Zagrożony obszar obejmował około 180 hektarów, przede wszystkim część Bronowic, ale także tereny Tatar i Kośminka. Strefa sięgała od Bystrzycy na północy, przez Krańcową na południu i Wspólną na zachodzie. Wokół miejsca znalezienia niewybuchu wyznaczono obszar w promieniu około 800 metrów.
„Mamy nadzieję, że będzie wszystko w porządku”
Mieszkańcy o planowanej ewakuacji dowiadywali się już poprzedniego wieczoru. Policjanci i służby informowali ich, jak należy przygotować się do opuszczenia domów.
– Przyszli do nas panowie policjanci i poinformowali nas, jak to wszystko będzie wyglądało. Raczej się nie obawiamy, bo mieszkamy na skraju tej strefy – mówiła pani Dorota, która z dzieckiem przyjechała do Lublina z Białej Podlaskiej.
Nie wszyscy jednak decydowali się na opuszczenie swoich domów. W okolicach ul. Mieszczańskiej, Placowej czy Żytniej rano panował względny spokój. Część mieszkańców uznała, że znajduje się wystarczająco daleko od miejsca znalezienia bomby.
– Nie. Ja się nie ewakuuję. Słyszałem, ale nie. Wybuchnie, to wybuchnie. Po to jest bomba, żeby wybuchła – mówił jeden z napotkanych wówczas mieszkańców.
Inni stosowali się do zaleceń służb. Z domów zabierali dokumenty, leki i najpotrzebniejsze rzeczy. Przed wyjściem mieli zakręcić gaz, wyłączyć prąd oraz zamknąć okna i drzwi.
Miasto zorganizowało punkty zbiórki
Dla osób, które nie miały dokąd się udać, przygotowano miejsca tymczasowego pobytu. Autobusy komunikacji miejskiej zabierały mieszkańców z trzech punktów zbiórki – przy hali im. Z. Niedzieli przy al. Zygmuntowskich, w rejonie dawnego sklepu Domix przy ul. Łęczyńskiej oraz przy przystanku obok targu przy ul. Krańcowej.
Ewakuowani trafiali m.in. na Arenę Lublin.
Początkowo nie było tam tłumów. Około godz. 9 przebywało na stadionie zaledwie kilka osób, w tym troje obcokrajowców.
– Mieszkamy blisko tej budowy, widzimy ją z okna. Dostosowaliśmy się do zaleceń i wsiedliśmy w autobus. Mamy tu kawę, herbatę i wodę. Czekamy, aż będziemy mogli wrócić do domu – mówiła Eleonore z Zimbabwe, która przyjechała na stadion z dwoma nastoletnimi synami.
Większość zmotoryzowanych mieszkańców opuszczała strefę samodzielnie. Z miejskiej komunikacji korzystały przede wszystkim osoby starsze.
Lublin z objazdami i pustymi ulicami
Ewakuacja oznaczała również poważne zmiany w organizacji ruchu. Od godz. 11 komunikacja miejska nie mogła wjeżdżać do zamkniętej strefy. Pojazdy kierowano objazdami.
Ul. Fabryczna stała się tymczasowym węzłem komunikacyjnym. Kończyły tam trasy autobusy i trolejbusy jadące w kierunku Majdanka i Felina. Część pasażerów próbowała dalszą drogę pokonać pieszo.
Na ulicach w rejonie objętym ewakuacją było wyjątkowo pusto. Przy Wrońskiej zamknięte były sklepy, biura i punkty usługowe. Na drzwiach pojawiły się kartki informujące o jednodniowym zamknięciu.
Saperzy przejęli bombę
Około godz. 11 policja zamknęła cały teren uznany za strefę zagrożenia. Wtedy akcję przejęło wojsko. Mieszkańcy czekali na rozpoczęcie najważniejszego etapu operacji.
– Bomba jest obecnie podejmowana przez nasz patrol, a następnie w asyście policji zostanie wywieziona na poligon w Nowej Dębie. Tam w kontrolowany sposób zostanie zdetonowana – informowała por. Emilia Mich, rzecznik 1 Batalionu Drogowo-Mostowego w Dęblinie.
Na miejscu pracował patrol saperski. Specjaliści zabezpieczyli niewybuch i przygotowali go do transportu.
Po kilku godzinach można było wrócić
O godz. 13.30 miasto poinformowało, że ewakuacja została zakończona. Saperzy kontynuowali działania związane z zabezpieczeniem i transportem bomby.
Ostatecznie około godz. 14.25 mieszkańcy Bronowic, Tatar i Kośminka otrzymali informację, że mogą wracać do swoich domów. Z miejsc tymczasowego pobytu na Arenie Lublin, w sali gimnastycznej VI LO, DPS Kalina i Betania zapewniono bezpłatny transport do punktów zbiórek.
Wkrótce potem komunikacja miejska wróciła na swoje podstawowe trasy.
– Dobra współpraca pozwoliła skutecznie, sprawnie i bezpiecznie przeprowadzić akcję ewakuacji. Dziękuję mieszkańcom i mieszkankom za zachowanie spokoju i stosowanie się do poleceń służb koordynujących działania oraz zrozumienie dla zaistniałej sytuacji i związanych z nią utrudnień. Teraz wszyscy bezpiecznie mogą wrócić do swoich mieszkań i domów – podsumowywał wówczas prezydent Lublina Krzysztof Żuk.
11 sierpnia 2023 roku Lublin na kilka godzin zmienił się nie do poznania. Puste ulice, zamknięte firmy, objazdy komunikacji miejskiej i tysiące ewakuowanych mieszkańców – wszystko z powodu jednej bomby, która przeleżała pod ziemią dziesięciolecia. Trzy lata później wydarzenie pozostaje jednym z najbardziej nietypowych epizodów w najnowszej historii miasta.

Komentarze