Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pieniądze, wódka i benzyna. Mąż już nie przyznaje się do podpalenia żony

Pijani małżonkowie pokłócili się o pieniądze. Mężczyźnie puściły nerwy, rozlał benzynę, po czym podpalił dom i żonę. Andrzej W. zasiadł wczoraj na ławie oskarżonych w Sądzie Okręgowym w Lublinie.
Pieniądze, wódka i benzyna. Mąż już nie przyznaje się do podpalenia żony
Podczas rozprawy Andrzej W. zasłaniał się niepamięcią (fot. Jacek Szydłowski)

Bezrobotny 60-latek mieszkał wraz z żoną w Bronicach, niedaleko Nałęczowa. Nie pracowali, ale jak wynika z akt sprawy często sięgali po alkohol. 19 kwietnia tego roku doszło do tragedii. Rano Andrzej W. ruszył do miejscowego sklepu. Wrócił do domu z półlitrówką. Opróżnił ją razem z małżonką. Kobieta miała złamaną nogę, z trudem chodziła.

– Jak to przy wódce – mówi, że będzie ze sobą kończyć, żeby mi nie ciążyć. Można być dziadem, ale honorowym – wspominał w sądzie Andrzej W. – Powiedziałem, że po co mam dalej żyć. Jak kończyć to razem.

Mężczyzna miał wówczas pójść po kanister z benzyną i rozlać paliwo na podłodze. – Siedzieliśmy później tacy niedopici. Pomyślałem, że przyniosę jeszcze flaszkę, bo miałem pieniądze. Bożena zapaliła. Kto tam pamiętał, że paliwo jest rozlane – wyjaśniał przed sądem Andrzej W.

Kiedy wybuchł ogień, mężczyzna nakrył się kurtką i wybiegł z domu. Bożenie W. również udało się wyjść na zewnątrz. Jak później zeznali świadkowie, niemal naga siedziała na schodach. Jej ubranie spłonęło. Kobieta miała również spalone włosy. Okazało się, że poparzenia objęły ponad 60 proc. jej ciała. Bożena W. trafiła do szpitala, gdzie po kilku dniach zmarła.

Andrzej W. nie przyznał się w sądzie do zabicia żony. Przekonywał, że chciał wraz z nią popełnić samobójstwo. Sam jednak nie oblał się benzyną. Nie odniósł żadnych ran. Nie wyjaśnił również, dlaczego nie pomógł małżonce wyjść z płonącego budynku. Podczas rozprawy mężczyzna zasłaniał się niepamięcią. Składał nielogiczne wyjaśnienia.

W śledztwie, podczas pierwszych przesłuchań, przyznał się do winy. Z akt sprawy wynika, że kilka miesięcy przed tragedią mężczyzna sprzedał pole za 55 tys. zł. Chciał za to odnowić dom, ale 40 tys. zł przekazał synowi. Płacił też za leczenie żony, która nie miała ubezpieczenia. Andrzejowi W. zostało niecałe 11 tys. zł Tyle miał przy sobie w dniu pożaru. Według śledczych, pokłócił się wtedy z żoną.

– Powiedziałem, że ani ja, ani nikt inny z tych pieniędzy nie skorzysta – wyznał policjantom po zatrzymaniu.

Mężczyzna miał oblać benzyną pokój, w tym wersalkę, na której leżała Bożena W. Z akt sprawy wynika, że rzucił płonącą zapałkę i wyszedł na zewnątrz.

– Chciałem w tych nerwach spalić mieszkanie, żonę i siebie – wyznał śledczym Andrzej W. – Pieniądze się rozeszły, a ja chciałem mieszkanie doprowadzić do ładu. Myślałem, że jak tylko żona zobaczy kanister, to przestanie się kłócić.

Podczas rozprawy mężczyzna przekonywał, że przyznał się, bo był w szoku i nie wiedział, co podpisuje. Było mu zimno, a policjanci rzekomo nie dali mu ubrania. Teraz Andrzej W. nie przyznaje się do rozlania benzyny. Nie wyjaśnił, kto to zrobił. Po zatrzymaniu mężczyzna był pijany. Miał 4 promile alkoholu w organizmie.

– W radiowozie mówił, że podpalił dom. Dodał, że zrobił to świadomie, bo ma dosyć – wspominała w sądzie policjantka, która feralnego dnia interweniowała w Bronicach.

Andrzejowi W. za zabójstwo grozi od 8 lat więzienia do dożywocia.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama