Zakład Doskonalenia Zawodowego w Chełmie znalazł się na krawędzi. Jednodniowe spóźnienie w złożeniu wniosku o dotację oświatową dla Technikum ZDZ i Branżowej Szkoły I stopnia uruchomiło lawinę konsekwencji, których finałem mogła być likwidacja obu placówek. W grę wchodziło blisko 6 mln zł, a także przyszłość 370 uczniów i ponad 100 nauczycieli.
Podczas posiedzenia komisji oświaty prezes ZDZ w Lublinie Jerzy Doboszewicz nie krył niepokoju.
– Jeśli decyzja będzie negatywna, te szkoły przestaną istnieć. Nie mamy środków, by utrzymać je z własnego budżetu ani poprzez kredyt – mówił, przypominając, że ZDZ działa w Chełmie nieprzerwanie od 1951 roku.
Jak wyjaśniał, wniosek wpłynął do urzędu 1 października zamiast 30 września, a opóźnienie miało wynikać ze zdarzenia losowego. Sprawa jednak szybko przestała dotyczyć wyłącznie kalendarza.
Wiceprezydent Chełma Dorota Cieślik zwracała uwagę, że problem ma szerszy charakter formalny.
– Wniosek powinien być złożony przez organ prowadzący szkołę, a nie przez dyrektora. Pełnomocnictwa dyrektora nie obejmują takich czynności – tłumaczyła. Jak dodała, prawidłowy wniosek podpisany przez prezesa ZDZ wpłynął dopiero 18 listopada.
Miasto przygotowało dwa warianty rozwiązania, a ostateczna decyzja została przekazana prezydentowi Chełma Jakubowi Banaszkowi. Równolegle ZDZ złożył skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a jego pełnomocnik ostrzegał przed możliwymi kosztami dla samorządu – od odpraw dla nauczycieli po odszkodowania.
Przełom przyniosła odpowiedź Kancelarii Prezydenta Miasta. Jak poinformowano nas, prezydent zdecydował się rozpatrzyć wniosek pozytywnie, mimo uchybienia terminu.
W uzasadnieniu podkreślono, że opóźnienie nie miało wpływu na wysokość dotacji ani na budżet miasta, a kluczowe znaczenie miało dobro uczniów oraz zasady współżycia społecznego. Decyzja została podjęta na podstawie art. 33 ust. 4 ustawy o finansowaniu zadań oświatowych, który pozwala samorządowi odstąpić od terminu w uzasadnionych przypadkach.
To oznacza jedno: szkoły ZDZ w Chełmie będą kontynuować działalność, a widmo nagłego zamknięcia placówek zostało oddalone.
Sprawa pokazała jednak, jak cienka bywa granica między formalnością a realnymi konsekwencjami administracyjnych decyzji. Jeden dzień zwłoki wystarczył, by zagrozić przyszłości setek młodych ludzi – i postawić samorząd przed wyborem, w którym prawo musiało spotkać się z odpowiedzialnością.

















Komentarze