Piłkarze Stali Kraśnik pokonali u siebie Wieniawę Lublin 3:1 i przez chwilę byli nawet liderem czwartej ligi. Jednocześnie powiększyli przewagę nad trzecią w tabeli Huczwą Tyszowce, bo \"biało-zieloni” zaledwie zremisowali w Szczebrzeszynie z Roztoczem.
MICHAŁ BECZEK
28.05.2011 17:59
Wieniawa to zespół, z którym niełatwo się wygrywa. "Zielono-biało-czerwoni” grają defensywnie i koncentrują się głównie na tym, aby nie stracić bramki. W sobotę ta sztuka udawała się im tylko do 15 min, kiedy gola zdobył Daniel Szewc.
Kapitan Stali oddał strzał w długi róg, piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Niewiele brakowało, aby wcześniej Andrzeja Zdunka pokonał Siergiej Sawczuk, ale po jego potężnym uderzeniu z 20 m futbolówka trafiła jedynie w słupek.
Jeszcze przed przerwą gościom udało się doprowadzić do wyrównania. Po zagraniu piłki przez jednego z zawodników gości, futbolówka odbiła się od głowy Łukasza Dziedzica, czym kompletnie zmyliła Marcina Mańkę i wpadła do siatki. W drugiej połowie gole strzelała już tylko Stal.
A konkretnie Rafał Szczawiński, który dwukrotnie pokonał bramkarza lubelskiego zespołu. W 51 min futbolówka, niczym w pinballu, odbiła się od słupka, później od Zdunka i wpadła do siatki, a dwa kwadranse później Szczawiński wykorzystał dokładne dośrodkowanie Marcelego Packa i pewnym strzałem ustalił wynik spotkania.
– To był dobry mecz w naszym wykonaniu. Przez większość czasu prowadziliśmy grę, dobrze operowaliśmy piłką. W przerwie prosiłem chłopaków, aby nie spuścili z tonu.
Udało się strzelić gola, a później było już znacznie łatwiej. Najważniejsze, że znowu mamy cztery punkty przewagi nad Huczwą Tyszowce, bo po kilku wpadkach zaczęliśmy czuć jej oddech na plecach – podsumował Anatolij Ławryszyn, szkoleniowiec Stali Kraśnik.
Stal Kraśnik – Wieniawa Lublin 3:1 (1:1)
Bramki: Szewc (15), Szczawiński (51, 81) – Dziedzic (45 samobójcza).
Stal: Mańka – Prasnal, Dziedzic, Sawczuk, Wojtysiak, Putkaradze (73 K. Ręba), Bubiłek, Nowak, Pacek, Szczawiński, Szewc.
Wieniawa: Zdunek – A. Ręba, Mazurek, Kusyk, Borowiński, Boniaszczuk, Wójcik (73 Pietrzak), Bielak, P. Baran, Popajewski (61 Sadowski), Puszka (8 Majewski, 79 R. Baran).
Żółte kartki: Putkaradze, Wojtysiak (S) – Wójcik (W). Sędziował: Łukasz Woliński. Widzów: 200.
Przed spotkaniem z Lublinianką, trener Lewartu Grzegorz Białek zapowiadał, że "biało-niebiescy” chcą wygrać wszystkie mecze do końca rundy. W sobotę zrobili pierwszy krok ku realizacji celu, pokonując zespół Zbigniewa Grzesiaka 2:1.
Grzesiak z Białkiem doskonale się znają, a ten drugi nadal prowadzi juniorów Lublinianki, więc było to dla nich szczególne spotkanie.
– Na boisku na pewno nie będzie jednak sentymentów. Od pierwszych minut przystąpimy do walki i zrobimy wszystko, aby wygrać – zapowiadał przed meczem szkoleniowiec gości. I słowa dotrzymał.
Oba zespoły zaczęły bardzo zdeterminowane. Miały przed sobą tylko jeden cel – zdobyć trzy punkty. Środki nie miały znaczenia, więc nie brakowało ostrych starć.
– Byłem zaskoczony postawą Lublinianki. Spodziewałem się, że będą chcieli pograć piłką, jak w poprzednich spotkaniach. Tymczasem nastawili się na walkę – mówi trener Białek na oficjalnej stronie Lewartu.
– Uważam, że gospodarze powinni kończyć w dziewiątkę. Jeden z ich zawodników powinien wylecieć za faul na Łukaszu Mitaszce na początku meczu, a inny za przewrócenie Kaczmarskiego, który wychodził sam na sam z bramkarzem – dodaje trener gości.
