Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Podsumowanie rundy jesiennej IV ligi. Lublinianka i Orlęta pewnie idą po awans

Kibice Lublinianki Wieniawy Lublin i Orląt Łuków już mogą zacierać ręce. Tylko kataklizm mógłby pozbawić ich drużyn awansu do III ligi. Obie drużyny mają jasne cele, a rywale nie za bardzo rwą się do tego żeby pokrzyżować plany faworytom.
Lublinianka i Orlęta to bezsprzecznie dwie najlepsze drużyny czwartoligowego frontu w tym sezonie. Tabela zresztą nie kłamie. Co ważne, przed startem rozgrywek w obu klubach działacze jasno sprecyzowali cele przed trenerami i piłkarzami. I ci jak na razie nie zawodzą. Rekord Lublinianki Na Wieniawie śrubowano w tej rundzie rekord kolejnych zwycięskich meczów. Stanęło na dwunastu, bo przy trzynastej próbie lepsze okazały się właśnie Orlęta. Zespół trenera Roberta Różańskiego zakończył jesień nie mając na koncie porażki. To ewenement w tej lidze. Ale i tak wystarczyło to jedynie na fotel wicelidera. Na szycie od początku usadowiła się drużyna trenera Marka Sadowskiego. I ciężko będzie ją stamtąd zrzucić. Szkoleniowcowi Lublinianki należą się brawa za umiejętne skonstruowanie jednej drużyny z piłkarzy dwóch zespołów. Popularny "Sadek” nie bał się też postawić na młodzież. Dzięki temu do składu z pożytkiem dla zespołu weszli 16-latkowie, jak Przemysław Gąsior, który zdążył nawet strzelić swoją debiutancką bramkę w IV lidze. Znając ambitny charakter prezesa Krzysztofa Gila to lublinianie nie spoczną na tym co mają. W zimie należy więc spodziewać się wzmocnień składu. Do klubu z ul. Leszczyńskiego już pukają nowi gracze, w tym Wojciech Białek, któremu w grudniu kończy się kontrakt w Stalowej Woli, a nie jest tajemnicą, że wychowanek Legionu Tomaszowice czuje się przy Sadowskim jak ryba w wodzie. Oprócz Legionu byli razem też w Czarnych Dęblin i Ładzie Biłgoraj. Bogdanka gromiła Postawa lublinian i łukowian nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Podobnie jak zajmujących czwartą lokatę rezerw Bogdanki. To już norma, że łęcznienie muszą albo mieć słabszy dzień, albo nie mieć wzmocnień z I ligi żeby z nimi powalczyć. Boleśnie przekonały się o tym Start Krasnystaw, Stal Poniatowa i Unia Bełżyce, które wróciły do domów z bagażem kilkunastu goli. Ale w Łęcznej grają tylko po to żeby zawodnicy z ławki pierwszego zespołu się nie nudzili, a zdolni juniorzy liznęli trochę doświadczenia z seniorskiej piłki. Awans ich nie interesuje, zresztą mogli grać w III lidze, a sami zeszli o szczebel. Największą niespodzianką jest trzecie miejsce Omegi Stary Zamość. Beniaminek traci na półmetku tylko trzy punkty do Orląt więc teoretycznie ma szansę włączyć się wiosną w walkę o awans do III ligi. Teoretycznie, bo w praktyce działacze unikają takich deklaracji jak ognia. Trudno się dziwić, że mierzą siły na zamiary. Kibice nie darowaliby im pewnie gdyby Omega podzieliła los Spartakusa Szarowola i Olendra Sól, które też co roku pięły się w ligowej hierarchii a teraz pałętają się po zamojskiej klasie A. To samo dotyczy piątej w tabeli Sparty Rejowiec Fabryczny, która na III ligę na pewno posiada stadion i jednego piłkarza – Jacka Ziarkowskiego. Skład można oczywiście wzmocnić, ale na to potrzeba pieniędzy. A skąd je wziąć kiedy główny strumień gotówki płynie z kasy miasta, a rząd każe właśnie samorządom zaciskać pasa? Runda wiosenna w IV lidze tradycyjnie już ruszy w połowie marca. Na górze tabeli wszystkie karty są jednak rozdane. Dlatego tym razem, o wiele ciekawiej będzie na dole.
