W środę, 22 kwietnia, obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Ziemi. Niestety, mimo coraz większej świadomości społecznej, część obywateli wciąż uważa, że wyrzucenie swoich odpadów byle gdzie to normalne zachowanie. O tym, że w jednym z zielonych zakątków słynącego z dużego przywiązania do natury i czystości miasta Puławy, dowiedzieliśmy się od naszego Czytelnika, miłośnika przyrody, Piotra Safadera.
- Jestem zbulwersowany, bo to jest wyjątkowe, zielone miejsce. Niedaleko biegnie ścieżka rowerowa przy wale wiślanym. Niepojęte jak można wyrzucać jakiś gruz, opony, czy butelki, całe przyczepki odpadów zaśmiecając środowisko, z którego wszyscy korzystamy - mówi puławianin.

Sprawdziliśmy ten sygnał. Przy ul. Rybackiej, niedaleko starej bramy do opuszczonego hotelu PTTK, widać foliowe worki ze śmieciami, plastikowe butelki, szmaty, opakowania. Kilka metrów dalej ktoś wyrzucił odpady po remoncie łazienki. Z kolei jadąc dalej w kierunku wału wiślanego, na jednej z wyglądającej na opuszczoną działce, urosło już całe, niewielkie wysypisko gdzie poza butelkami widać nawet stare opony.
- Oni tu przyjeżdżają, patrzą tylko czy nikt nie widzi i wyrzucają te śmieci. Walą je gdziekolwiek, raz nawet pod furtkę mi wyrzucili. Tutaj niedaleko jest taki rów do łachy wiślanej, to wyrzucili tam opony i stary tapczan. Sam to wszystko wyciągałem, bo już nie mogłem na to patrzeć - opowiada nam Jan Brol, jeden z działkowców. - Zwróciłem kiedyś uwagę jednemu z nich, bo widziałem co zrobił to odwarknął tylko, że to jest "bio" i zapytał o co mi chodzi - dodaje nasz rozmówca.
Zdaniem pana Jana wszystkiemu winni są sami działkowcy, którzy za odbiór odpadów płacić miastu nie chcą.
- Główni winowajcy to są działkowcy. Wiem, że było u nich zebranie, na którym zdecydowali, że oni będą zajmować się swoimi śmieciami we własnym zakresie. Wszyscy widzimy na czym to polega - tłumaczy puławianin.

Co na to sami działkowcy z miejscowego ROD "Plon" przy ul. Rybackiej?
- U nas działki mają w większości starsi ludzie. Jest uzgodnione, że każdy swoje śmieci wywozi na składowisko. Poza tym korzystamy z kontenera - zapewnia Zbigniew Kędziora, prezes ROD-u. - Oczywiście, jak w rodzinie, zawsze znajdzie się ktoś, kto nie zastosuje się do zasad, ale co możemy na to poradzić? - komentuje.
Według pani Krystyny, którą spotkaliśmy przy domu działkowca, za śmieci mogą odpowiadać osoby z zewnątrz lub kręcący się przy pustostanie po hotelu bezdomni. - Przychodzą tutaj, czasem proszą o wodę, skaczą przez płot. Szkoda mi ich więc czasem bramę zostawiam otwartą - przyznaje
I chociaż niewykluczone, że za jedną, czy drugą butelkę po alkoholu wyrzuconą w okolicach Rybackiej mogą stać bezdomni, tak trudno ich winić za te wszystkie stosy worków wypełnionych odpadami, łazienkowej armatury, gruzu, gałęzi itd.

Problem z zaśmiecaniem tych okolic pogłębia fakt, że śmieci na ogół lądują na prywatnym terenie, jak ten z dawnym hotelem, czy wspomniana wyżej opuszczona i zarośnięta działka niedaleko wału wiślanego. Miasto ma w takiej sytuacji związane ręce.
- W takim przypadku możemy jedynie ustalić właściciela działki i wezwać go do jej uprzątnięcia - tłumaczy Sylwia Żądełek, kierownik wydziału ochrony środowiska w puławskim Ratuszu.
Nie znaczy to jednak, że nic więcej nie da się zrobić. Przy ul. Rybackiej podobno działa miejski monitoring, więc sprawcy zaśmiecania być może zostali uwiecznieni. Zmienić może się również sytuacja samych działkowców. - Mają obowiązek posiadania umowy na wywóz odpadów - zaznacza urzędniczka, zapowiadając kontrolę w tym zakresie.















Komentarze