Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nowy rok, nowy PGE Start? Lublinianie pokonali wicelidera w Gdyni

Koszykarze PGE Startu byli skazywani na pożarcie w Gdyni. Trudno się dziwić, bo mierzyli się z wiceliderem, który miał bilans 10-3, a u siebie przegrał wcześniej tylko jedno z sześciu spotkań. Tymczasem lublinianie prowadzili od początku meczu, w drugiej kwarcie nawet 22 punktami, a ostatecznie pokonali faworyzowanych rywali 87:75.
Nowy rok, nowy PGE Start? Lublinianie pokonali wicelidera w Gdyni
Liam O'Reilly poprowadził PGE Start do wygranej w Gdyni

Autor: Wojtek Szubartowski

Pierwsza połowa była beznadzieja w wykonaniu gospodarzy. Czerwono-czarni rozpoczęli od serii 6:0 i 13:2. Przez niemal sześć minut Arka zdobyła ledwie... dwa „oczka”. Miejscowi potrafili wypracować sobie naprawdę dobre pozycje do rzutu, ale pudłowali. Kamil Łączyński nie trafił będąc praktycznie sam na sam z koszem. Dodatkowo, popełniali też sporo głupich strat. Kiedy Michał Krasuski trafił z półdystansu było 15:4 dla gości. Po 10 minutach lublinianie wygrywali za to 22:12. Rywale trafili ledwie 4 z 17 rzutów z gry (0/5 za trzy) mimo wielu „czystych” pozycji.

W drugiej odsłonie przyjezdni zdobyli pierwsze... 12 punktów. Świetnie zaczął Jordan Wright, który był nie do zatrzymania w ataku. Po jego indywidualnej akcji, dystans między drużynami urósł do 20 punktów (32:12). Za chwilę Liam O’Reilly rzucił piłkę nad obręcz, a z góry, efektownym wsadem, akcję zakończył Bryan Griffin. 

Pod koszem świetnie radził sobie JP Tokoto. Szkoda tylko, że 32-latek miał olbrzymie problemy na linii rzutów wolnych. W pierwszej połowie wykorzystał ledwie trzy z nich (na 10 prób). Dzięki temu gospodarze mieli swój ciut lepszy moment. Biorąc pod uwagę ich skuteczność, zejście poniżej 20 punktów straty, mogą uznać za spory sukces.

Dopiero za... dziesiątym razem ekipa z Gdyni trafiła za trzy. A to oznaczało, że Michael Okauru „poprawił” wynik do 24:40. Po akcji „coast do coast” w wykonaniu Luke’a Barretta było nawet 26:40. Tokoto i O’Reilly byli jednak skuteczni pod koszem, dzięki temu, na przerwę PGE Start schodził z zapasem 17 „oczek” (27:44). Co ciekawe, w pierwszej połowie obie drużyny w sumie rzuciły celnie tylko raz z dystansu, właśnie za sprawą Okauru. Goście próbowali ledwie trzy razy.

Po zmianie stron Arka starała się wrócić do gry, ale obie drużyny miały swoje lepsze i gorsze momenty. W końcówce, po celnych rzutach rozpoczął Griffin. Za chwilę trójką odpowiedział Jakub Garbacz i było 50:60. Przy stanie 64:72 bardzo ważną trójkę, w końcowych sekundach akcji trafił Wright.

Na niecałe dwie minuty przed zakończeniem spotkania kibicom z Lublina przypomniał się Courtney Ramey, który zmniejszył straty do dziewięciu punktów (72:81). Za chwilę zgubił jednak piłkę i ostatecznie pogrzebał szanse miejscowych na powrót do gry. O’Reilly nie mylił się z linii rzutów wolnych, dzięki czemu Start wygrał 87:75.

We wtorek czerwono-czarni zagrają u siebie z Kingiem Szczecin (godz. 15).

AMW Arka Gdynia – PGE Start Lublin 75:87 (12:22, 15:22, 19:14, 28:29)

Arka: Okauru 25 (2x3), Ljubicić 9, Garbacz 6 (2x3), Zyskowski 0, Łączyński 0 oraz Ramey 14, Hrycaniuk 11, Barret 8 (1x3), Kowalczyk, 

Start: O’Reilly 26 (3x3), Tokoto 17, Griffin 15, Framkamp 6, Ford 2 oraz Wright 17 (1x3), Krasuski 2, Put 0, Pelczar 0.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama