ROZMOWA Z Krzysztofem Gilem, prezesem Wieniawy Lublin
Michał Beczek
01.06.2011 19:08
• Podobno w Lublinie ma powstać nowy piłkarski twór. Ma pan jakieś wiadomości na ten temat?
– Coś słyszałem. A na poważnie, to faktycznie, chcemy połączyć się z Lublinianką. Na dzień dzisiejszy nic jednak nie jest przesądzone. Cały czas trwają rozmowy. Myślę, że w piątek wszyscy będziemy mądrzejsi.
• Na jakiej zasadzie miałoby dojść do fuzji?
– Fuzja to niewłaściwie słowo. Bo nie zamierzamy łączyć się ze Spółką Akcyjną Lublinianka, ciągle będącą w rękach Norwegów, a jedynie uratować najstarszy lubelski klub, jakim jest Lublinianka. W tej chwili badamy grunt przez rozmowy ze Stowarzyszeniem Kibiców Lublinianki "Niezłomni”, PZPN, LZPN i miastem. Zastanawiamy się, jak ugryźć temat.
• Nowy klub nazywałby się Lublinianka – Wieniawa?
– Najprawdopodobniej tak. Stowarzyszenie "Niezłomni” chce, żeby Lublinianka była pierwszym członem w nazwie. Oczekują również, żeby nowy klub przejął tradycje, barwy oraz herb Lublinianki. My się do tego przychylamy. Lublin jest zbyt biedny jeśli chodzi o potencjał biznesu i nie stać go na więcej niż dwa kluby, "bawiące się” w profesjonalną, seniorską piłkę.
• Chcecie założyć Spółkę Akcyjną?
– Może w przyszłości. W czwartej lidze jest ona niepotrzebna, generuje zbyt duże koszy. Na tym etapie chcielibyśmy utworzyć Spółkę z o. o. Tak byłoby taniej i znacznie prościej. Kontaktowaliśmy się już w tej sprawie z PZPN i otrzymaliśmy nawet ustną informację od Andrzeja Wacha z działu prawnego PZPN, że taka struktura organizacyjna jest możliwa.
• Kto miałby wejść do spółki?
– Stowarzyszenie Wieniawa, część jej sponsorów i paru nowych biznesmenów, którzy chcieliby dołączyć do tego przedsięwzięcia. W większości chodzi o niewielkie firmy, ale rozmawiamy również z kilkoma dużymi i bogatymi przedsiębiorstwami.
• A miasto?
– Miasto, wchodząc do Spółki Akcyjnej Motor, jasno zadeklarowało, że stawia na ten klub.
• To w ogóle nie liczycie na pomoc Lublina?
– W czwartek odbędzie się spotkanie z prezydentem Krzysztofem Żukiem. Od tego, co uda się ustalić będzie bardzo duże zależało. Ale finansowego wsparcia raczej nie oczekujemy.
• Czego w takim razie chcecie? Może terenów na Wieniawie, które kilka miesięcy temu miasto odebrało Norwegom?
– Gdyby udało się pójść w tym kierunku, byłoby świetnie. Chcielibyśmy skomercjalizować te tereny. Oczywiście, nie tak górnolotnie jak Norwegowie, którzy zakładali wydanie 100 mln dolarów w ciągu dwóch lat. Uważam, że nawet oddając część terenów gminie żydowskiej, możemy mieć swój stadion i boisko treningowe. A dzięki komercjalizacji pozostałych obiektów przyległych, realne jest zabezpieczenie budżetu rzędu 2 – 2,5 mln zł rocznie, co pozwoliłoby na spokojne funkcjonowanie klubu w II lidze.
• Na razie jesteście jednak dwa poziomy niżej. Ile pieniędzy potrzebujecie na przyszły sezon?
– Dwieście do dwustu pięćdziesięciu tysięcy, przy założeniu, że piłkarze graliby na zasadach amatorskich. Zresztą, nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej, bo to liga amatorska.
• Ściągniecie piłkarzy z Lublinianki?
– Chcemy oprzeć zespół na najlepszych zawodnikach Lublinianki i Wieniawy. Zresztą, rozmawialiśmy juz z nimi i wiedzą, na co mogą liczyć.
• Czyli?
– Premie meczowe. O kontraktach możemy rozmawiać dopiero po awansie do III ligi i to też tylko z kilkoma czołowymi graczami.
• Promocja do wyższej klasy rozgrywkowej będzie celem na sezon 2011/12?
– Tak, jeżeli uda się połączyć kluby.
• Przydadzą się wam wzmocnienia...
– Być może sięgniemy po kilku zdolnych, młodych piłkarzy z klas okręgowych. To wszystko, bo uważam, że z zawodników Wieniawy i Lublinianki można zbudować zespół, który spokojnie poradzi sobie z wywalczeniem awansu.
• Podobno może wzmocnić was Wojciech Białek?
– Z Wojtkiem świetnie znamy się jeszcze z Legionu Tomaszowice. Jest wychowankiem tego klubu i grał tam, kiedy ja byłem prezesem, a Marek Sadowski trenerem. Zresztą, to właśnie Marek wprowadzał go do zespołu. Na razie nie prowadziłem z nim jednak żadnych rozmów. Gdyby jednak był chętny, aby do nas przyjść, to myślę, że dla piłkarza z jego umiejętnościami, znalazłoby się miejsce w naszej drużynie.
Komentarze