Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Jurij Szatałow (Górnik Łęczna): Są w tym zespole „ciemne plamy” i będziemy chcieli je zlikwidować

Rozmowa z Jurijem Szatałowem, nowym trenerem Górnika Łęczna
Jurij Szatałow (Górnik Łęczna): Są w tym zespole „ciemne plamy” i będziemy chcieli je zlikwidować
Jurij Szatałow w rundzie wiosennej będzie odpowiadać za wyniki w Górniku Łęczna

Autor: bs

• Co pan robił przez ostatnie kilka ładnych lat?

 – W skrócie można powiedzieć, że cieszyłem się życiem. Dużo podróżowałem, oglądałem wiele meczów. W 2020 roku pojawiło się kilka propozycji, by znów poprowadzić jakiś zespół, ale moją pracę trenerską zatrzymała choroba mojej małżonki. Wobec tego nie przyjąłem żadnej z propozycji. Można więc powiedzieć, że chciałem i zakończyłem swoją przygodę z trenerką. Zadzwonił do mnie Grzegorz Szkutnik i przekonywał dosyć długo. „Poddałem się” i przyjąłem tę ofertę. Przekonały mnie ambicje prezesa, bo znałem go z czasów mojej poprzedniej pracy w klubie. Można powiedzieć, że zaryzykowałem. Będziemy ciężko pracować.

• Nie ma pan obaw co do swojej pracy wobec sytuacji sportowej i organizacyjnej w Górniku Łęczna?

 – Absolutnie nie. Ludzi dotykają zdecydowanie gorsze historie. Cieszę się, że znów mogę pracować w zawodzie trenera. Będę mieć pod sobą piłkarzy i będziemy ciężko pracować. Mogę zdradzić, że dużo pozmieniamy i będziemy walczyć o każdy centymetr boiska.

• Po informacjach o tym, że Górnik pana zatrudnia pojawiły się komentarze, że skoro pan tyle nie pracował w zawodzie to współczesna piłka nożna mogła panu „odjechać”. Jak się pan do tego odniesie? 

– Moim zdaniem nic mi nie uciekło. Jeżeli człowiek nauczył się pracować z innymi ludźmi, to tego się nie zapomina. Moja praca będzie polegać przede wszystkim na tym, by zmienić mentalność tych piłkarzy. Kiedy w 19. meczach ponosi się tyle porażek to w nawyk wchodzi myśl, że jest się przegranym. To trzeba odwrócić i nastawić zespół na ciężką pracę. Do pomocy będę miał asystenta Łukasza Mierzejewskiego i Roberta Skoka. Do tego w sztabie będzie Piotr Wilawer, Sergiusz Prusak i trener z Akademii Luiz Mołodecki. Tak będzie wyglądać mój sztab. Piłka nożna mi nie uciekła. Pojawiło się co prawda nowe słownictwo, ale inne rzeczy zostały bez zmian.

• Wraca pan do pracy z przysłowiowym „głodem”? 

 – Prawie 10 lat nie pracowałem w zawodzie więc na pewno pojawi się ten głód. Szukam już mieszkania w Łęcznej jak najbliżej stadionu, żeby móc spędzać jak najwięcej czasu w klubie.

• Jaki jest przepis na to, by w obecnym Górniku zbudować właściwą mentalność? 

 – Nie powiem o tych sposobach żeby nikt inny nie mógł tego wykorzystać (śmiech).

• Opinia panuje jednak taka, że Jurij Szatałow stosuje metody twardej ręki. Zgadza się pan z tym? 

– Nie do końca, bo czy oczekiwanie dyscypliny można uważać, że twardą rękę? Dyscyplina jest potrzebna wszędzie – w życiu, w pracy, w rodzinie, w każdym kolektywie. Stosuję zresztą różne metody. Nie tylko takie, które uważa się powszechnie za twarde.

• A jak widzi pan potencjał zespołu w stanie w jakim pan go zastał i czy potrzebne są ruchy kadrowe? 

