Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Sparta - Lublinianka 0:1, Wieniawa - Dwernicki 9:0, Roztocze - Start 1:0

Spotkanie Sparty Rejowiec Fabryczny z Lublinianką rozgrywane było przy ponad trzydziestostopniowym upale, więc trudno się dziwić, że na trybunach zasiadła zaledwie garstka kibiców, a i piłkarze bardzo szybko opadli z sił.
– Nie można oczekiwać od chłopaków, aby walczyli o każdy metr kwadratowy boiska, kiedy taki żar leje się z nieba. Na naszą dyspozycję wpłynęła dodatkowo podróż, jaką odbyliśmy tuż przed meczem – wyjaśnia Zbigniew Grzesiak, szkoleniowiec Lublinianki. Sobotni mecz toczył się w bardzo powolnym, sennym tempie. Dość powiedzieć, że pierwszą groźną sytuacją stworzoną przez oba zespoły, była dopiero ta, po której padła jedyna bramka meczu. Na zegarze była już 42 min, kiedy goście przeprowadzili ładną, składną akcję. Konrad Król zagrał piłkę do Mateusza Chmielnickiego, ten szybko oddał ją Łukaszowi Grombie, popędził do przodu, otrzymał zwrotne podanie od kolegi i ładnym uderzeniem lewą nogą pokonał golkipera gospodarzy. Właściwie, to był jedyny raz, kiedy Krzysztof Mazur miał okazję, aby wykazać się swoimi umiejętnościami. Lublinianka stworzyła sobie co prawda jeszcze jedną dobrą sytuację, ale w 63 min Igor Grzesiak uderzył z 12 m obok słupka. Z kolei Sparta Rejowiec Fabryczny, która po stracie gola wiedziała, że musi zaatakować, ale nie bardzo miała pomysł jak się do tego zabrać, mogła wyrównać w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry. W dogodnej sytuacji znalazł się Jacek Ziarkowski, ale doświadczony napastnik gospodarzy trafił prosto w Marcina Zapała. – Dobrze, że Ziarkowski tego nie strzelił, bo mecz mógłby zakończyć się remisem. Nasze skromne zwycięstwo uważam jednak za sprawiedliwy rezultat, bo strzeliliśmy jednego gola więcej od przeciwników, a o to chodzi przecież w futbolu – skwitował trener Grzesiak. – To było dziwne spotkanie. Pogoda bardziej nadawała się do tego, żeby pójść na plażę. Dla zawodników obu drużyn i kibiców nie była już najlepsza, dlatego obejrzeliśmy nudny mecz. Szkoda tej porażki, tym bardziej, że straciliśmy punkty przed własną publicznością. Jesteśmy jednak coraz bliżej realizacji planu minimum, jaki sobie postawiliśmy przed rundą (zdobycie co najmniej 19 pkt. Dotychczas Sparta wywalczyła 17 \"oczek” – red.) i to musi cieszyć. Do końca sezonu pozostały jeszcze cztery kolejki i wydaje mi się, że przynajmniej jedno spotkanie powinniśmy wygrać – podsumował Zbigniew Wójcik, szkoleniowiec Sparty. Sparta Rejowiec Fabryczny – Lublinianka Lublin 0:1 (0:1) Bramka: M. Chmielnicki (42). Sparta: Mazur – Kister (60 Góra), Bodys, Machnikowski, Rutkowski, Pawelec (70 Gryć), T. Adamiec, Ł. Kiejda (46 M. Adamiec), K. Kiejda (73 Głowacki), Szostak, Ziarkowski. Lublinianka: Zapał – Paździor, Łysek, R. Chmielnicki, M. Chmielnicki, Ł. Sobiech, Josicz (46 E. Sobiech), Król (60 Grzesiak), Kucharzewski (60 Krupski), Sebastianiuk (60 Góral), Gromba. Żółte kartki: Kister (S) – Gromba (L). Sędziował: Ireneusz Węgrzyn. Widzów: 100. – Sobota to dla nas niefortunny dzień rozgrywania spotkań. Wiadomo, szkoła praca, wielu chłopców nie może pojechać na mecz – mówi Tomasz Barej, szkoleniowiec Dwernickiego. – Przy lepszych wynikach byłoby pewnie inaczej, ale kiedy trzeba wsiąść do autobusu, wiedząc, że najprawdopodobniej znowu się przegra, wielu traci entuzjazm. Oczywiście, zawsze staramy się walczyć żeby zdobyć chociaż jeden punkt, ale zazwyczaj nasza wola walki ginie po pierwszej straconej bramce. W sobotę było podobnie. Zresztą, pojechaliśmy do Lublina w jedenastu, a brak możliwości przeprowadzenia zmian, przy żarze, jaki lał się z nieba, z pewnością nie był naszym atutem. I skończyło się 0:9 – dodaje trener gości. Festiwal strzelecki na stadionie przy ul. Leszczyńskiego już w 10 