Wynik spotkania w 25 min otworzył Mitaszka. Młody pomocnik minął dwóch zawodników Lublinianki i przelobował Marcina Zapała, który chyba niepotrzebnie wyszedł z bramki. Gospodarze wyrównali dopiero po przerwie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, Stefan Kucharzewski głową skierował piłkę do siatki.
Po tym trafieniu "zielono-biało-czerwoni” przejęli inicjatywę. Przez dobrych kilkanaście minut nieustannie atakowali i piłkarze Lewartu tylko swojemu szczęściu oraz strzeleckiej indolencji rywali mogą zawdzięczać, iż nie stracili drugiego gola. Kiedy wydawało się już, że mecz zakończy się remisem, piłka trafiła pod nogi Borysa Kaczmarskiego, a ten dokładnym strzałem pokonał Zapała.
– Nie zasłużyliśmy na porażkę. Zmarnowaliśmy jednak kilka świetnych okazji, nie tyle setek, co nawet dwusetek i dlatego nie zdobyliśmy ani jednego punktu – stwierdził trener Grzesiak.
Lublinianka Lublin – Lewart Lubartów 1:2 (0:1)
Bramki: Kucharzewski (54) – Mitaszka (25), Kaczmarski (90).
Lublinianka: Zapał – Paździor, Łysek, Nogas, M. Chmielnicki, Sebastianiuk, Ł. Sobiech (82 Krupski), Kucharzewski, Król (60 Góral), Grzesiak (86 E. Sobiech), Gromba.
Lewart: Wilkołek – Jezior, Woźniak, Mitura, Pszczoła, Bielak (61 Latek), Mitaszka (48 Korzeniowski), Birski, Gutek, Pożak (76 Krzyżanowski), Kaczmarski (90 Janeczek)
Żółte kartki: M. Chmielnicki, Grzesiak, Nogas, E. Sobiech (Lublinianka) – Birski (Lewart).
Sędziował: Marek Mirosław. Widzów: 250.
W tabeli czwartoligowych rozgrywek Roztocze Szczebrzeszyn i Huczwę Tyszowce dzieli aż osiemnaście punktów. Podczas sobotniego meczu nie było jednak widać tak dużej różnicy. "Biało-zieloni” mieli co prawda więcej z gry, dominowali w środkowej strefie boiska, ale nie przekładało się to na ilość podbramkowych sytuacji.
Obie drużyny stworzyły sobie po jednej dogodnej okazji do strzelenia gola. Najpierw w 16 min minimalnie niecelnie główkował Tomasz Albingier z Roztocza, a dwadzieścia minut później gości na prowadzenie mógł wyprowadzić Kamil Droździel.
27-letni napastnik zachował najwięcej zimnej krwi w podbramkowym zamieszaniu, uderzył, ale Patryk Dobromilski zdołał odbić jego strzał.
Co ciekawe, obaj bohaterowie tej ostatniej akcji jeszcze jesienią występowali w Motorze Lublin. Tadeusz Łapa, ówczesny trener "żółto-biało-niebieskich”, zrezygnował jednak z ich usług i oddał do czwartej ligi. Droździel na początku borykał się z problemami zdrowotnymi, ale teraz jest już mocnym punktem w składzie Huczwy.
Natomiast Dobromilski kontynuuje świetną passę czterech spotkań bez puszczonej bramki. 21-letni golkiper nie skapitulował już od 372 minut. – Na pewno fajne uczucie, już dawno tak nie miałem. Przed meczem nie myślę jednak o śrubowaniu rekordu, ale o tym, żeby zagrać jak najlepiej i jak najwięcej dać drużynie – mówi Dobromilski.
– Zresztą, w tej chwili najważniejsze jest, żebyśmy się utrzymali. Z nowym trenerem (Janem Złomańczukiem – red.) nasze szansę są chyba nieco większe. Odkąd przyszedł, zdobyliśmy siedem punktów w trzech meczach, a to chyba niezły wynik – dodaje bramkarz Roztocza.
Roztocze Szczebrzeszyn – Huczwa Tyszowce 0:0
Roztocze: P. Dobromilski – T. Bielec, Tomasik, Paweł Lipiec, D. Dobromilski, D. Bielec, Rajtar, Wachowicz, Rozwadowski, Piotr Lipiec (70 Lalik), Albingier
Huczwa: Wichoć – Jarema, Orzechowski, Anioł, Joniec (88 Późniak), Beza, Mruk, Somyk, Paweł Maliszewski (69 Cieślik), Rejs (60 Pavlenko), Droździel (87 Hałasa)
Żółte kartki: Albinger, Paweł Lipiec, T. Bielec, D. Bielec (R) – Droździel, Anioł, Jarema (H).
Sędziował: Jarosław Śledź. Widzów: 400.
Komentarze