 – Zdecydowanie. Tutaj wiele zadań ma także nasz prezes, który odbiera i wykonuje dużo telefonów. Próbujemy znaleźć zawodników, którzy sprawią, że w tej drużynie będzie rywalizacja. Choć w tym sezonie zespół ma szeroką kadrę, to nie ma tutaj rywalizacji. Analizowałem ostatnie pięć meczów Górnika i widać było, że około 60 minuty gra się kończyła. Muszą pojawić się więc ludzie, którzy zwiększą rywalizacje, a wchodząc na boisko wniosą jakość do gry. Są w tym zespole „ciemne plamy” i będziemy chcieli je zlikwidować.

• Tomasz Nowak, był piłkarz Górnika i zarazem pana były podopieczny w wywiadzie dla TVP Sport został o pana zapytany. Według niego przyczyną pana odejścia z pracy w piłce nożnej było zmęczenie „użerania się” z prezesami i innymi osobami, które nie grzeszyły kompetencjami 

– Tak jest.

• Czy w takim razie w Górniku znalazł pan właściwych ludzi? 

– To się wszystko zbiegło ze sobą. Ostatnim klubem w jakim pracowałem był GKS Tychy. Później musiałem odpuścić ze względu na chorobę małżonki. Trzy lata walczyliśmy i wygraliśmy. Później podjąłem decyzję o tym, żeby podróżować i tylko obserwować piłkę nożną z boku.

• Jest pan uważany za szkoleniowca „starej szkoły”. Teraz musi się pan spotkać z zawodnikami innej generacji. Dzisiejsi 20-latkowie funkcjonują nieco inaczej niż przed paroma laty. Czy nie obawia się pan tego, że trudniej będzie do nich dotrzeć? 

 – Rozumiem doskonale to pytanie. Mam zresztą syna w młodym wieku. Dzisiejsza młodzież jest bardzo otwarta i bardzo dobrze się z nimi pracuje. Chyba nawet lepiej niż ze starymi „dziadami”.

• Czy ma pan diagnozę co złego działo się w Górniku w pierwszej części sezonu i jak z niej wyjść?

 – Tak jak już powiedziałem, brakowało rywalizacji. Część zawodników będąca w kadrze nie była w stanie zagrozić tym, którzy grali w pierwszym składzie. Kiedy nie ma rywalizacji nie ma szans na podnoszenie swoich umiejętności. Do tego taki zawodnik wie, że nie musi wkładać maksimum wysiłku w grę, bo w kolejnym meczu znów będzie pewny miejsca w wyjściowym składzie. To jest głównym powodem. 80 procent zawodników  z obecnej kadry ma umiejętności, ale nie ma kto na nich nacierać z tyłu. Będziemy z nimi dalej pracować, ale zmienimy mocno mentalność.

• Czy wraz z pana przyjściem będą wzmocnienia?

 – Na tę chwilę pracujemy wspólnie z prezesem, by dokonać wzmocnień. Odkąd wiadomo, że będę trenować Górnika pojawia się mnóstwo telefonów. Rozmawiamy z menadżerami na temat wzmocnień. Natomiast teraz chcę już wejść bardziej w pracę stricte trenera. 

• Przedstawił pan sztab szkoleniowy i zmiana dotyczy trenera Daniela Ruska. Czy rezygnacja z tej współpracy jest odcięciem się od serii jesiennych niepowodzeń? 

 – Rozmawiałem w niedzielę z trenerem Ruskiem. Sam znalazłem się w podobnej sytuacji do niego w latach 90-tych kiedy zaczynałem być trenerem. Pracując w Amice Wronki byłem asystentem, później krótko pierwszym trenerem po czym ponownie zostałem asystentem. Zauważyłem wtedy, że zawodnicy kompletnie zmienili do mnie podejście. Doszło do zmiany na minus. Powiedziałem o tym trenerowi Ruskowi i o tym, że taka roszada „tam i z powrotem” przy braku dobrych wyników sprawia, że musimy się rozstać. Choćby po to, by dać bodziec dla zawodników, że startujemy od nowa.

• Jaki będzie Górnik Jurija Szatałowa? 

