Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Prokurator interesuje się dyrektorem lubelskiej delegatury NIK

Prokuratura sprawdza, czy Adam Pęzioł, dyrektor lubelskiej delegatury Najwyższej Izby Kontroli, nadużył uprawnień, dojeżdżając do pracy służbowym samochodem z Rzeczycy koło Kraśnika do Lublina.
Prokurator interesuje się dyrektorem lubelskiej delegatury NIK
(Archiwum)
O podróżach Pęzioła pisaliśmy w lutym. Oprócz codziennych dojazdów z Rzeczycy (ponad 100 kilometrów w obie strony) dyrektor jeździ co tydzień lub dwa do Ustrzyk Dolnych gdzie mieszka na stałe. Centrala NIK tłumaczyła nam, że dyrektor działa w ramach zarządzenia prezesa izby z 2001 r. Jednak anonimowe zawiadomienie o dojazdach Pęzioła trafiło do prokuratury. – Prowadzimy czynności sprawdzające – informuje Jadwiga Nowak, szefowa Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ. Policja dostała jeszcze tydzień na zebranie informacji. Na tym nie koniec problemów szefa izby. Jak pisaliśmy na początku kwietnia, dziewięciu pracowników lubelskiej delegatury NIK poskarżyło się na złe traktowanie w pracy. Napisali o tym w ankiecie przeprowadzonej przez Państwową Inspekcję Pracy. Inspekcja sprawdzała, czy pracownicy delegatury czują się prześladowani przez przełożonych lub kolegów. O tym czy doszło do mobbingu, decyduje ostatecznie sąd. Centrala NIK w Warszawie rozpoczęła w tej sprawie wewnętrzną kontrolę. – Postępowanie trwa. Trzeba czasu, żeby przesłuchać pracowników – informuje Paweł Biedziak, rzecznik NIK. Zapowiada, że prezes Izby w ciągu 10 dni powinien odwiedzić lubelską delegaturę. Jeden z lubelskich kontrolerów zwraca nam uwagę, że anonimowe oskarżenia wobec Pęzioła pojawiły się tuż przed zmianą władz NIK i konkursami na dyrektorów delegatur. Zarzuty o mobbing i nadużywanie uprawnień – prawdziwe lub nie – osłabiają ewentualną kandydaturę Pęzioła.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama