Pomagał kto mógł: rodzina, wieś, gmina, szkoła. Dziś – półtora miesiąca po strasznym pożarze – jest już pewne, że państwo Wysokińscy spędzą Wielkanoc w nowym domu.
Marek Pietrzela
21.04.2011 21:03
Mieszkająca w Olszewnicy (pow. radzyński) Barbara Wysokińska, matka pięciorga dzieci, ze wzruszeniem wspomina, jak po leczeniu poparzeń doznanych w pożarze wyszła ze szpitala, mając ze sobą ledwie 10 zł. W Urzędzie Gminy w Kąkolewnicy czekały już na nią zebrane w wielu sołectwach pieniądze. Teraz – dzięki pomocy ludzi – może spędzić święta w nowym domu. Powstał po rozbudowie budynku gospodarczego.
Pożar wybuchł 7 marca po godz. 20. Pani Barbara oglądała z dziećmi telewizję. Męża nie było w domu, leżał w szpitalu.
– Nagle zobaczyłam dym w kuchni. Ruszyłam tam, buchnął ogień. Żar bił od płonących polakierowanych boazerii. Prawdopodobnie się przewróciłam. Na szczęście, syn mi pomógł. Trzyletnią córkę wynieśliśmy przez okno pokoju. Starsza córka też tamtędy wyskoczyła. Zobaczyłam, że boso stoję na śniegu. Miałam mocno poparzone ręce, twarz i szyję – wspomina B. Wysokińska.
– Cudem uratowali moje dzieci i żonę – dodaje jej mąż Franciszek. – Ale popalone było niemal wszystko, telewizor i większość ściany z regałem. Ocalało tylko kilka półek z krzyżem, Pismem Świętym i obrazami Jana Pawła II.
Pogorzelcy znaleźli pomoc u sąsiadów i rodziny. Mieszkająca niedaleko Wysokińskich Wiesława Olszewska, sołtys Olszewnicy, już na drugi dzień zebrała kilka kobiet do uprzątania miejsca pożaru.
– Z radną Mirosławą Płudowską ogłosiłyśmy zbiórkę pieniędzy i ubrań. W naszej gminie Kąkolewnica jest dobry zwyczaj, że jak wydarzy się jakieś nieszczęście, taką zbiórkę wspierają sołtysi z innych miejscowości – podkreśla Olszewska.
Uczniowie z Publicznego Gimnazjum w Olszewnicy zebrali ubrania, podręczniki i przybory szkolne oraz pieniądze na meble dla dzieci Wysokińskich. – Szkolna kuchnia zafundowała dzieciom pogorzelców obiady – wyjaśnia Ewa Mazur, dyrektor gimnazjum.
Gimnazjaliści ruszyli z pomocą w rozbudowie budynku gospodarczego na nowy dom Wysokińskich.
– Musiałem pomóc Bartkowi. To mój kolega. Przez tydzień w 15 osób kopaliśmy fundamenty i lali posadzki. Trzeba ratować innych w nieszczęściu – mówi Michał Słowikowski.
– A ja sprzątałam garaż oraz opiekowałam się młodszym dzieckiem – dodaje koleżanka ze szkoły Karolina Pękała.
Z pomocą swoim krewnym pospieszył też międzyrzecki przedsiębiorca Stanisław Wysokiński, który kupił materiały budowlane i skierował brygadę do rozbudowy budynku gospodarczego. Wieś Olszewnica złożyła się na lodówkę, kuchnię i pralkę.
– Chcę gorąco podziękować wszystkim ofiarodawcom. Dzięki nim spędzimy te święta we własnym domu – mówi łamiącym się głosem Wysokińska.
Ocalały obrazki z Janem Pawłem II
Z pogorzeliska uratowały się prawie zupełnie nienaruszone przez ogień dwa plakaty Jana Pawła II. Jeden plakat trafił do szkoły, gdzie w środę podczas apelu upamiętniającego tam Jana Pawła II został umieszczony w eksponowanym miejscu.
Komentarze