Reklama
Dary w końcu trafiły na Ukrainę. Po dwóch dobach. "To chora sytuacja!"
Blisko dwie doby zajęło transportowi z darami dla protestujących na kijowskim Majdanie pokonanie granicy polsko-ukraińskiej. - To chora, patologiczna sytuacja - nie ukrywa ks. Stefan Batruch, proboszcz parafii greckokatolickiej w Lublinie.
- 02.02.2014 12:15

Samochód z pomocą humanitarną wyjechał z Lublina w środę popołudniu. Problem pojawił się na przejściu granicznym w Hrebennem. Ukraińscy celnicy nie chcieli przepuścić transportu. Tłumaczyli, że kijowska parafia, do której miały trafić dary nie widnieje w rejestrze organizacji humanitarnych na Ukrainie. Bus pojechał do Medyki.
Wczoraj po południu udało się przekroczyć granicę, choć też nie obyło się bez problemów. - Trzeba było wypakować cały transport, by przejechać pustym autem przez granicę. Następnie dary zostały przewiezione przez nią w mniejszych partiach prywatnymi samochodami. Dopiero po ponownym załadowaniu naszego wozu pomoc mogła ruszyć dalej w kierunku Kijowa - mówi ks. Batruch. - To nie była normalna sytuacja - dodaje.
W magazynie lubelskiej Caritas trwa szykowanie kolejnego transportu. Jego organizatorom udało się znaleźć ukraińską organizację, która może przyjmować pomocy humanitarnej. - Teraz z godnie z wymogami wszystkie dary musimy posegregować, zważyć i zdezynfekować - mówi ks. Wiesław Kosicki, dyrektor Caritas Archidiecezji Lubelskiej. Być może drugi transport wyruszy z Lublina jeszcze w sobotę.
W Lublinie wciąż trwa zbiórka darów. W sobotę i w niedzielę żywność o długim terminie przydatności do spożycia będzie można zostawiać w sieci sklepów Stokrotka.
Reklama
Komentarze