Warunki życia przy ulicy Sądowej w oficynie były tragiczne i nie przystawały do dzisiejszych czasów. WC znajdowało się na podwórku i do dziś wizyta tam wywołuje odruchy wymiotne. Na gruntowną kąpiel jeździło się do łaźni Łabęckich przy ulicy Buczka (dzisiaj ulica Zamojska).
Dzieci i młodzież wychowywała w tamtym czasie ulica. Wprawdzie rodzice zatrudnili nianię, ale była ona pasjonatką rozpraw sądowych i ciągnęła mnie po sądach, zwłaszcza na posiedzenia do sądu przy Krakowskim Przedmieściu. Z chwilą powzięcia przez rodziców tej informacji współpraca z nianią została zakończona. Niemniej niania, wprawdzie nieświadomie, zaszczepiła we mnie wybór przyszłego zawodu.
Furmanki z burakami cukrowymi
Ponieważ nasze mieszkanie zlokalizowane było na rogu ulicy Sądowej i Lipowej, przyszło nam, dzieciom, czerpać z życia wiele „atrakcji”. I tak byliśmy świadkami częstych konduktów pogrzebowych w kierunku cmentarza przy ulicy Lipowej, gdzie karawany podskakiwały po tzw. kocich łbach – gdyż taką nawierzchnię miała wtedy ta ulica – co przysparzało nieboszczykowi nie lada "emocji".
W okresie jesiennym liczne były przejazdy furmanek z zaprzęgiem konnym, które przewoziły buraki cukrowe do Cukrowni na ulicy Krochmalnej. Byliśmy wtedy „uzbrojeni” w grube kije zakończone zakrzywionym gwoździem, w celu nadziewania buraków (z których po pracy matki przyrządzały placki) i ucieczki z łupem do domu. Na skwerze na rogu ulicy Lipowej i Skłodowskiej częste były wizyty cyrków, na których przedstawienia próbowaliśmy „przemycić” się bez biletów. Były też wyścigi na hulajnogach. Niektórzy koledzy mieli sprzęt „podrasowany” tj. koła łożyskowe, reszta jeździła na sprzęcie tradycyjnym. Efektem jednego z moich wyścigów był złamany nos, co zakończyło się transportem dorożką konną, z owiniętą przez matkę głową, do pogotowia ratunkowego na ulicy Sławińskiego. Było też wiele innych zdarzeń, ale nie sposób zawrzeć tego wszystkiego w ramach tych krótkich wspomnień.
Komfort nie do opisania
A potem, po kilkunastu latach, przeprowadzka na LSM na ulicę Grażyny 3. Byłem jednym z pierwszych mieszkańców LSM Osiedla Mickiewiczowskiego ***. To był grudzień 1960 roku.
To był szok. Z prymitywnych warunków mieszkaniowych, do – jak na tamte czasy – komfortu nie do opisania. Mieszkanie oddane do użytku „pod klucz” było wyposażone totalnie, łącznie z wmontowaną w kuchni stolnicą i deską do prasowania. Balkon-loggia, dwa duże pokoje, osobna łazienka i WC. Pamiętam, jak moja matka po przekroczeniu progu tego mieszkania zalała się płaczem ze szczęścia. Nie mieliśmy wiele czasu ani możliwości, żeby przygotować Święta Bożego Narodzenia, ale pamiętam, że to były nasze najszczęśliwsze święta.
Po świętach zaczęła się proza życia. Po euforii trzeba było zejść na ziemię. Pierwszy wyjazd do pracy sprowadził się do ekstremalnych wyzwań. Matkę musiałem zwozić na sankach do ulicy Głębokiej, jako że nie było jeszcze komunikacji miejskiej na górę do osiedla. Powoli wszystko ulegało poprawie. Osiedle im. Adama Mickiewicza zaczęło stanowić przykład dla innych miast w Polsce, z których wyruszały wycieczki, które u nas szukały inspiracji.
Życie towarzyskie
W tamtym okresie na osiedlu zaczęło się rozwijać się życie towarzyskie i kulturalne, zwłaszcza wśród młodzieży. Powstał klub, gdzie można było spotkać się na wieczorkach, zagrać w brydża lub inne gry. Klub mieścił się przy ulicy Grażyny. Budynek od lat niszczeje, jest w coraz gorszym stanie. Wszechobecna komercja niszczy to, co przyciągało młodych ludzi i przeciwdziałało wszelkiemu brutalizmowi w życiu.
