– To prawda, że już jeżdżą? – upewniał się mężczyzna, który wczoraj w południe przyszedł z żoną i dziećmi, by popatrzeć na pociąg do Bydgoszczy. Czekali wytrwale, choć przyjazd opóźnił się o ponad 20 minut. Jadący z Chełma TLK Kochanowski świecił pustkami i nikt się nie dosiadł, pociąg został za to obfotografowany przez liczne grupy rodzinnych spacerowiczów, których było prawdopodobnie więcej niż podróżnych w wagonach.
Równie pusty był wracający z Wrocławia IC Dąbrowska, z którego na Lublinie Zachodnim wysiadł tylko jeden pasażer, co raczej nie dziwi, bo epidemia nie sprzyja podróżom. Także ten pociąg „pozował” do zdjęć, a po drodze wzdłuż peronu spacerowało więcej ludzi niż po wymarłym deptaku w centrum miasta.
Tak przywitane zostały jedne z pierwszych pociągów dalekobieżnych, w które można było wsiąść na nowym przystanku Lublin Zachodni. Przystanek otwarto już w połowie grudnia, ale do wczoraj stawały tu tylko pociągi regionalne. Teraz nie trzeba już jeździć na Dworzec Główny, aby wyruszyć w podróż do Warszawy, Krakowa, Poznania, Łodzi, Wrocławia, Katowic, Szczecina, Zielonej Góry, Radomia, Kielc, Zamościa oraz Hrubieszowa.
Sam przystanek nie jest jeszcze w pełni wykończony. Robotnikom pozostał do zbudowania m.in. fragment wiaty osłaniającej przed deszczem część 400-metrowego peronu.
– Wykonawca w kilkanaście dni ma zakończyć całość prac – deklaruje Mirosław Siemieniec, rzecznik spółki PKP Polskie Linie Kolejowe, na której zlecenie zbudowano przystanek.
Peron powstał przy okazji przebudowy linii łączącej Lublin z Warszawą. Przebudowa jeszcze trwa, więc między Lublinem a Dęblinem pociągi jeżdżą po jednym torze, drugi jest wciąż układany i według deklaracji PKP ma być otwarty w drugiej połowie roku. Dłużej potrwają prace na peronach Lublina Głównego. – Tu budowany jest peron nr 2 – informuje Siemieniec. Potem prace przeniosą się na przyległy do dworca peron 1.














Komentarze