Reklama
Lekarz zaniechał, kobieta zmarła. Jest wyrok
Andrzej K. nie jest winny nieumyślnego spowodowania śmierci pacjentki. Choć błąd popełnił – uznał w czwartek lubelski sąd.
- 18.04.2013 13:30

29 czerwca 2010 r. mieszkankę Lublina zaczął boleć brzuch. Kobieta wezwała pogotowie. Lekarze stwierdzili, że powinna trafić pod opiekę specjalistów. Przewieziono ją do szpitala MSWiA przy ul. Grenadierów, gdzie tego dnia dyżurował Andrzej K. Na jego polecenie pacjentka została poddana m.in. badaniu USG. Rozpoznano u niej wodobrzusze i gęsty płyn w jamie otrzewnej.
Na drugi dzień lekarz kazał wypisać pacjentkę do domu. Po kilku godzinach kobieta znów źle się poczuła. Wezwała karetkę. Tym razem lekarzom nie udało się jej pomóc. Kobieta zmarła. Przyczyną śmierci okazało się do zapalenie otrzewnej. Biegli stwierdzili, że kobiety w tym stanie nie należało wypisywać do domu. Cały czas powinna być objęta diagnostyką.
Prokuratura oskarżyła Andrzeja K. o to, że naraził pacjentkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i o nieumyślne spowodowanie jej śmierci. Groziło mu do 5 lat więzienia. Oskarżony nie przyznał się do winy.
W czwartek lubelski Sąd Rejonowy wydał wyrok w tej sprawie, ale zmienił kwalifikację czynu. Sąd uznał, że lekarz dopuścił się zaniechania. Pełniąc dyżur lekarski wypisał do domu i zaprzestał dalszej diagnostyki pacjentki, która miała takie wyniki badań. W ten sposób nieumyślnie naraził kobietę na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia.
– Sąd uznał, że postępowanie Andrzeja K. nie miało wpływu na skutek w postaci śmierci pacjentki – wyjaśnia Artur Ozimek, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie. Mówiąc w skrócie: popełnił błąd, ale bezpośrednio nie jest winny nieumyślnego spowodowania śmierci, bo na to mogły mieć wpływ również inne rzeczy.
Postępowanie wobec lekarza, decyzją sądu, zostało warunkowo umorzone na dwa lata. Mężczyzna ma też wpłacić 4 tys. zł na Fundusz pomocy pokrzywdzonym oraz pomocy postpenitencjarnej. Poniesie też 17 tys. zł kosztów sądowych.
Reklama
Komentarze