min rozpoczął Damian Ścibior. Jeszcze przed przerwą jego koledzy dołożyli cztery bramki, w tym jedną szczególnie ładną. W 25 min Rafał Bielak znalazł się sam na sam z Robertem Baczewskim, zdecydował się na strzał lobem, a piłka spadła pod poprzeczkę bramki gości. Po przerwie podopieczni Marka Sadowskiego nie zamierzali zwalniać tempa i zaaplikowali rywalom cztery kolejne bramki. Czy na postawę zawodników Wieniawy wpłynął fakt, że muszą teraz mocno walczyć o miejsce w składzie na przyszły sezon? – Z pewnością każdy chce się pokazać, ale ja nie podchodziłbym do tematu w ten sposób. To, że łączymy się z Lublinianką nie mogło wykrzesać z moich piłkarzy większych pokładów sił. Oni zawsze dają z siebie wszystko – stwierdził Marek Sadowski, szkoleniowiec Wieniawy. Wieniawa Lublin – Dwernicki Stoczek Łukowski 9:0 (5:0) Bramki: Ścibior (10, 51), Bielak (17, 25, 44), Popajewski (28, 60), Urban (71), Pietrzak (75). Wieniawa: Susz – Borowiński, Kusyk, Mazurek, Charnas (46 Urban), P. Baran, Ręba, Popajewski (68 Pietrzak), Sadowski, Ścibior (68 Tarkowski), Bielak (75 R. Baran). Dwernicki:Baczewski – Dawidek, Konieczny, Kołodziej, Lisiewicz, Drożdż, Trojanek, Kowalski, K. Kozieł, Krukow, Osiak. Żółta kartka: Ścibior (W). Sędziował: Michał Rogowski. Widzów: 100. Do 82 min kibice w Szczebrzeszynie oglądali bardzo przeciętne widowisko. Nie brakowało walki, ale sytuacji podbramkowych było niewiele. Rzut karny podyktowany przez sędziego Krzysztofa Hordejuka spowodował jednak, że widowisko ożywiło się. – Po dośrodkowaniu Jakuba Rozwadowskiego jeden z zawodników gości zagrał piłkę ręką. Jedenastka była ewidentna, nawet goście nie protestowali. Piotrek Lipiec podszedł do \"wapna” i pewnym uderzeniem pokonał Sławomira Rycia – relacjonuje Zbigniew Pająk, trener bramkarzy Roztocza Szczebrzeszyn. – Nie zgadzam się, karny był z kapelusza – twierdzi z kolei Janusz Mieczkowski ze Startu. Po stracie bramki goście rzucili wszystkie siły do ataku, ale nie zdołali skierować piłki do siatki. – Końcówka była jednak bardzo nerwowa. Start chciał jak najszybciej wyrównać, a my dowieźć korzystny rezultat do końca. Na szczęście, udało się – dodaje Pająk. Wcześniej oba zespoły stworzyły sobie po dwie dobre sytuacje. Już w 14 min na strzał z 30 m zdecydował się Jakub Wachowicz. Uderzył potężnie, lecz piłka ostemplowała jedynie poprzeczkę. Niespełna dziesięć minut później odpowiedzieli podopieczni Janusza Mieczkowskiego. Po zagraniu z głębi pola sam na sam z Piotrem Dobromilskim znalazł się Sebastian Suduł, ale bramkarz gospodarzy wygrał ten pojedynek. Po przerwie jeszcze jedną okazję do zdobycia bramki miał Suduł, ale i tym razem były golkiper Motoru Lublin wyszedł z tej sytuacji obronną ręką. W 79 min gola dla gospodarzy powinien zdobyć Piotr Lipiec. Rozwadowski przeprowadził indywidualną akcję lewym skrzydłem, dośrodkował, ale napastnik Roztocza z kilku metrów przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Dzięki temu zwycięstwu szczebrzeszynianie przeskoczyli Start w tabeli i znacznie oddalili od siebie widmo spadku. Za to sytuacja gości staje się powoli dramatyczna. W czterech ostatnich meczach \"niebiesko-biało-czerwoni” zmierzą się z rywalami z czołówki tabeli i o korzystne wyniki będzie im bardzo ciężko. Roztocze Szczebrzeszyn – Start Krasnystaw 1:0 (0:0) Bramka: Piotr Lipiec (82 z karnego). Roztocze: P. Dobromilski – Antoszek, Tomasik, D. Dobromilski, Grela (7 Duda 70 Sawic), D. Bielec, Rajtar, Wachowicz, Rozwadowski – Albingier (60 Dawstiuk), Piotr Lipiec (90 Pawluczuk). Start: Ryć – Sz. Sawa, Herbut (86 Szostak), Banaszkiewicz, Banasiak, Chariasz, K. Sawa, Gutowski, Klimkiewicz, Sadowski, Suduł (90 Nowakowski). Żółte kartki: Banasiak, Nowakowski (S). Sędziował: Krzysztof Hordejuk. Widzów: 300.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama