Gęsta atmosfera w lubelskiej drogówce. Policjanci: Tak się nie da pracować
- Masowe kontrole, kary za drobnostki i propozycje nie do odrzucenia - skarżą się policjanci. - Tak się nie da pracować
- 14.02.2014 00:01

Policjanci z drogówki mają problemy z nowym szefem, komisarzem Robertem Koźlakiem. Objął stanowisko w sierpniu ub. roku, przyszedł do komendy wojewódzkiej z Łukowa. I wtedy "miało się zacząć”. Najpierw pojawił się anonim skierowany przeciwko jednemu z funkcjonariuszy. Sprawa trafiła do prokuratury, nie zapadły żadne rozstrzygnięcia.
- Postępowanie jest prowadzone w sprawie, a nie przeciwko policjantowi - mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji. - Nie mogę zdradzić żadnych szczegółów.
Pod koniec ubiegłego roku policjantów z drogówki wziął pod lupę Wydział Kontroli. Dotarliśmy do informacji, z których wynika, że kontrolerzy szczegółowo sprawdzili przebieg służby funkcjonariuszy drogówki sprzed wielu miesięcy. Na biurko naczelnika trafił raport z długą listą nieprawidłowości. Niemal wszystkie dotyczą takich spraw, jak nieścisłości w rejestrach przebiegu służby. Chodzi np. o zbyt ogólnie opisaną trasę patrolu, brak paragonu na benzynę, niezgodne numery radiowozów, itp. W skrócie bałagan w dokumentacji.
- To bardzo drobne błędy, których w realnej służbie nie da się uniknąć. Można je łatwo wyjaśnić - przekonuje policjant z lubelskiej drogówki. - Bywa, że ktoś wypełni dokumenty niedokładnie, czasem w ostatniej chwili trzeba zmienić radiowóz.
Jednak zdaniem podwładnych komisarza Koźlaka, zarzuty wysuwane przez Wydział Kontroli wystarczą, by przygotować grunt pod wymianę kadrową. - Prawie cały wydział musiał się tłumaczyć i miał jakieś postępowania - mówi kolejny z mundurowych. - Problem w tym, że naczelnik stosuje takie sankcje, od których nie można się odwołać. Choćby rozmowy dyscyplinujące. Dwa takie spotkania i człowiekowi grozi rozstanie z mundurem.
Z naszych informacji wynika, że nieścisłości wytknięto kilkunastu policjantom na blisko 20 funkcjonariuszy w wydziale. Co najmniej trzech mundurowych pożegnało się już z wojewódzką drogówką. Dwóch oddelegowano do komendy miejskiej, trzeciego do jednego z komisariatów.
- Dostali propozycje nie do odrzucenia. Po to są te wszystkie kontrole i rozmowy - przekonuje nasz rozmówca. - Wszyscy wiedzą, że naczelnik szykuje miejsce dla swoich ludzi z Łukowa i Białej Podlaskiej.
Naczelnik drogówki Robert Koźlak nie komentuje sprawy.
- Nowy naczelnik to nowe wyzwania - kwituje Janusz Wójtowicz. - Zmiany w wydziale to nasze wewnętrzne sprawy i nie musimy się z nich tłumaczyć. Priorytetem dla nowego naczelnika jest poprawa bezpieczeństwa na drogach i na tym się koncentrujemy.
• Przeniesieni policjanci się nie sprawdzili?
- Nie czas na oceny. Jeśli naczelnik uważa, że ktoś się nie sprawdza, to ma pełne prawo dokonać zmian kadrowych.
• Poprawi bezpieczeństwo mimo uszczuplonego składu?
- Jak będzie potrzeba, to będą nowi policjanci.
Zdaniem rzecznika wojewódzka drogówka jest dobrze zorganizowana, a nieprawidłowości wytknięte policjantom to efekt rutynowej kontroli.
Co między innymi wykazała kontrola w drogówce
• dwóch mundurowych patrolowało trasę z Lublina do Janowa Lubelskiego. W dokumentach nie wpisali numerów radiowozu, którym jechali
• policjanci patrolowali trasę z Lublina do Niedrzwicy Kościelnej. Nie odnotowali tego w jednym z wymaganych rejestrów
• patrol miał pilnować bezpieczeństwa na trasie z Lublina do Kraśnika. Jak ustalili kontrolerzy, mundurowi pojechali do Lubartowa
• w dokumentach policjanci nie uwzględnili służby przy al. Spółdzielczości Pracy w Lublinie, wpisali tylko trasę Lublin-Chełm
• policjanci zatankowali radiowóz flotową kartą, nie dołączyli paragonu do książki wozu.
Reklama













Komentarze