Każda nawet najlepsza passa kiedyś się kończy. W sobotę przekonali się o tym piłkarze Lewartu Lubartów, którzy po siedmiu kolejnych zwycięstwach, zremisowali na wyjeździe ze Spartą Rejowiec Fabryczny.
MICHAŁ BECZEK
11.06.2011 19:37
Łukasz Mitaszka (pierwszy z prawej) i jego koledzy nie wygrali po raz pierwszy od siedmiu spotkań (B
– Nie zamierzamy rozpaczać z powodu remisu. To w końcu musiało się zdarzyć – mówi Tomasz Mitura, kapitan Lewartu. – Zresztą i tak poza podium o nic już nie walczymy. Jesienią i w dwóch pierwszych meczach rundy wiosennej straciliśmy dużo punktów, więc o awansie nie mogło być nawet mowy – dodaje Mitura.
W sobotę goście mocno zaatakowali od pierwszej minuty. Widać było, że są zespołem dojrzalszym od przeciwników. Dobrze operowali piłką i długo się przy niej utrzymywali. Tak było przez pierwsze dwa kwadranse, kiedy stworzyli sobie kilka dobrych okazji i strzelili gola.
W 22 min akcję lewym skrzydłem przeprowadził Paweł Pszczoła, mocno dośrodkował w pole karne, gdzie był już Marek Korzeniowski, który strzałem głową wyprowadził gości na prowadzenie. Gole zdobyć mogli również Borys Kaczmarski i Jarosław Bielak, ale dwukrotnie na wysokości zadania stawał Krzysztof Mazur.
Lubartowianie podbudowani strzeleniem gola, spoczęli nieco na laurach. Zwolnili tempo gry i umożliwili przeciwnikom stworzenie kilku niezłych sytuacji. Po jednej z nich Rafał Szostak zdobył wyrównującą bramkę.
– Po przerwie gra przestała nam się kleić. Nie realizowaliśmy założeń taktycznych trenera i popełniliśmy kilka indywidualnych błędów.
Gospodarze to wykorzystali i chwała im za to. Taka jest piłka. Nie załamujemy się, ale gramy dalej. Za tydzień ze Stalą Kraśnik. Zrobimy wszystko, aby dopisać do swojego konta trzy punkty – zapewnia kapitan Lewartu.
Sparta Rejowiec Fabryczny – Lewart Lubartów 1:1 (0:1)
Bramki: Psześniak (81) – Korzeniowski (22).
Sparta: Mazur – T. Adamiec (63 Góra), Machnikowski, Sandomirski, Rutkowski, Bodys, K. Kiejda (73 Głowacki), Ł. Kiejda (88 Kwiatkowski), Szostak, Pawelec (64 Przeźniak), Ziarkowski
Lewart: Wawrzusiszyn – Mitura, Jezior, Białacki, Pszczoła, Korzeniowski (83 Woźniak), Mitaszka, Gutek, Bielak (77 Krzyżanowski), Kosmala (62 Pożak), Kaczmarski.
Żółte kartki: T. Adamiec, Machnikowski, Ł. Kiejda, Pawelec (S) – Bielak (L).
Sędziował: Jarosław Śledź. Widzów: 80.
Niewiele brakowało, aby wiosną w czwartej lidze lubelskiej grało tylko trzynaście zespołów. Z rozgrywek wycofał się Huragan Międzyrzec Podlaski i wszystko wskazywało na to, że jego śladem podążą Orion Niedrzwica Duża i Lublinianka. Ostatecznie obie drużyny zdecydowały się jednak nie rezygnować z występów w IV lidze.
Piłkarze Lublinianki, mimo wiecznych problemów organizacyjno-finansowych stali się jedną z rewelacji wiosny. Z kolei dla Orionu, budowanego naprędce przed początkiem rozgrywek, sukcesem jest każdy punkt.
Do minionego weekendu podopieczni Sławomira Kozłowskiego zdobyli ich osiem, czyli ponad dwa razy mniej niż ich sobotni rywale. Dlatego bezbramkowy remis, jaki padł na stadionie przy ul. Leszczyńskiego, był dla wszystkich sporym zaskoczeniem.
Gospodarze stworzyli sobie kilka świetnych okazji, lecz za każdym razem na przeszkodzie w zdobyciu bramki stawał golkiper gości Rafał Jaśkowiak lub brak szczęścia. W 20 min w świetnej sytuacji znalazł się Igor Grzesiak, ale po jego uderzeniu Jaśkowiak zdołał odbić futbolówkę nogami. Siedem minut później syn trenera Lublinianki miał kolejną znakomitą okazję.