Szóste miejsce Lewartu Lubartów na półmetku spowodowało u kibiców niedosyt, bo przed startem rozgrywek liczyli na więcej. Lewart był wymieniany w gronie głównych faworytów ligi i kandydatów do awansu. – Rzeczywiście liczyłem, że znajdziemy się w pierwszej czwórce, ale biorąc pod uwagę naszą sytuację to szósta lokata też nie jest zła – mówi Grzegorz Białek, trener Lewartu. Chodzi głównie o to, że w trakcie rundy jego zespół przybiła śmierć Daniela Janeczka, który zginął w wypadku samochodowym. Na szczęście w Lubartowie wciąż gra Borys Kaczmarski, który mimo upływu lat nie traci na wartości. Odkryciem minionej rundy jest z kolei 16-letni bramkarz Damian Podleśny, który wszedł do zespołu bez żadnych kompleksów zastępując rutynowanego Michała Wilkołka. Formę Podleśnego szybko dostrzegli w innych klubach i być może bramkarz zagra wkrótce w wyższej lidze. Zakusy na niego mają GKS Bogdanka, Wisła Puławy i GKS PGE Bełchatów (ME). – Podchodzimy do sprawy spokojnie. Chciałbym żeby Damian się rozwijał. Dlatego chyba najlepszym rozwiązaniem byłby Bełchatów, gdzie trenerem jest mój dobry znajomy Krystian Kierach. Chłopak na pewno mógłby liczyć na jego pomoc – podkreśla Białek. W piątek w klubie zapadnie decyzja, kto znajdzie się w nowym zarządzie. Tego dnia odbędzie się bowiem walne zebranie. – Jeszcze nie wiem, czy będę kandydował – mówi Janusz Mitura, aktualny prezes Lewartu. – Wszystko zależy od decyzji pewnych osób, które zapadną w czwartek. Na ten moment nie zamarzam ubiegać się o ponowny wybór – dodaje. Jak ocenia tę rundę? – Dla kibiców i miasta szóste miejsce jest niezłe, ale my i piłkarze spodziewaliśmy się czegoś więcej. Niepotrzebnie straciliśmy osiem punktów – uważa Mitura. Lekki niedosyt czuć też we Włodawiance, która dzięki dobrej grze w końcówce uplasowała się w środku tabeli. – Po udanym poprzednim sezonie myśleliśmy raczej o pierwszej szóstce – przyznaje Ryszard Nilipiuk, wiceprezes klubu. – Po pierwszym zwycięstwie przyszło jednak sześć porażek i sytuacja się skomplikowała. Na szczęście nie zrobiliśmy nerwowych ruchów i nie zmieniliśmy trenera jak niektórzy tego chcieli. Uważam, że teraz możemy być już tylko wyżej. Spadek nam nie grozi – dodaje. We Włodawie również szykują się na wybory. Nowe władze klubu poznamy tam 8 grudnia. W samym zespole na duże zmiany się raczej nie zanosi. Stanowisko zachowa trener Marek Drob. Działacze myślą zaś o wypożyczeniu z Jagielloni Białystok swojego wychowanka Michała Budzyńskiego, który uczy się w szkole we Włodawie. W tym sezonie trzy drużyny wyraźnie odstają o reszty. W najgorszej sytuacji jest ostatni w tabeli Start Krasnystaw, który jesienią nie wygrał meczu. Nie do pozazdroszczenia jest też położenie Unii Bełżyce i Stali Poniatowa. Obie drużyny zgromadziły jedynie po dziewięć punktów. Nic dziwnego, że w klubach postanowiono zrobić generalne porządki, a miotłami mają być nowi trenerzy. Tercet najsłabszych zespołów już w trakcie rundy pożegnał się z dotychczasowymi szkoleniowcami. Ze stołkami rozstali się więc Tomasz Kamiński (Unia), Janusz Mieczkowski (Start) i Tomasz Jasik (Stal). W Krasnymstawie zatrudniono już nowego trenera, którym został Sławomir Kosior, pracujący ostatnio w Bracie Cukrowniku Siennica Nadolna. Formalnie przejmie on zespół od stycznia. W Poniatowej rolę strażaka mającego ugasić pożar weźmie prawdopodobnie doświadczony Henryk Kamiński. – W tym tygodniu będziemy rozmawiać na temat naszej współpracy i mam nadzieję, że się dogadamy – mówi szkoleniowiec, który formalnie wciąż prowadzi A-klasowy Viking Leśniczówka. Żadnych decyzji, ani nawet kroków w tej sprawie nie podjęto jeszcze tylko w Bełżycach. Ale tam sytuację komplikuje dodatkowo fakt, że do dymisji podał się prezes klubu wraz z resztą zarządu. W Unii panuje więc bezkrólewie i dopóki nie zostaną wybrane nowe władze kibice mogą zapomnieć o jakichkolwiek ruchach. – Wstępnie zaplanowaliśmy walne zebranie sprawozdawczo-wyborcze na 8 grudnia – mówi Krzysztof Łopoka, kierownik bełżyckiego klubu. Zarząd Unii podał się do dymisji żeby uzdrowić sytuację. Na razie nie ma kandydata na nowego prezesa, ale jest duże prawdopodobieństwo, że będzie to ktoś od burmistrza Bełżyc. Miasto jest bowiem największym sponsorem klubu. Na rozwój wydarzeń czekają też piłkarze Unii. Miasto obiecało im już, że do końca roku dostaną zaległe pieniądze ze stypendiów. Na razie żaden z nich nie deklaruje chęci odejścia. Z Perły Borzechów wrócić mogą za to Tomasz Gołofit i Maciej Winiarski. Kto mógłby zostać ich nowym trenerem? – Na razie nie mamy nikogo na oku, zresztą żeby zacząć rozmowy to trzeba wiedzieć na czym się stoi. Zresztą może wcale nie będziemy szukać daleko tylko damy szansę Michałowi Winiarskiemu. Nie wykluczam też powrotu Tomka Kamińskiego – informuje Łopoka. Zarówno w Bełżycach, Krasnymstawie i w Poniatowej wierzą, że nie wszystko jest stracone. – Jeśli zostanę trenerem Stali to moim zadaniem będzie zbudowanie zespołu, który utrzyma się w lidze – przyznaje Kamiński. To wciąż realne, bo przy dobrym scenariuszu z ligi spadną tylko dwie drużyny. A strata punktowa wspomnianej trójki do Orionu Niedrzwica czy Roztocza Szczebrzeszyn nie jest duża. – Jesienią były mecze, które przegraliśmy zasłużenie, ale w paru innych zabrakło nam szczęścia. Mam nadzieję, że wiosną będzie lepiej i IV liga zostanie w Bełżycach – podkreśla Łopoka.

Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama