W meczu Huczwy Tyszowce z Janowianką Janów Lubelski wynik rozstrzygnął się już w pierwszym kwadransie. Gospodarze błyskawicznie, bo już w 16 s objęli prowadzenie. Kapitalnym kilkudziesięciometrowym podaniem popisał się Michaijło Somik. Maksim Pawlenko przejął piłkę, wyprzedził obrońcę i pokonał golkipera gości.
Michał Beczek
27.03.2011 21:10
Trener Huczwy Jacek Paszkiewicz (z prawej) wrócił na boisko (ARCHIWUM)
Janowianka wyrównała zaledwie sześć minut później. Tomasz Sadowski wykorzystał dokładne dośrodkowanie Piotra Chmiela z rzutu wolnego i strzałem głową skierował piłkę do siatki.
Podopieczni Andrzeja Wachowicza nie cieszyli się jednak długo z remisu, bo w 18 min drugą bramkę dla Huczwy zdobył Mateusz Rejs. Dla 19-letniego napastnika było to debiutanckie trafienie w "biało-zielonych” barwach.
Huczwa zagrała w niedzielę osłabiona brakiem pięciu zawodników. Z powodu kontuzji nie mogli wystąpić Jacek Iwanicki i Kamil Droździel, Stanisław Anioł pauzował za kartki, a Oleg Wichoć i Iwan Jarema ciągle czekają na certyfikaty, których nie przesłała jeszcze ukraińska federacja.
W tej sytuacji Jacek Paszkiewicz zdecydował się wstawić do składu samego siebie. Trener wystąpił jedynie przez pięć minut i zmarnował jedną dogodną sytuację do strzelenia bramki.
Huczwa Tyszowce – Janowianka Janów Lubelski 2:1 (2:1)
Bramki: Pawlenko (1), Rejs (18) – T. Sadowski (7).
Huczwa: Dudek – Orzechowski, Późniak, Joniec, Mruk, Cieślik (60 Hałasa), Beza (80 Czernoba), Somik, Pawlenko, Rejs, Paweł Maliszewski (85 Paszkiewicz).
Janowianka: Kielarski – Mierzwa, Sobótka, Wachowicz, Duda (60 P. Sadowski), T. Sadowski, Gąbka, Michał Szczecki, Mateusz Szczecki (65 Jakiemczuk), Piecyk, Chmiel
Żółte kartki: Orzechowski (H) – T. Sadowski, Michał Szczecki (J).
Sędziował: Wojciech Sawa. Widzów: 400.
Niesamowity przebieg miało spotkanie Dwernickiego Stoczek Łukowski z Orlętami Łuków. Gospodarze dzielnie bronili się przez blisko siedemdziesiąt minut, ale gdy stracili pierwszą bramkę, ich szeregi całkowicie się posypały.
Goście mieli przewagę przez całe spotkanie i mogli wygrać zdecydowanie wyżej. Możliwy był nawet wynik dwucyfrowy. W pierwszej połowie "żółto-czerwoni” nie imponowali jednak skutecznością i zmarnowali kilka stuprocentowych okazji.
– To, że zdobyliśmy bramki akurat w końcówce meczu, to zbieg okoliczności. Muszę jednak przyznać, że w pewnym momencie zrobiło się już dość nerwowo, dlatego tak wysoki wynik bardzo mnie cieszy – podsumował Robert Różański, trener Orląt.
Dwernicki jedyną dogodną okazję stworzył sobie w 1 min. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzelał Mateusz Lisiewicz, a później Damian Aluchnia, ale w obu przypadkach świetnie bronił Włodzimierz Lisiewicz.
– Zabrakło nam przede wszystkim środka pola. Nie miałem do dyspozycji Bartłomieja Kowalskiego i Michała Osiaka, a Paweł Trojanek jest chory. To wszystko było widoczne w naszych poczynaniach. Przez długi okres szczęśliwie się jednak broniliśmy.
Po stracie pierwszej bramki z chłopaków uszło powietrze i dlatego posypały się kolejne trafienia. Nie zamierzamy składać jednak broni. Powiedzieliśmy sobie: "pierwsze śliwki robaczywki” i zamierzamy walczyć w kolejnych spotkaniach – zapewnił Tomasz Barej, szkoleniowiec Dwernickiego.
Dwernicki Stoczek Łukowski – Orlęta Łuków 0:6 (0:0)
Bramki: Gaj (67), Kierych (78, 90), Buga (80, 83, 87 z karnego).
Dwernicki: Baczewski – Zagrodzki, Konieczny, Sudowski, Moreń, Dróżdż, Lisiewicz (70 Kozieł), Trojanek (65 Krukow), Domański (79), Aluchnia, Czub.
Orlęta: Lisiewicz – Szewczak, Wolak, Szlaski, Wysokiński, Mateuszewski (85 Fortuna), Skrzymowski (61 Kierych), Buga, Kiryło (71 Purzycki), Gaj, Markowski (55 Botwina).
Żółte kartki: Baczewski, Sudowski, Zagrodzki, Lisiewicz (D).
Sędziował: Artur Krasowski. Widzów: 200.
Komentarze