Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Dworzec PKS w Lublinie po zmroku. Wszystkie ręce na pokład

Gdy byliśmy na dworcu we wtorek, w kącie sali stały stoły z jedzeniem, obok leżały pieluchy, kosmetyki, koce, a rozdające jedzenie pracownice Lubelskich Dworców mówiły, że brakuje im ludzi, by podchodzić do autobusów i zachęcać do przyjścia na „bezkosztowe” stoisko.
Dworzec PKS w Lublinie po zmroku. Wszystkie ręce na pokład
Noc na dworcu PKS w Lublinie. Zawsze ktoś czuwa, by uchodźcy mogli tu choć kilka godzin odpocząć przed dalszą podróżą

Autor: Michał Siudziński

Dziś na dworcu wolontariuszy nie brakuje. W odblaskowych kamizelkach po dworcowej hali kręci się kilkanaście osób, drugie tyle jest bez kamizelek. Co chwilę ktoś przychodzi z dostawą pieluch i jedzenia. Góra rzeczy do wzięcia (polary, kosmetyki, jedzenie) jest coraz większa. Są kartki z informacją (po ukraińsku), że kobiety z dziećmi za toaletę nie płacą. Jest też drugie stoisko z darmową kawą, herbatą, kanapkami. A nawet punkt z karmą dla zwierząt.

Do autobusów też nikt już biegać nie musi. Na peronie 0 pojawił się kolejny stół z jedzeniem i ubraniami, które można ze sobą zabrać.

– Robimy takie paczki na dalszą drogę. Kanapka, jabłko, coś do picia – mówi Magda, która na co dzień sprzedaje zabawki w internecie. Od wczoraj jest na dworcu, wcześniej pomagała w przygotowaniu transportów na Ukrainę. – Tam jest ogromna potrzeba karimat, foli termicznych, ciepłych męskich rękawic, saperek, baterii, latarek – wylicza.

Takie rzeczy chętnie zabierze na drugą stronę granicy każdy kierowca, który przywozi pasażerów na stanowisko nr 0. Ludzie wysiadają, a on wraca. Nierzadko z mężczyznami, którzy wracają na wojnę.

– To ponad 30 autobusów dziennie, częstotliwość jest podobna jak przed wojną, tyle że są bardziej zatłoczone – mówi Andrzej Wojtowicz, prezes Lubelskich Dworców. Podkreśla, że spółka na bieżąco uzupełnia zapas kanapek, a popołudniami pierogi bigosy i zupy dowożą panie z kół gospodyń wiejskich. – Jestem miło zaskoczony zaangażowaniem w pomoc naszego społeczeństwa. Wszystkie ręce na pokład! Tylko jak długo to potrwa?

Wojtowicz nie ma wątpliwości, że „niebawem 100 proc. ruchu będzie przechodzić przez Lublin”. I nie będą to ludzie, którzy stąd chcą jechać dalej. – Ci, co dopiero przyjadą, to naprawdę przyjadą z niczym. Będą głodni, spragnieni, wyczerpani – przewiduje.

Na stanowisku 0 parkują też osobowe skody i bus – służbowe samochody Urzędu Marszałkowskiego. One również, podobnie jak wiele prywatnych aut, zawozi podróżnych z Ukrainy na dworzec PKP lub do urzędu na Spokojnej, skąd są zabierani do powstających każdego dnia nowych noclegowni.

By sytuacji zamieszania nie wykorzystali złodzieje, po dworcu krąży kilka patroli. Funkcjonariusze z II Komisariatu mówią, że dziś nic się złego wydarzyło, że jest spokojnie. Potwierdza to jedna z wolontariuszek, która pomaga na dworcu od kilku dni.

– Jest spokój. Ale wczoraj sama przyłapałam złodziejkę. Zauważyłam, że ładuje do wypchanych już siatek paczki kawy i innych rzeczy. Potem się okazało, że takich siatek miała więcej. A pod rzeczami, które wzięła z darów dla uchodźców, brzęczały puste butelki po piwie.

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama