Stal Kraśnik dostanie mniej pieniędzy z miasta
Na tydzień przed inauguracją czwartoligowych rozgrywek, światło dzienne ujrzały problemy Stali Kraśnik. \"Niebiesko-żółci” nie płacą piłkarzom od czterech miesięcy, zawodnicy odmówili wyjścia na boisko w sparingu ze Stalą Poniatowa, a miasto zamierza zmniejszyć dotację dla klubu.
- 13.03.2011 17:04

W poprzednim roku konto Stali zasiliło 265 tys. zł. Teraz ta kwota może być nawet pięciokrotnie mniejsza.
Rada sportu, utworzona przy radzie miasta Kraśnika, zadecydowała o równym podziale środków przeznaczonych na sport kwalifikowany pomiędzy miejscowe kluby. Dla Stali przewidziano 50 tys. zł.
– To kwota na utrzymanie klubu w A klasie. Dysponując takimi środkami możemy zapomnieć nie tylko o trzeciej, ale nawet o czwartej lidze – mówi Artur Rydzewski, prezes Stali. – Na szczęście, w budżecie miasta zarezerwowano dla nas wyższą kwotę, która może sięgnąć nawet 200 tys. zł. To, ile dostaniemy ostatecznie, jest w tej chwili wielką zagadką – twierdzi Rydzewski.
Sporym skandalem był brak w składzie rady sportu choćby jednego przedstawiciela Stali Kraśnik. W najbliższych dniach sytuacja powinna się jednak zmienić.
– Rozmawiałem z burmistrzem (Mirosławem Włodarczykiem – red.) i poleciłem mu jednego z członków zarządu naszego klubu. Jego kandydatura została zaaprobowana i niedługo powinien dołączyć do rady – zapewnia prezes kraśniczan. Rydzewski tłumaczy także poślizg w wypłatach.
– Dotacja powinna zostać przyznana na początku roku. Gdybyśmy dostali pieniądze w styczniu, nie mielibyśmy obecnie żadnych zaległości. Opóźnienie w organizacji konkursu spowodowało jednak, że piłkarze muszą trochę poczekać na pieniądze. Ale wbrew pozorom, nasze problemy nie są wcale takie straszne. Wiele klubów jest w gorszej sytuacji, ale jakoś udaje się im wiązać koniec z końcem – dodaje Rydzewski.
Zamieszaniem wokół klubu poruszeni są także kibice, którzy w poprzednim tygodniu wystosowali list otwarty do mediów. – Stal to dziedzictwo Kraśnika. Wszyscy, którzy chcą swoimi decyzjami doprowadzić do upadku naszego klubu, biorą na siebie te pokolenia, które przez 60 lat budowały jego dobre imię i promowały nasze miasto – napisali fani.
Tymczasem wszystko wskazuje na to, że wiosną barw Stali nie będzie reprezentował Paweł Klimkiewicz. 24-letni zawodnik wyjechał z Kraśnika, a w sobotę wystąpił w towarzyskim meczu rezerw GKS Bogdanka z Orlętami Radzyń Podlaski.
– Paweł zachował się niepoważnie. Wziął pieniądze na dojazdy i uciekł. Myślę, że wpływ na jego decyzję miał szum medialny, jaki zrobił się wokół klubu. Temat jego gry w Stali jest już raczej nieaktualny – powiedział Rydzewski. Inaczej mają się sprawy z Karolem Rębą.
Jest już prawie przesądzone, że 23-letni pomocnik wróci do Kraśnika ze Stali Poniatowa. Początkowo działacze trzecioligowca żądali za jego kartę 1200 zł, ale ostatecznie zmniejszyli oczekiwania o połowę. – Jesteśmy gotowi tyle zapłacić – deklaruje prezes Stali.
Przed rozpoczęciem ligi wzmocniły się również Orlęta Łuków. Do zespołu prowadzonego przez Roberta Różańskiego dołączyli Michał Botwina z Bizona Jeleniec i Kamil Marciniak z Wisły Puławy. Ten pierwszy ma zaledwie 17 lat i już pierwszą bardzo udaną rundę za sobą.
Jesienią, w jedenastu spotkaniach bialsko-podlaskiej klasy A zdobył aż piętnaście goli. Półroczne wypożyczenie to dla niego świetna okazja, aby udowodnić, że dorósł do gry na wyższym poziomie. Z kolei Marciniak, wychowanek Orląt, ostatnie dwa lata spędził w Wiśle Puławy.
W rozwoju kariery przeszkodziła mu jednak poważna kontuzja, przez którą nie grał prawie dwanaście miesięcy. Transfer do Łukowa ma pomóc mu w dojściu do optymalnej formy.
Reklama













Komentarze