W 1960 roku pomiędzy ulicami Wallenroda, Wajdeloty, Grażyny i Rymwida powstał plac zabaw ze sławetną zjeżdżalnią Rakietą. Plac zabaw istnieje do dziś i Rakieta, po pewnej modernizacji, dalej funkcjonuje.
W tamtych czasach powstał również Dom Kultury przy ul. Wallenroda, pod kierownictwem pani Ady, powiedziałbym, że bardzo rozpoznawalnej i bardzo atrakcyjnej, którą panowie darzyli wielką estymą. Dom kultury istnieje do dziś i spełnia rolę jednostki kulturalnej.
Mroczny stan wojenny
Potem przyszły kolejne inwestycje i powstały kolejne osiedla. Rodzice zostali na ulicy Grażyny, a ja już ze swoją rodziną przeprowadziłem się na sąsiednie Osiedle Konopnickiej. Tam przyszły mroczne czasy stanu wojennego. Życie było objęte wieloma ograniczeniami. Ale występowały również tragikomiczne sytuacje. Pewnego razu zostaliśmy z żoną zaproszeni na imieniny do przyjaciół, zostawiając syna, wówczas 5-latka, u babci na ul. Grażyny. Impreza była po polsku, z alkoholem i śpiewami patriotycznymi, co na pewno wzbudziło zainteresowanie milicji.
Po zakończeniu imprezy, goście zaczęli rozchodzić się do domów, żeby zdążyć przed godziną milicyjną. Jeden z uczestników imprezy mieszkał w tym bloku, w którym odbywała się impreza i do swojego mieszkania mógł przejść przez piwnicę, ale oświadczył, że nie będzie się chował i z otwartą przyłbicą pójdzie do domu chodnikiem, jak człowiek. Efektem jego „bohaterstwa” było spędzenie reszty nocy w areszcie.
My z żoną wróciliśmy do domu przed godziną milicyjną. Ale ja musiałem jeszcze odebrać syna od babci z ulicy Grażyny. Syn zachował się bohatersko i wypuszczony przeze mnie na wabia musiał utorować nam drogę przez ul. Zana, unikając patrolu milicyjnego. Tak się rodzą bohaterowie.
Mirosław Krawczyk
Dziewczyny z Kaliny, chłopaki z Krochmalnej
Piszcie o swoich ulicach: [email protected]
W DAWNYM LUBLINIE
Pralnia Józefy i Wacława Łabęckich przy ul. Farbiarskiej 4, wznowiła działalność po I Wojnie Światowej w 1919 roku. W 1921 roku budynek został rozbudowany i otrzymał nazwę „Farbiarnia, Pralnia Chemiczna i Zakład Kąpielowy”. Kolejne modernizacje następowały w latach 1928 i 1937. Przez cały okres okupacji pralnia Łabęckich była czynna. Po wojnie przez jakiś czas pozostawała w rękach rodziny, następnie została upaństwowiona i działała jako Państwowe Przedsiębiorstwo Usług Pralniczych "Tęcza". Do grudnia 1994 roku czynna była tu pralnia chemiczna dywanów i kożuchów. Obecnie zakład jest opuszczony, budynek w stanie ruiny.
Cukrownia Lublin uruchomiła działalność w 1895 roku przez Towarzystwo Udziałowe Cukrowni „Lublin”. Głównymi inicjatorami przedsięwzięcia byli Władysław Graf – właściciel majątku Tatary, Edward Krausse – prezes Kasy Pożyczkowej Lubelskich Przemysłowców i Teofil Ciświcki – miejscowy adwokat. Maszyny i wyposażenie dostarczyły firmy krajowe, część maszyn powstała w lubelskich firmach: Plagego, Wolskiego i Moritza. Koszt budowy wyniósł 624.708 rubli. Likwidacja Cukrowni Lublin nastąpiła po ostatniej kampanii 2007/2008, a rozbiórkę zakładu zakończono w 2010 roku. Z kompleksu do dziś zachowały się budynek zarządu dyrekcji, pawilon sklepu, pałacyk dyrektorski oraz domy urzędnicze.
Osiedle im. Adama Mickiewicza jest najstarszym osiedlem Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej powołanej do życia w 1957 roku. Na zabudowę nowego obszaru mieszkaniowego zaprojektowanego przez Feliksa Haczewskiego oddano tereny znajdujące się na zachód od głównej osi komunikacyjnej miasta w pierwotnej dzielnicy Rury. W 1959 roku Lubelska Spółdzielnia Mieszkaniowa oddała do użytku pierwsze siedem bloków mieszkalnych, w których zamieszkało 150 członków spółdzielni.














Komentarze