W Lublinie odbyły się mistrzostwa kraju juniorów w Oyama Karate. Nie zawiedli zawodnicy z KOKL, którzy wywalczyli pięć medali.
MICHAŁ BECZEK
30.05.2011 14:17
Największymi osiągnięciami były drugie miejsca Michała Krefta, Magdaleny Klej i Krystiana Białego. Kreft po raz pierwszy startował w turnieju tej rangi. Walczył skutecznie, dużo bardziej intensywnie niż podczas przygotowań, dochodząc do finału w dobrym stylu. Brak doświadczenia turniejowego objawił się dopiero w walce finałowej.
– Podkreślał swoją przewagę nad rywalem przez długi czas, ale przegrał pojedynek, bo dał się trafić kopnięciem na głowę – mówi sensei Marcin Majczak, kierownik ośrodka Oyama Karate na Lubelszczyźnie.
W taki sam sposób swój udział w zawodach zakończyła Klej.
– Z nią to w ogóle jest ciekawa historia. Miała spore zaległości treningowe, szczególnie pod względem wytrzymałościowym i motorycznym. Długo jednak nad tym pracowaliśmy, a efekty wydawały się jeszcze niewystarczające.
Magda jednak niesamowicie zmobilizowała się w trakcie turnieju, prezentując niezwykłą zaciętość we wszystkich pojedynkach i w pełni zasłużyła na ten medal – twierdzi sensei Majczak.
Niespodziankę sprawił jedynie Krystian Biały, który przed turniejem uważany był za głównego faworyta do złotego medalu w kat. do 60 kg.
– Dowiedziałem się, że w noc poprzedzającą zawody Krystian długo siedział na Facebooku. Nie wyspał się, a efekty wszyscy zobaczyli na tatami. Dwie walki, w tym z Mistrzem Polski z 2010 roku wygrał po dogrywkach, ale w finale niestety opuściły go siły i przegrał z mniej utytułowanym rywalem.
To jednak pierwszy raz, kiedy nie posłuchał się trenera i jestem przekonany, że wyciągnie odpowiednie wnioski – dodaje kierownik ośrodka Oyama Karate na Lubelszczyźnie.
Dobrze spisali się Ryszard Wadowski i Bartłomiej Polewiak, którzy wywalczyli brązowe medale. – Mieli trochę pecha, bo byli faworytami w swoich kategoriach wagowych. Rysiek w walce o finał został skrzywdzony przez sędziów.
Zresztą, w kolejnym pojedynku, o trzecie miejsce udowodnił, że odpadł niezasłużenie. Z kolei Bartek, który bardzo ostro przygotowywał się do zawodów, w półfinale doznał kontuzji, która wykluczyła go z dalszej rywalizacji – przypomina sensei Majczak.
Kto wie, czy uraz nie stanął Polewiakowi na drodze do tytułu mistrza Polski. Jego przeciwnikiem w półfinale był Jakub Wojciechowski, który wygrał zawody i został uznany najlepszym zawodnikiem całej imprezy.
• Karate ma wiele odmian, ale zdecydowanie bardziej popularne niż Oyama są Kyokushin oraz Karate Tradycyjne.
– Wszystkie te dyscypliny mocno się od siebie różnią. Karate Tradycyjne to formuła walki bezkontaktowej, uderzenia są zatrzymywane przed przeciwnikiem, a jeżeli dochodzi do kontuzji, to zazwyczaj w wyniku nieprzepisowych zachowań na macie. Kyokushin jest bardziej podobne do Oyama, szczególnie w formule semi-knockdown, w jakiej odbyły się sobotnie zawody. Główna różnica jest taka, że w naszej dyscyplinie organizowane są także walki w formule k1, gdzie prawie wszystkie ciosy są dozwolone.
• To znaczy, że walki w Oyama Karate są bardziej widowiskowe?
– W opisywanej wcześniej najcięższej formule zdecydowanie tak. Każde uderzenie może skutkować nokautem. Trzeba nieustannie myśleć nad taktyką, być maksymalnie skoncentrowanym, bo jeden nierozważny atak może spowodować groźną kontrę przeciwnika.
• Jak duże tradycje w tej dyscyplinie sportu ma Lublin?
– Nasz klub powstał w 1991 roku. W 1993 zrzeszyliśmy się z Oyama Karate a w 1998 roku dołączyliśmy do PZKb, więc obecnie jesteśmy członkami dwóch dużych federacji. W sumie zdobyliśmy już 128 medali w zawodach najwyższej rangi, w tym trzy złote na Mistrzostwach Świata, siedem na Pucharze Europy oraz dwa złote na Mistrzostwach Europy.
• Gdzie w najbliższym czasie będą startowali lubelscy zawodnicy?
– Sobotni turniej był ostatnim w tym roku dla juniorów, a seniorzy być może pojadą na akademickie mistrzostwa Polski w kickboxingu. Natomiast w przyszłym sezonie pierwszą poważną imprezą będzie Puchar Polski, który odbędzie się w listopadzie. No chyba, że któryś z naszych zawodników bądź zawodniczek dostanie powołanie do kadry na mistrzostwa świata.
• Ktoś ma szansę?
– Moja żona, Anna Majczak. W tym roku zdobyła trzy złote medale na międzystylowych mistrzostwach świata oraz dwa razy stawała na najwyższym stopniu podium mistrzostw Europy. Warto dodać, że w trakcie zawodów Zarząd Klubu uhonorował dokonania Ani z ostatnich lat (zdobyła także 2 złota na Pucharze Europy i 8 tytułów mistrza Polski). Szkoda, że tylko nieliczni lublinianie dostrzegają jej potencjał. Dowodem jest nagroda Prezydenta Miasta w dziedzinie sportu wręczona zawodnikowi, który zdobył tylko jedno złoto na Mistrzostwach Świata.
• A nie myśleliście, żeby międzynarodową imprezę zorganizować w Lublinie?
– Jesteśmy młodym klubem i w sobotę zebraliśmy dopiero pierwsze szlify w organizacji rozgrywek rangi Mistrzostw Polski. Na razie na międzynarodowy turniej jest jeszcze za wcześnie, ale w przyszłości... Kto wie?
Komentarze