprezentantki płci pięknej mają także wszystkie ostatnie pozycje. – Ostatnia pozycja to nie jest aż taki wyznacznik sukcesu. Muszę sama tak pokierować kampanią, by zdobyć jak najwięcej głosów.
Działaczka rady dzielnicy Konstantynów w Lublinie stawia przede wszystkim na bezpośredni kontakt z wyborcami. W swojej pracy w samorządzie chce się skupić na integracji starszych i młodszych mieszkańców Lublina, chociażby w specjalnych świetlicach. Równie ważne jest dla niej promowanie kobiet w życiu publicznym, by te odważniej zabierały głos.
Michał Widomski, kandydat do rady miasta w Lublinie z KW Prawo i Sprawiedliwość, o swoim ostatnim miejscu specjalnie się nie rozwodzi: Nie chciałem walczyć o miejsce, takie mi zaproponowano i uważam, że jeśli wyborcy znają efekty mojej pracy, to ponownie będę pracował na rzecz Lublina w ratuszu. Nie jestem członkiem partii, może i z tego powodu dostałem takie miejsce? Osobiście uważam, że to bardzo dobra pozycja.
Trudno rozstrzygnąć
Widomski w radzie miasta był w klubie Platformy Obywatelskiej, jednak po krytyce prezydenta Adama Wasilewskiego, został wykluczony. I teraz startuje z listy PiS.
Według Widomskiego, atutem tego miejsca jest to, że kandydata łatwo odnaleźć i nie trzeba dokładnie wczytywać się we wszystkie nazwiska. – Idealnym przykładem na to jest Magdalena Gąsior-Marek, teraz posłanka PO, która w poprzednich wyborach do rady miasta dostała się właśnie z ostatniego miejsca. Miała bardzo dobrą kampanię wyborczą i tym wygrała.
– Zdarza się, że wyborcy z przekory głosują na ostatnie miejsca na listach. Chcą na przykład wyrazić w ten sposób sprzeciw wobec manipulacji polityków – ocenia profesor Stanisław Michałowski z Wydziału Politologii UMCS w Lublinie. – Nie można rozstrzygnąć jednoznacznie, jak lokalizacja na liście wpływa na sukces w wyborach.
Zdaniem Michałowskiego, ważniejsze jest to, by osoba starająca się o mandat była rozpoznawalna. – Trzeba przyznać, że ostatnie miejsca są bardziej czytelne. Wyborcom jest łatwiej znaleźć swojego kandydata na końcu lub na początku listy niż w środku.
Jak będzie tym razem? Przekonamy się po 21 listopada.
Reklama













Komentarze