• Denerwuje się pan przed trudnymi meczami?
– Nie mam czym się denerwować. Przejmować to ja się mogłem, gdy miałem 15 lat.
• Jednak w sobotę do Zamościa przyjedzie Odra Głoska i to może być najważniejszy mecz sezonu.
– Na pewno bardzo nastawiamy się na konfrontację z tym rywalem, ale to nie znaczy, że mamy żyć w stresie. Musimy po prostu zagrać swoje. Już w Radzyniu Podlaskim niewiele brakowało, żebyśmy odnieśli zwycięstwo. Niestety tam szczęście nie było po naszej stronie. Ja mam spokojną głowę i ze świeżym spojrzeniem podejdę do tego spotkania. Już mocno sprężaliśmy się na spotkanie w pierwszej rundzie z Alfą i skończyło się wysoką porażką.
• Odra jest teraz w lepszym położeniu, ma nad wami punkt przewagi.
– Role mogą się zmienić po najbliższej kolejce. Proszę pamiętać, że Odra zremisowała wcześniej w Jarosławiu, a ma jeszcze mecze w Zamościu i z Alfą. My w ostatniej serii zmierzymy się z Kolpingiem.
• Jakie atuty będą mieli rywale?
– W niezłej dyspozycji jest Piotr Chodorski, który niedawno został młodzieżowym mistrzem Polski. Zobaczymy, co zaprezentuje Zheng Meng. Reszta jest niewiadomą. Moim zdaniem kluczowe mogą okazać się deble. Oni ze swoimi coś kombinują. Ale należy spodziewać się przede wszystkim wyrównanego meczu. W sali Odry zremisowaliśmy, a teraz to my po swojej stronie będziemy mieli publiczność.
• Wszystko rozstrzygnie się już w tej kolejce?
– Nie sądzę, raczej w ostatniej. Oczywiście pod warunkiem, że nie przegramy.
• Bierze pan pod uwagę porażkę?
– To jest sport, więc wszystko jest możliwe. Jednak chcemy zagrać jak najlepiej, a naszym celem jest drugie miejsce i gra w barażu o ekstraklasę. Uważam natomiast, że bez względu na wynik dni Odry i tak są już policzone. Ten klub z roku na rok ślizgali się z budżetem. Nawet jeśli awansują, do tej drużyny i tak nikt nie pójdzie. Oni nie są wypłacalni, więc mogą obiecywać jedynie gruszki na wierzbie.
Komentarze