Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

\"Natasza” przyjazna Białorusinom

Elżbieta Pawluk z Białej Podlaskiej była bezrobotna przez prawie 10 lat. Potem odważyła się wziąć swój los we własne ręce - i założyła własną firmę handlową. Więcej - z czasem tak ją rozwinęła, że obecnie zatrudnia osiem osób. Nie tylko sama wyrwała się więc z bezrobocia, ale także pomogła innym
W Liceum Zawodowym w Międzyrzecu Podlaskim zdobyła zawód sprzedawcy magazyniera, ale pracowała w dziale płac bialskiej Gminnej Spółdzielni \"SCh”. Gdy w 1990 r. w spółdzielni redukowano etaty, odeszła. Potem przez prawie 10 lat nie pracowała. Opiekowała się dziećmi. Piotr ma teraz 14 lat, Łukasz 10, a Ewa 7. Obserwując to, co dzieje się w jej otoczeniu spostrzegła, że wielu klientów, zwłaszcza wśród wschodnich turystów, mają sklepiki znajdujące się przy międzynarodowej trasie A-1. Stwierdziła, że największy popyt jest na artykuły spożywcze. Zdecydowała się więc wziąć 20 000 zł pożyczki z Powiatowego Urzędu Pracy. Kupiła za nią pierwszy towar. Poszczęściło się. Najpierw wynajęła miejsce na sklep w budynku dawnego zajazdu \"Konar” na skraju Międzyrzeca Podlaskiego. Nazwała go \"Natasza”. Nastawiła się głównie na klientów ze Wschodu, którzy zazwyczaj przyjeżdżają na miejscowe targowiska. Powoli nabierała doświadczeń. - Obcokrajowcy chcą być obsługiwani miło, bez krzyku, którego do woli nasłuchają się u siebie. Ja im sama pakuję towary i dziękuję za zakupy. To jest bardzo ważne. Niekiedy mi mówią, że w \"Nataszy” czują się jak na Zachodzie - mówi E. Pawluk. Kiedy za wynajem \"Konara” zażądano od niej aż 12 200 zł czynszu, postanowiła szukać innego obiektu. Znów, wraz z mężem, wzięła pożyczkę i kupiła budynek po dawnym hoteliku w Styrzyńcu. Przeniosła szyld z \"Nataszą”. Małżonek zajął się barem. Nie dziwi się, gdy do flaków niektórzy klienci biorą... śmietanę. Jesienią spotkała ją miła niespodzianka. Bialski PUP umorzył jak wcześniejszy kredyt! Zapytana o przyczyny powodzenia E. Pawluk odpowiada: - Marża jest u mnie niewielka - nie 30-50 proc., jak bywa to w niektórych podlaskich sklepach, lecz tylko 16-20 proc.. Białorusini to wiedzą. A że potrafią liczyć - do skutku szukają sklepu, w którym kupią towar o 10 groszy tańszy. I dodaje: - Pracuję od godz. 6 do 24. Także w niedziele, choć tylko w godz. 12-20. Gdy kończę pracę, ręce mnie bolą od przerzucania ton towarów. Gdy wracam do domu, czasem zdarza mi się mówić po rosyjsku... Mieszka w Białej Podlaskiej, ale w tym mieście nie chce zajmować się handlem. - Na miejskim rynku nie miałabym szans - przyznaje. Przyczyny swego powodzenia upatruje w tym, że utrafiła w myślenie wschodnich klientów. Za Bugiem brakuje towarów, a ich ceny są tam wyższe aniżeli u nas. Białorusinom opłaca się kupować u nas olej jadalny, dużym ich zainteresowaniem cieszą się lepsze słodycze z lubelskiej \"Solidarności” oraz dwukilogramowe opakowania makaronu z podlaskich wytwórni. Poszukują oni też towarów reklamowanych w polskiej telewizji, pytają też o buliony reklamowane w telewizji... rosyjskiej.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama