W ubiegły czwartek ok. godz. 22.30 na ulicy Poprzecznej w Janowie Lubelskim para młodych ludzi zobaczyła leżącego na ziemi psa.
– Widział go też kierowca ciemnego BMW. Mężczyzna zwolnił, a potem specjalnie przyspieszył i zjechał na przeciwległy pas ruchu tylko po to, by potrącić zwierzę – relacjonują świadkowie. – Zrobił to umyślnie. Dla zabawy zmiażdżył psu miednicę i kręgosłup.
Kobieta wybiegła na jezdnię zmuszając kierowcę do zwolnienia. Jej towarzysz spisał wtedy numer rejestracyjny auta. Para powiadomiła o zdarzeniu policję i poprosiła o pomoc osobę, która współpracuje z organizacjami działającymi na rzecz zwierząt. Pies trafił do lekarza weterynarii. Kierowca uciekł.
– Byli świadkowie, więc wydawało nam się, że sprawca tego bestialstwa natychmiast zostanie schwytany – mówi prosząca o zachowanie anonimowości wolontariuszka organizacji zajmującej się walką o prawa zwierząt.
Nic takiego się jednak nie stało. Dlatego kobiety zdecydowały się opublikować w internecie zdjęcia psa z prośbą o pomoc w ustaleniu tożsamości kierowcy.
– Odzew był natychmiastowy. Mimo że z ostrożności nie podałyśmy pełnego numeru rejestracyjnego, internauci od razu wskazali właściciela auta. Powiedzieli też, gdzie mieszka i gdzie pracuje. Przekazaliśmy te informacje policji, ale mundurowi nie byli tym zainteresowani. Kazali nam więcej nie dzwonić. Powiedzieli, że sami się skontaktują, gdy coś ustalą – denerwuje się wolontariuszka.
Policja potwierdza, że bada sprawę. – Świadek zeznał, że kierowca prawdopodobnie mógł celowo najechać na śpiącego, błąkającego się w okolicy najprawdopodobniej bezdomnego psa – przyznaje podkom. Norbert Hys z Komendy Powiatowej Policji w Janowie Lubelskim. – W tej chwili trwają czynności zmierzające do ustalenia sprawcy. Dopiero po jego przesłuchaniu będzie można stwierdzić, czy postawiony zostanie mu zarzut znęcania się nad zwierzętami.
Hys dodaje, że policja nie odnalazła dotychczas sprawcy, bo numer rejestracyjny podany przez świadków wypadku jest najprawdopodobniej źle zapisany. – Nie potwierdził się – mówi podkomisarz. – Prawdopodobnie pomylono cyfry.
– Bezpośrednio po zdarzeniu świadek rzeczywiście podał numer ze złą cyfrą. Na drugi dzień uściślił jednak informację. Numer jest prawidłowy! Nie rozumiem, dlaczego policji nie zależy na odnalezieniu i ukaraniu sprawcy tego bestialstwa. Nie obchodzi ich, że w poniedziałek musieliśmy uśpić cierpiącego Rudzika. Tak go nazwaliśmy, żeby nie umierał bezimienny – mówi wolontariuszka.
Udało nam się dotrzeć do mężczyzny, którego Internauci wskazują jako kierowcę, który przejechał psa.
– Mój samochód rzeczywiście ma taki numer rejestracyjny, ale zupełnie nie wiem, o co chodzi. Nie potrąciłem psa. Zresztą od dawna nie przejeżdżałem przez ulicę Poprzeczną. Nie jest mi tamtędy po drodze – denerwuje się mężczyzna i dodaje, że będzie domagał się przeprosin od kobiet, które rozpoczęły akcję w internecie.
– Owszem, samochód by się zgadzał, ale on nie mógł potrącić specjalnie tego psa – dodaje pracodawca mężczyzny. – Kiedy sprawa stała się głośna, spytałem go o to. Zaprzeczył, a przecież mnie powiedziałby prawdę.
– Dlaczego nam udało się błyskawicznie odnaleźć właściciela wskazanego samochodu, a mundurowym nie? – pytamy policję.
– To nie jest tak, że policja nic nie robi. Najpierw szukaliśmy auta o innych numerach, a teraz sprawca jest już mniej więcej ustalony. To kwestia dwóch, trzech dni, żeby go przesłuchać – tłumaczy podkom. Hys. – Wcześniej nie można tego zrobić, bo musimy pracować zgodnie z harmonogramem. Policjanci mają nie tylko jedną sprawę na biegu, ale także inne zaplanowane wcześniej działania. Musimy też pracować w oparciu o przepisy i procedury. Ta sprawa na pewno nam jednak nie umknie.













Komentarze