Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama Nowy rytm - ten sam Dziennik Wschodni! Zamów prenumeratę już dziś

Dlaczego doszło do tragedii w rodzinie zastępczej?

Dramat w rodzinie zastępczej z Rudki Kozłowieckiej w gminie Niemce. Zmarło jedno z przebywających tam dzieci. Nie żyje również jego przybrany tata. Powiesił się.
Dlaczego doszło do tragedii w rodzinie zastępczej?
Dwuletni Dawid był przeziębiony. W ubiegły czwartek wieczorem miał 38 stopni gorączki. Dostał leki i temperatura nieco spadła. Z relacji jego opiekunki wynika, że nie miał innych niepokojących objawów. Kiedy rano zajrzała do chłopca - już nie żył. - Wstępne wyniki sekcji zwłok dziecka wykazały śródmiąższowe zapalenie płuc - mówi Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - Prowadzimy w tej sprawie postępowanie pod kątem narażenia na niebezpieczeństwo zdrowia i życia dziecka. Sprawdzimy, czy miało zapewnione odpowiednie warunki i właściwie się nim opiekowano. 10 lutego Dawid przeszedł tzw. bilans dwulatka. Badanie wykazało, że ma niedowagę. Jak tłumaczą przedstawiciele służb socjalnych, to jeden z powodów, dla którego został odebrany swoim biologicznym rodzicom. Sąd ograniczył im prawa rodzicielskie uznając, że są niewydolni wychowawczo. W maju ubiegłego roku chłopiec został przeniesiony do rodziny zastępczej. Małżeństwo z Rudki Kozłowieckiej, oprócz własnej córki, miało pod opieką czwórkę dzieci w wieku od 1 do 3 lat. W piątek, po śmierci Dawida, jego przybrany ojciec targnął się na swoje życie. Powiesił się na terenie swojej posesji. Wcześniej wraz z żoną byli przesłuchiwani. Z nieoficjalnych informacji wynika, że tuż przed śmiercią był w domu tylko z córką. To ona miała odnaleźć ciało. - W tej sprawie również prowadzimy postępowanie. Ma ono wyjaśnić, czy ktoś nie namawiał mężczyzny do popełnienia samobójstwa - dodaje Syk-Jankowska.Mieszkańcy Rudki Kozłowieckiej są wstrząśnięci tragedią. - Człowiek się załamał. Dlaczego nie było przy nim psychologa? Przecież wiadomo, że w takiej sytuacji przychodzą ludziom do głowy różne rzeczy - mówi nam jeden z mieszkańców. - To była taka porządna rodzina. Spokojni, zawsze pomocni. Bardzo dobrze opiekowali się dziećmi. Para z Rudki Kozłowieckiej była nie tylko zawodową rodziną zastępczą. Pełniła również funkcję pogotowia opiekuńczego. - Mieli jedenaście lat doświadczenia - mówi Aneta Łońska, dyrektor lubelskiego Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, które nadzorowało opiekunów z Rudki. - W tym czasie przebywało u nich 50 dzieci, od niemowlaków po kilkulatki. Mogli być wzorem dla innych. Zawsze cieszyli się doskonałą opinią, zarówno u nas, jak i w innych instytucjach, u sędziów i kuratorów. Na bieżąco byliśmy w kontakcie z rodziną. Nie było do nich najmniejszych zastrzeżeń. Pracownicy służb socjalnych, w tym psycholog, byli w piątek w Rudce Kozłowieckiej. Niestety, nie udało się im zapobiec samobójstwu. Trójka maluchów, która przebywała pod opieką zmarłego, trafiła do innej rodziny zastępczej.

Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama