Dwie ostatnie kolejki IV ligi miały zostać rozegrane obligatoryjnie 22 i 26 czerwca, o godz. 17. Jednak na prośbę Wieniawy spotkanie z ostatniej serii gier, w którym lublinianie zmierzą się z Włodawianką, zostało przełożone na środę o godz. 18. Ta decyzja nie spodobała się innym klubom.
Michał Beczek
14.06.2011 23:55
Wieniawa i Włodawianką zagrają już w środę o godz. 18 zamiast 26 czerwca (Bartek Żurawski)
Wieniawa wystąpiła z prośbą o przełożenie meczu na inny termin, bo w ostatnią niedzielę czerwca szkoleniowiec lubelskiego klubu pojedzie z reprezentacją województwa (rocznik 1998) na mistrzostwa Polski.
– Dla nas to żaden problem. Poniżej siódmego miejsca na pewno nie spadniemy, a i na podium mamy niewielkie szanse. W ten sposób przynajmniej wcześniej rozpoczniemy wakacje – tłumaczy Marek Drob, trener Włodawianki.
Kluby, które bezpośrednio rywalizują z Wieniawą w lidze, mają jednak spore pretensje do LZPN.
– "Oblig” to "oblig”. Skoro ktoś ustalił, że wszystkie mecze mają odbyć się w tym samym czasie, to czemu nagle jedno z nich jest przekładane? Coś mi tu śmierdzi. Zamierzam interweniować w tej sprawie w związku, bo takie kręcenie wałków przed końcem sezonu jest po prostu nie fair – twierdzi Robert Szokaluk, prezes Sparty Rejowiec Fabryczny.
– Okazuje się, że regulamin jest po to, żeby go łamać. Wieniawa ma mocne plecy w związku, bo gdy my chcieliśmy przełożyć mecz z nimi, nie otrzymaliśmy zgody. A przecież sprawa była wówczas poważniejsza. Nie mieliśmy bramkarza, ponieważ kilka dni wcześniej w wypadku samochodowym zginął Krystian Burek, a Ireneusz Rumiński miał komunię syna. Jak widać są równi i równiejsi – denerwuje się Krzysztof Łopoka, kierownik BKS Unii Bełżyce.
Zarzutami Sparty i Unii zaskoczeni są Stanisław Sachajko z LZPN oraz trener lubelskiego zespołu Marek Sadowski.
– To co, lepiej by było, gdyby mecz w ogóle nie został rozegrany? Przecież Wieniawa z Włodawianką o nic już nie grają. A jeśli chodzi o regulamin, w obligatoryjnej kolejce przewiduje on rozgrywanie spotkań wcześniej, a zabrania jedynie na ustalanie późniejszych terminów – informuje Sachajko.
– Dziwię się obu klubom, bo ja nie jadę w sprawach prywatnych, tylko gram mecz z kadrą LZPN. Zresztą, rozgrywanie spotkania wcześniej wcale nie jest dla nas korzystne. Przecież rywale będą znali już nasz wynik – twierdzi Sadowski.
Komentarze