 – Nie jestem Kaszpirowskim więc nie zagwarantuję w tym momencie utrzymania. W tym miejscu też zaznaczę, że od 30. lat mam tylko jedno, polskie obywatelstwo. Byłem obywatelem Związku Radzieckiego, a nie Rosji – to tak by ukrócić niektóre pytania. Jaki będzie Górnik pod moją wodzą? Na pewno będzie walczyć do ostatniego gwizdka. Zawodnikom nie zabraknie zaangażowania i chęci do gry na sto procent. Chciałbym też, aby gra była w miarę możliwości przyjemna dla oka. A więc w skrócie na pierwszym miejscu agresywność, a na drugim kreatywność.

• Poza przyspieszeniem rozpoczęcia treningów zmienia się coś w okresie przygotowawczym? 

 – Na pewno nigdzie nie wyjeżdżamy, tylko będziemy trenować na własnych obiektach. Staramy się natomiast zmienić sparingpartnerów na mocniejszych. Jeżeli pojedziemy gdzieś dalej to właśnie tylko po to by zagrać z kimś mecz. Poza tym zostajemy u siebie, bo mamy tutaj dobre warunki. Po moim ostatnim pobycie w Łęcznej wiele się zmieniło, oczywiście na plus.

• Mówił pan dużo o mentalności zawodników, ale jest pan kojarzony jako trener zwracający dużą uwagę na taktykę, ale i na przygotowanie motoryczne. Mówił pan, że zespół po 60 minucie gry wyglądał słabo. Wobec tego w okresie przygotowawczym zawodnikom zostanie dokręcona przysłowiowa „śruba”? 

 – Wszystko będzie „dokręcone”. Najważniejsze jest to, aby zawodnik zrozumiał, że trenuje się ciężko w jakimś celu. A tym celem mają być siły do walki do ostatniego gwizdka sędziego. To każdy z piłkarzy musi zrozumieć, bo jeśli tego nie zrozumie, będzie mu ciężko. Wprowadzimy więc dyscyplinę, a to pomoże nam zmienić mentalność, bo te dwa aspekty łączą się ze sobą.

• Pół żartem, pół serio – wślizgi tym razem będą dozwolone? 

 – Nie. Nic się w mojej opinii nie zmieniło. Wślizg spowodowany jest złym ustawieniem zawodnika względem przeciwnika. Tym bardziej teraz kiedy sędziowie „walą” kartkami jak z rękawa. Powiem tak: jeżeli na środku boiska będzie czyściutki wślizg w piłkę, to jestem w stanie go zaakceptować (śmiech).

• Wchodzi pan także do ery VAR, a to też będzie pewnego rodzaju wyzwanie. 

 – Jestem dość impulsywny. W przeszłości zdarzyło mi się lądować na trybunach. Nie wiem czy teraz będę musiał zakładać kajdanki żeby utrzymać ręce z tyłu? A tak na serio wiem, że muszę się zmienić i będę nad tym pracować.

• Do sztabu dołącza Łukasz Mierzejewski, a więc pana były zawodnik z poprzedniego pobytu w Łęcznej. W klubie jest także trener bramkarzy Sergiusz Prusak, a jako wciąż czynnym zawodnikiem jest Bartosz Śpiączka

– Bartek dochodzi jeszcze do siebie po kontuzji i czeka go, a także sztab medyczny sporo pracy. Natomiast co do Mierzejewskiego i Prusaka: życie tak się potoczyło i uważam, że to jest fajne. Z Mierzejewskim rozmawiałem w niedzielę dość długo i przedstawił mi swoją pracę kiedy odpowiadał za wyniki w Sandecji Nowy Sącz. Trener przekazał mi swój pomysł na grę w poszczególnych systemach i ją zaakceptowałem. Liczę więc na owocną współpracę.

• A jak ważne było dla pana to, że dobrze się wam współpracowało gdy Łukasz Mierzejewski był jeszcze piłkarzem? 

 – Pierwszy raz spotkaliśmy się w Cracovii. Kiedy przychodził do mnie na rozmowy zawodnik, który zaczynał rozmowę od pytania „dlaczego nie gram” to od razu wylatywał z gabinetu. Mierzejewski rozmawiając ze mną pytał o niuanse taktyczne czyli co może zrobić inaczej, lepiej na boisku. Dlatego jako piłkarz te założenia wykonywał w stu procentach. Miałem to w pamięci i to był jeden z powodów, dla którego chciałem ponownie zacząć z nim współpracować. 


Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama