Możliwości pozyskania dotacji na pałac, dziedziniec, zieleń wokół niego i cały park, było wiele. Przykładem są konkursy dotyczące ochrony dziedzictwa kulturalnego i naturalnego w ramach RPO, poprawy jakości środowiska miejskiego, czy rewitalizacji poszczególnych obszarów. Według puławskich urzędników, niektóre z zakończonych już konkursów były napisane z myślą o zespołach pałacowo-parkowych, ale ten w Puławach nawet nie został do nich zgłoszony.
Nie zrobiono tego, rezygnując z szansy na otrzymanie nawet 85 procentowego pokrycia kosztów remontów i rewitalizacji. Dzięki tym pieniądzom można by było poprawić jakość parkowych alejek, oświetlenia, zadbać o nową zieleń i zająć się pielęgnacją istniejącej, odmulić łachę wiślaną, postawić nowe ławki, kosze na śmieci, wyremontować ogrodzenie itp.
- Nas w tej chwili nie stać na otwarcie projektu za kilka, czy kilkanaście milionów złotych w ramach rewitalizacji, bo tam jest niekwalifikowany VAT, a do tego trzeba doliczyć 15-procentowy wkład własny. Skąd ja mam to wziąć? IUNG to nie miasto, gdzie prezydent może sobie zebrać te pieniądze z podatków. Ja mam tylko to, co mi skapnie z ministerstwa i zarobię na rynku, a utrzymać muszę za to 320 osób - tłumaczy prof. Wiesław Oleszek, dyrektor Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach.
Szef państwowego instytutu, zarządca zespołu pałacowo-parkowego podkreśla, że IUNG-owi nie można zarzucić braku działań na polu inwestycyjnym. - Tak naprawdę cały czas coś robimy. To są małe i duże przedsięwzięcia, czego przykładem są nowe laboratoria za 43 mln złotych, trwający obecnie remont naszych budynków przy al. Królewskiej, a za chwilę modernizacja kolejnych - mówi. - Nie mogę robić wszystkiego naraz i szukam takich sposobów pozyskiwania dotacji, które są dla nas najbardziej korzystne - dodaje.
Na razie priorytetem IUNG jest zadbanie o remonty tych obiektów w osadzie, które służą bezpośrednio pracy naukowo-badawczej. Park stawiany jest na dalszym planie.

















Komentarze