Po dośrodkowaniu Macieja Sebastianiuka uderzył szczupakiem, jednak piłka trafiła tylko w poprzeczkę. Tuż przed przerwą sam przed golkiperem gości stanął Erwin Sobiech, ale nie trafił w bramkę
W 55 min trener gospodarzy Zbigniew Grzesiak zdecydował się zaatakować jeszcze mocniej. Zdjął z boiska obrońcę Radosława Chmielnickiego i wprowadził napastnika Grzegorza Górala. Nie przełożyło się to jednak na poprawę skuteczności Lublinianki.
Mało tego, niewiele brakowało, aby to goście wywieźli z Lublina trzy punkty. W 80 min oko w oko z Marcinem Zapałem stanął Robert Cielma, ale golkiper "zielono-biało-czerwonych” wyszedł z opresji obronną ręką. Zresztą, podobnie było w 6 min, kiedy również lepszy był Zapał.
Gospodarze kończyli mecz w dziesiątkę, po tym, jak w 78 min drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Łukasz Sobiech.
– Nie mam do niego pretensji, że osłabił zespół. Ta kartka wynikała z waleczności i ambicji, jaką wkłada w każde spotkanie. Zresztą, to nie "czerwień” Łukasza była naszym największym problemem. Już wcześniej mogliśmy strzelić kilka goli i rozstrzygnąć wynik na naszą korzyść. Nie udało się, bo zagraliśmy najsłabsze spotkanie od trzech lat – twierdzi trener Grzesiak.
Lublinianka Lublin – Orion Niedrzwica 0:0
Lublinianka: Zapał – R. Chmielnicki (55 Góral), Nogas, Paździor, Łysek, M. Chmielnicki (46 Josicz), Ł. Sobiech, Sebastianiuk (60 Krupski), Kucharzewski, E. Sobiech (46 Król), Grzesiak.
Orion: Jaśkowiak – Szłapa, Feliński, Skiba, Krężołek (28 Wójcik), Bednarz, Oleszek, Kępowicz, Szymuś, Cielma, Charmas (60 Obydź).
Żółte kartki: M. Chmielnicki, Ł. Sobiech, Grzesiak (L) – Feliński, Kępowicz (O).
Czerwona kartka: Ł. Sobiech (L) w 78 min za drugą żółtą kartkę. Sędziował: Artur Kurowski. Widzów: 200.
W sobotnim spotkaniu Roztocze Szczebrzeszyn z ławki rezerwowych poprowadził nie pierwszy szkoleniowiec tego zespołu Jan Złomańczuk, ale trener bramkarzy Zbigniew Pająk.
– Janek zadzwonił do mnie przed meczem i poinformował, że nie będzie mógł przyjechać. Zatrzymały go ważne sprawy osobiste – mówi trener Pająk. – Cały czas byliśmy jednak w kontakcie telefonicznym, a po meczu pogratulował drużynie wywalczenia cennego punktu – dodaje były szkoleniowiec Hetmana Zamość.
Roztocze przeważało przez prawie cały mecz, ale zdołało jedynie zremisować. Biorąc jednak pod uwagę, jak układały się losy spotkania, szczebrzeszynianie mogą być zadowoleni z tego wyniku. W 77 min prowadzenie dla Wieniawy zdobył Damian Ścibior. 18-latek wykorzystał właściwie jedyną dogodną sytuację, jaką stworzyli sobie goście. Od tej pory Roztocze zaatakowało jeszcze mocniej.
– Nie było czego bronić, więc rzuciliśmy wszystkie siły do ataku. Co to za różnica czy przegra się 0:1 czy 0:2. A zawsze można zremisować 1:1 – twierdzi Pająk.
I tym razem się udało. W doliczonym czasie gry z rzutu rożnego dośrodkował Piotr Lipiec, a Tomasz Tomasik strzałem głową pokonał Andrzeja Zdunka.
Lekko kwaśną minę mógł mieć po meczu tylko Patryk Dobromilski. Młody golkiper Roztocza wpuścił strzał Ścibiora, przerywając tym samym znakomitą serię 629 minut bez straconej bramki. Trzeba jednak przyznać, że przy uderzeniu zawodnika Wieniawy nie miał szans na skuteczną interwencję.
Roztocze Szczebrzeszyn – Wieniawa Lublin 1:1 (0:0)
Bramki: Tomasik (90) – Ścibior (77).
Roztocze: P. Dobromilski – T. Bielec (84 Sawic), Paweł Lipiec, Tomasik, D. Dobromilski, D. Bielec, Rajtar, Duda (88 Lipski), Wachowicz (77 Dafstiuk), Rozwadowski, Piotr Lipiec.
Wieniawa: Zdunek – Borowiński, Boniaszczuk, Ręba, Mazurek, P. Baran, Wójcik, Popajewski (60 R. Baran), Sadowski (85 Fularski), Ścibior, Bielak (46 Pietrzak).
Sędziował: Konrad Rękas. Widzów: 300.
Komentarze