Reklama
Pat pod żaglami. Fundacja nie ma zarządu, nie płaci czynszu
Fundacja, która nad Zalewem Zemborzyckim miała zbudować nowoczesne centrum żeglarstwa od trzech miesięcy nie płaci czynszu za ośrodek Marina, który dzierżawi od MOSiR. Nie ma nawet kto podpisać przelewu, bo zarząd fundacji nie istnieje.
- 23.01.2014 17:30

Fundacja Lubelskie Centrum Żeglarstwa wydzierżawiła Marinę na 30 lat, czas biegnie od listopada 2011 r. W umowie fundacja zobowiązała się, że najpóźniej do 1 listopada wybuduje i uruchomi ośrodek żeglarski inwestując nie mniej, niż 5 milionów złotych. I że jeśli nie dotrzyma słowa, to będzie musiała zapłacić miastu 5 mln zł kary, od czego odliczyć może tylko kwotę równą wydatkom, które faktycznie poniosła na ośrodek.
Mimo szumnych zapowiedzi i atrakcyjnych wizualizacji wiadomo już, że fundacja nie udźwignie tej inwestycji. Nie udało się jej zgromadzić niezbędnych pieniędzy. Wyciągnęła po nie rękę nawet do Ratusza, prezydent początkowo chciał przekazać jej w ciągu dwóch lat 8 milionów zł, ale po ostrej krytyce ze strony radnych zrezygnował z tego pomysłu.
Niewiele później z członkostwa w radzie fundacji zrezygnował jej założyciel i jeden z najbogatszych lublinian, Artur Kawa. Potem z władz LCŻ odeszły kolejne osoby. Teraz nie ma nawet z kim rozmawiać o tym, co będzie dalej.
- Uzupełniliśmy skład rady fundacji - mówi Beata Krzyżanowska, rzecznik prezydenta miasta. Zgodnie ze statutem Lubelskiego Centrum Żeglarstwa prezydent ma w radzie trzech przedstawicieli, a dwóch wskazuje Kawa. Rada jest w komplecie, ale nie ma za to zarządu, który powołać może tylko rada.
- Zgodnie ze statutem zarząd jest wybierany większością 4/5 głosów, a my dysponujemy trzema głosami. Prowadziliśmy rozmowy w tej sprawie, ale bez rezultatu - mówi Krzyżanowska. I wprost mówi, że miasto chce doprowadzić do powołania zarządu tylko po to, by móc wyjść z fundacji. - Miasto weszło do fundacji tylko po to, żeby nadzorować proces inwestycyjny. Ponieważ inwestycja nie jest realizowana, chcemy wyjść z LCŻ.
Brak zarządu sprawia też, że nie ma kto płacić czynszu za teren ośrodka Marina dzierżawiony od Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. - Czynsz za ostatnie trzy miesiące do nas nie wpłynął - przyznaje Miłosz Bednarczyk, rzecznik MOSiR. - Czekamy na zapłatę, umowa nadal obowiązuje.
Reklama
Komentarze