Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kandydat do pracy w Ratuszu: Po co mamy znać przepisy? Są w internecie

To było poniżające - tak kandydat do pracy w Urzędzie Miasta ocenia test, który musieli zdawać chętni. Nie podoba mu się, że pytano go o znajomość przepisów, które i tak są w internecie. - To nie absurd. Urzędnik musi znać prawo - mówi rzeczniczka Ratusza.
Kandydat do pracy w Ratuszu: Po co mamy znać przepisy? Są w internecie
Nabór, który nie spodobał się jednemu z kandydatów dotyczył stanowiska podinspektora ds. turystyki w Wydziale Sportu i Turystyki Urzędu Miasta. Autor listu do naszej redakcji skarży się na pisemny test będący pierwszym etapem naboru. Uważa, że pytania były zbyt szczegółowe i dlatego przebrnęły go tylko trzy osoby, które czeka jeszcze m.in. sprawdzenie umiejętności obsługi komputera i rozmowa kwalifikacyjna.

Test dotyczył ustaw o samorządach, Kodeksu postępowania administracyjnego, czy też instrukcji kancelaryjnej.

- Z testu wstępnego wynikało, iż podinspektor do spraw turystyki powinien posiadać wiedzę o tym ilu radnych wybieranych jest w miastach o liczbie mieszkańców wynoszącej 301 tysięcy; czy dokument przekazany kapitanowi statku morskiego w odpowiednim terminie uznaje się za doręczony i znać szczegóły odnośnie działania archiwów zakładowych, a także szereg innych absurdalnych zagadnień - skarży się kandydat i sugeruje, że konkurs miał wyeliminować wszystkich kandydatów poza jednym, z góry upatrzonym.

- Czy przyszli urzędnicy, muszą znać na pamięć szczegóły ustaw dostępnych w każdej chwili w internecie? Byłem przekonany, że w urzędach pracują radcy prawni, którzy zajmują zawiłościami prawa!- Wymóg kilkustopniowego naboru jest stosowany w urzędzie od dawna i polega na kompleksowym sprawdzeniu wiedzy. Pominiecie tego elementu mogłoby spowodować zatrudnieniem osób, które nie posiadają niezbędnej wiedzy z zakresu przepisów prawa - odpowiada Beata Krzyżanowska, rzecznik Ratusza. - Przykładowe pytania o liczbę radnych w mieście pow. 301 tys. (to odnosi się do miasta Lublin), czy archiwum zakładowego (związane z bieżącymi obowiązkami) nie są więc absurdalne.

Rzeczniczka przyznaje, że nabór ma skutkować wyłonieniem "nie więcej niż pięciu najlepszych kandydatów”. Zapewnia jednak, że wymagania są znane wcześniej i dokładnie wymienione w ogłoszeniu o naborze. - Trudność testu polegała na tym, że był to test wielokrotnego wyboru, czyli analogiczny jak w przypadku dotychczasowych postępowań konkursowych - dodaje Krzyżanowska.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama