Reklama
Więzienny sklep jak delikatesy. Kantyna to nie Biedronka
Gdzie jest najdroższy sklep spożywczy w Lublinie? W areszcie przy ul. Południowej - mówią więźniowie i skarżą się na wysokie ceny. Dyrekcja interweniuje, ale bez skutku. - Więzienna kantyna to nie Biedronka - kwitują właściciele sklepu.
- 03.02.2014 06:00

- Odkąd sklep przejęła firma Setar z siedzibą w Siedlcach, ceny niektórych produktów zostały podniesione prawie o 100 procent - skarży się pan Sylwester, jeden z osadzonych w lubelskim Areszcie Śledczym. - Dyrekcja przyznaje, że firma przesadza z cenami, ale nic z tym nie robi. Tym samym zmusza nas do wydawania coraz większych pieniędzy.
Dla siedzących w celach problem jest poważny. Tamtejszy sklep to oprócz paczek od rodziny jedyne źródło, gdzie mogą zaopatrzyć się w dodatkowe produkty spożywcze. Wolno im to robić trzy razy w miesiącu. Jeśli dobrze się sprawują, nawet częściej. Muszą jednak sporo zainwestować. Paczka kawy rozpuszczalnej (200 g) kosztuje prawie 28 zł. Kto nie ma pieniędzy, może zdecydować się na kawę mieloną za "jedyne” 9,90 zł.
Miłośnicy słodyczy nie mają lżej - pudełko ptasiego mleczka kosztuje blisko 13 zł. Tańsza opcja to np. ciastka Jeżyki za 5,5 zł. Dla najbiedniejszych pozostaje budyń śmietankowy za 1,5 zł. To deser, ale obiad też będzie drogi. Słoik wołowiny w sosie kosztuje 11,50 zł. Do tego można dorzucić makaron za 4,5 zł i ogórki za 4,85.
Sklep oferuje blisko 200 produktów. Zgodnie z obowiązującą umową, powinien sprzedawać je po cenach nie wyższych niż średnie ceny na lokalnym rynku. Osadzeni skarżyli się mundurowym, że większość towarów jest zbyt droga. W rezultacie dyrekcja aresztu przeprowadziła oficjalną kontrolę.
- Marże rzeczywiście są za wysokie - przyznaje Bogusław Woźnica, dyrektor aresztu. - Zwróciliśmy na to uwagę firmie prowadzącej sklep. Odpowiedzieli nam jednak, że nie są dyskontem i nie mogą konkurować cenowo z takimi sklepami.
Więźniowie domagali się, by areszt zerwał umowę z Setarem. Nie jest to jednak proste. Przedsiębiorstwo jest tzw. instytucją gospodarki budżetowej. Działa przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Firmy tego rodzaju mają pierwszeństwo, kiedy przychodzi do zleceń, np. na prowadzenie sklepu w areszcie.
- Tu nie ma wolnego rynku - przyznaje Woźnica. - Jeśli zerwiemy umowę z Setarem, trzeba będzie wybrać podobną firmę. To nie gwarantuje niższych cen.
Prowadzenie więziennego sklepu może być dobrym interesem. W praktyce państwowa firma nie płaci za dzierżawę. Pokrywa tylko rachunki za media. Jednocześnie ma pewnych klientów.
Setar zainwestował w remont sklepu w areszcie. Gdyby dyrekcja podziękowała firmie za współpracę, musiałaby zwrócić pieniądze. Przedsiębiorstwo pozostanie więc z osadzonymi co najmniej do października, kiedy wygasa obecna umowa.
Z szefami firmy Setar nie udało nam się skontaktować - nikt w przedsiębiorstwie nie odbierał telefonów.
Reklama
Komentarze