O tym, że Orlęta Radzyń Podlaski przewyższają całą czwartą ligę, co najmniej o klasę, a Dwernicki Stoczek Łukowski znacznie ustępuje każdemu z rywali, wiedzą wszyscy. Ale wyniku 12:0 nie przewidział chyba nikt. Bo czy ktokolwiek pamięta, kiedy ostatnio spotkanie na czwartoligowym froncie zakończyło się wyższym rezultatem?
Michał Beczek
03.04.2011 19:40
W niedzielnym meczu od początku do końca na murawie dominowali gospodarze. Podopieczni Tomasza Bareja nie mieli nic do powiedzenia i jedynie się bronili. Na tyle, na ile pozwalały im niewielkie umiejętności.
A Orlęta atakowały i atakowały. Nikt nie obraziłby się chyba, gdyby mecz zakończył się jeszcze wyższym rezultatem. Na przykład 20:0. Bo "biało-zieloni”, choć niemieli litości dla rywali, to kilka dogodnych okazji jednak zmarnowali.
Już w 6 min wynik spotkania otworzył Paweł Pliszka. Najskuteczniejszy strzelec Orląt wykorzystał podanie Sebastiana Koczkodaja i z 12 m przelobował Sławomira Baczewskiego. Trzy minuty później było już 2:0, a z trafienia cieszył się Siergiej Sawczuk.
Nowy nabytek radzyńskiego zespołu strzelił bramkę głową po dokładnym dośrodkowaniu Łukasza Kępy. Dla byłego zawodnika m.in. Górnika Łęczna i Motoru Lublin to było bardzo udane spotkanie. Bo Kępa poza asystami popisał się także hat-trickiem, trafiając w 13, 19 i 55 min.
Przed przerwą bramkarza gości pokonał również Mateusz Puła. 17-letni napastnik wykazał się sporym opanowaniem. Przejął piłkę w polu karnym, ograł Baczewskiegu i ze spokojem skierował futbolówkę do siatki.
Po przerwie lider nie zwolnił tempa. Już w 52 min piłkarze Dwernickiego musieli przypomnieć sobie, że to nie będzie łatwe spotkanie. Po strzale Pliszki, Baczewski musiał wyjmować piłkę z siatki po raz szósty, a chwilę później – po uderzeniu Łukasza Kępy – po raz siódmy.
W 62 min bardzo ładną bramkę strzałem nożycami zdobył Dariusz Ptaszyński, a w 70 min swojego pierwszego gola dla Orląt strzelił Piotr Zmorzyński. Cztery minuty później młody snajper trafił po raz drugi. W końcówce outsidera dobili jeszcze Patryk Czarnecki i Łukasz Kuśmirek.
Orlęta Radzyń Podlaski – Dwernicki Stoczek Łukowski 12:0 (5:0)
Bramki: Pliszka (6, 52), Sawczuk (9), Ł. Kępa (13, 19, 55), Puła (26), Ptaszyński (62), Zmorzyński (70, 74), Czarnecki (76), Kuśmirek (83).
Orlęta: Ciok – Kazubski, Sawczuk, Nowik, Koczkodaj (61 Kuśmirek), Ptaszyński, Borysiuk, Pliszka, Wej (56 Czarnecki), Ł. Kępa (56 Wróblewski), Puła (46 Zmorzyński).
Dwernicki: Baczewski (82 Dymek) – Zagrodzki, Konieczny, Sudowski, Moreń, Dróżdż, Kowalski, Trojanek (85 Ślązak), Domański (67 Dawidek), Osiak (64 Czub), Aluchnia.
Żółta kartka: Ptaszyński (O). Sędziował: Hubert Ripper. Widzów: 500.
Ultradefensywna taktyka Orionu Niedrzwica przyniosła zamierzony skutek. "Biało-niebiescy” bronili się przez całe spotkanie i osiągnęli zamierzony cel, bezbramkowo remisując z Wieniawą Lublin.
Gospodarze od samego początku koncentrowali się na defensywie, sporadycznie opuszczając własną połowę boiska. Rzadko zapuszczali się pod "szesnastkę” rywali, więc trudno się dziwić, że nie stworzyli praktycznie żadnych sytuacji podbramkowych.
– Baliśmy się odkryć i dlatego od samego początku postawiliśmy na "obronę Częstochowy”. Udało się nie stracić ani jednej bramki i bardzo się z tego cieszymy. To ważne, szczególnie dla młodych zawodników. Powinni poczuć się mocniejsi przed kolejnymi spotkaniami – powiedział Przemysław Feliński, kierownik i zawodnik klubu z Niedrzwicy.
– Orion nie miał wyboru. Musieli się bronić, bo idąc na wymianę ciosów, popełniliby sportowe samobójstwo. Gdybyśmy my mieli taką kadrę jak oni, pewnie postąpiłbym podobnie – stwierdził Marek Sadowski, szkoleniowiec Wieniawy.
Goście mieli przewagę od samego początku spotkania. Stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, w tym cztery stuprocentowe. Pierwszą, już w 15 s zmarnował Marcin Urban. Napastnik lubelskiego zespołu w sytuacji sam na sam trafił z 6 m prosto w Kamila Kozłowskiego.
Jeszcze przed przerwą oko w oko z bramkarzem Orionu stanął także Rafał Bielak, ale Kozłowski i z tego pojedynku wyszedł obronną ręką.
Długimi okresami zawodnicy Wieniawy mieli problemy z przebiciem się przez skomasowaną defensywę "biało-niebieskich”, ale w końcówce, kiedy gospodarze widocznie opadli z sił, wypracowali sobie dwie okazje, które powinni zamienić na bramki.
W 85 min Marcin Popajewski otrzymał dobre podanie z głębi pola, popędził na bramkę gospodarzy, ale nie zdołał pokonać świetnie dysponowanego Kozłowskiego. Dwie minuty później świetną okazję zaprzepaścił Bielak, który po rzucie rożnym nie zdołał skierować piłki do bramki.
W sobotnim spotkaniu w barwach Orionu nie zadebiutował jeszcze Paweł Bugała. – Paweł stwierdził, że zanim wybiegnie na boisko, musi trochę z nami poćwiczyć – poinformował Feliński. Doświadczony pomocnik będzie mieć sporo czasu na spokojne treningi, bo w następnej kolejce "biało-niebiescy” pauzują.
Orion Niedrzwica – Wieniawa Lublin 0:0
Orion: Kozłowski – Szłapa, Skiba, Feliński, Obydź, Witek, Oleszek, Waryszak (76 Kępowicz), Charmas, Maliszewski (74 Kos), Cielma.
Wieniawa: Zdunek – Denis, Boniaszczuk, Kusyk, Ręba (45 R. Baran, 85 Pietrzak), Wójcik, P. Baran, Bielak, Ścibior (45 Sadowski), Popajewski, Urban (45 Majewski).
Żółte kartki: Kozłowski, Witek, Waryszak, Maliszewski (O) – Wójcik, Bielak (W).
Sędziował: Karol Bancerz. Widzów: 200.
Komentarze