Wczoraj ruszyła kampania społeczna \"Nie przemycaj”. Ma być realizowana na Wschodzie Polski. Celników przyjęła już jedna z bialskich podstawówek.
Marek Pietrzela
13.06.2011 18:13
Chodzi o to, by uświadomić społeczeństwu negatywne skutki przemytu. Akcję organizuje Służba Celna przy współpracy Ministerstwa Finansów. Kampania ruszyła wczoraj i potrwa do 3 lipca. W tym czasie celnicy będą na ulicach, w szkołach i kościołach wskazywać na konsekwencje prawne udziału w tym procederze.
Wczoraj rano edukacyjna akcja dotarła już do Szkoły Podstawowej nr 4 im. Kornela Makuszyńskiego w Białej Podlaskiej. Celnicy zaprezentowali młodzieży m.in. niewielką ekspozycję przedmiotów wykonanych z chronionych zwierząt lub roślin. Pokazali uczniom m.in. ząb orki, łapę niedźwiedzia, muszlę przydaczni (największego małża świata) i kompozycję z koralowców. Poza tym funkcjonariusze zademonstrowali umiejętności swojego labradora. Suka Majka szybko znalazła w bagażach celników chusteczkę nasączoną narkotykiem.
– To zrobiło duże wrażenie na uczniach – przyznaje Marcin Czajka z bialskiej Izby Celnej. – Jesteśmy otwarci na takie spotkania. Teraz zbliżają się wakacje. Cześć rodziców wyjeżdża za granicę, dobrze więc, że dzieci będą wiedziały, czego nie wolno przywozić do naszego kraju –uważa Mariola Petru, dyrektor SP nr 4.
– Chociaż przemyt jest szkodliwy dla państwa, to jednak niektórzy ludzie uważają, że dobrze, kiedy uda im się coś niezauważalnie przewieźć przez granicę – mówi tymczasem już wyedukowana szóstoklasistka Daria Gralikowska.
Dzisiaj celnicy ze swoją akcją trafią do szkół w Terespolu. – Chcemy w tym tygodniu, przez zakończeniem roku szkolnego, zintensyfikować spotkania z uczniami. Trzeba trafić do najmłodszego pokolenia – tłumaczy Marzena Siemieniuk, rzeczniczka bialskiej IC.
Nie wszystkich takie działania przekonują. – Oczekując w kolejkach na granicy wiele godzin, spotykam osoby, które parają się przemytem. Młodzież nie ma pracy. Brakuje programu rządowego, który mógłby dawać szansę uczciwego zarobkowania. Często z przymusu wiele osób wybiera przewożenie przez granice papierosów – mówi Henryk Wójcik, przedsiębiorca z Białej Podlaskiej, który często jeździ w celach biznesowych na Białoruś.
Tymczasem z jego wiedzy wynika, że nawet na niezbyt wielkim przemycie można zarobić miesięcznie ok. 4 tys. zł. – Ludzie przy Bugu żyją często z granicy. Na hasła są odporni. Około 70 proc. osób jeżdżących przez granicę zarabia na tym – kwituje Dariusz Trybuchowicz, wójt gminy Sławatycze.
Komentarze