Dodatkowo, zarówno statystyki, jak i zwykła życiowa obserwacja potwierdzają, że nasze panie to prawdziwe bohaterki - według danych Komisji Europejskiej, na prace domowe poświęcają one dodatkowe pół etatu, bo aż 22 godziny tygodniowo! (tutaj zawstydzająca informacja dla nas, mężczyzn, gdyż zgodnie z tymi samymi badaniami na obowiązki domowe przeznaczamy zaledwie 9 godzin tygodniowo). Aby więc pogodzić życie zawodowe z rodzinnym kobiety często pracują w niepełnym wymiarze godzin. Te wszystkie aspekty zaś mają swoje negatywne odzwierciedlenie w emeryturach - kobiety otrzymują średnio aż o 37% niższą emeryturę niż mężczyźni!
Powyższe możemy podsumować więc jednym stwierdzeniem - jest źle. Co więcej, mam silne wrażenie, że podobne informacje słyszę już w zasadzie od zawsze, co oznacza, że postęp w wyrównywaniu zarobków kobiet i mężczyzn jest ograniczony. Ocenia się wręcz, że przy obecnym tempie zmian płace kobiet i mężczyzn wyrównają się za... 70 lat! Co zatem możemy zrobić, aby tę lukę płacową zasypać raz na zawsze, i to już dziś, a nie z korzyścią dopiero dla naszych praprawnuczek?
Właśnie teraz w Parlamencie Europejskim prowadzimy negocjacje aktów prawnych, które mają na celu zapewnienie lepszej równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym, a jednocześnie w realny sposób powinny polepszyć sytuację kobiet na rynku pracy. Rozwiązania te odnoszą się m.in. do elastycznych form zatrudnienia, lepszej dostępności do żłobków i przedszkoli, czy też wreszcie podziału urlopu rodzicielskiego pomiędzy ojców i matki.
Niewątpliwie rozwiązania strukturalne i prawne są w tym aspekcie niezbędne i tutaj rola nas, polityków, by wprowadzać te, które najskuteczniej pozwolą na wyrównywanie szans kobiet i mężczyzn. Jednak obok rozwiązań prawnych potrzebujemy także zmiany mentalnej, stąd tutaj mój apel do nas, mężczyzn: wspierajmy kobiety w ich rozwoju zawodowym jak i dzielmy się obowiązkami domowymi.

Komentarze