Radosław Sikorski przyleciał do Lublina z Brukseli. W stolicy Belgii brał udział w posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych krajów Unii Europejskiej. W budynku Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji występował zaś podczas spotkania Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej.
Wspomniane „Sto lat!” odśpiewali mu nie tylko studenci WSPA i starsi wiekiem mieszkańcy Lublina, ale też obecni na sali politycy: europosłanka Marta Wcisło, poseł Michał Krawczyk, posłanka Bożena Lisowska, wojewoda Krzysztof Komorski, wicewojewoda Wojciech Wołoch, radni Jarosław Pakuła, Anna Glijer, Marcin Bubicz i Zbigniew Jurkowski.
Minister Sikorski w podziękowaniu komplementował Lublin.
- Wszyscy pamiętamy słowa naszego wielkiego rodaka, świętego Jana Pawła II: „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej” - uśmiechał się.
W przygotowanym wcześniej przemówieniu zwrócił uwagę, że 24 lutego zaczyna się piąty rok pełnoskalowych walk na Ukrainie, tuż za granicą Polski.
- Przypomnę, że w genialnej myśli strategicznej Putina Kijów miał paść po trzech dniach, a Ukraina miała stać się częścią imperium - mówił.
Przy słowie „Kijów” początkowo się przejęzyczył. Szybko zreflektował się, że powiedział: „Lublin”.
- Kijów miał paść, oczywiście. Lublin nigdy nie padł - wybrnął z sytuacji polityk.
Samotność osłabia
Przytaczamy pełną treść wykładu wygłoszonego przez Radosława Sikorskiego podczas spotkania Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej.
„Putinowi udała się w zasadzie jedna rzecz. Doprowadził do wzmocnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego poprzez dołączenie dwóch nowych członków. I to takich zamożnych i bitnych. Finlandii i Szwecji. Oraz do redefinicji pojęcia europejskiej solidarności. Chciałbym zatrzymać się na chwilę przy temacie współpracy. Sojusze nie opierają się na jednostkach. Trwają dzięki trzem podstawowym filarom. Wspólnej ocenie zagrożeń. Wspólnocie interesów. I wspólnych wartościach. Realizm polityczny często pomija ten trzeci filar, ale historia dowodzi jego znaczenia. Na tym fundamencie zostało zbudowane NATO. Na przekonaniu, że współpraca pomiędzy podobnie myślącymi demokracjami tworzy silniejszy i bardziej wiarygodny mechanizm odstraszania, niż mógłby osiągnąć jakikolwiek kraj samodzielnie.
Polityki sojuszników ewoluują. Zmieniają priorytety. Na nowo definiują cele. Obserwujemy to obecnie u naszego sojusznika transatlantyckiego, co naturalnie wywołuje niepokój i prowokuje debatę. Skupmy się jednak na faktach. Stany Zjednoczone nie wzywają do rozwiązania NATO. Wręcz przeciwnie. Podkreślają, że NATO pozostaje fundamentem bezpieczeństwa. Nie ogłaszają wycofania z Europy. W odniesieniu do Polski prezydent Trump powiedział wręcz, że jeśli chcemy, możemy mieć więcej żołnierzy amerykańskich. Jedność atlantycka pozostaje najskuteczniejszym sposobem odstraszania Rosji. NATO pozostaje najbardziej wiarygodną i skuteczną strukturą zbiorowej obrony w Europie. Zainwestowaliśmy zbyt wiele kapitału politycznego, militarnego i instytucjonalnego, aby teraz tę strukturę osłabiać.
Sojusz służy interesom europejskim i amerykańskim. Jednocześnie Stany Zjednoczone mają prawo oczekiwać od Europy większej odpowiedzialności. Większa odpowiedzialność Europy nie jest ustępstwem. Jest koniecznością. Powinniśmy potraktować ten moment jako okazję do przywrócenia równowagi w relacjach transatlantyckich. Europa nie jest bezsilna. Nawet bez amerykańskiej pomocy finansowej Europa nadal zapewnia Ukrainie znaczące wsparcie materialne. Europejskie wydatki na obronność wzrosły w historycznie szybkim tempie. W 2014 roku europejscy członkowie NATO wydawali mniej niż 180 miliardów euro. W 2024 roku było to ponad 320 miliardów euro. To niemal podwojenie w ciągu dekady. Jest to zmiana strukturalna.
Dlatego kolejny projekt proobronny, CEIP, ma tak duże znaczenie. Tym razem środki trafią nie tylko na zakupy, ale również na przemysł i zdolności produkcyjne. Polska ma być największym beneficjentem. Prawie jedna trzecia całego funduszu. Złożyliśmy wnioski dotyczące 139 projektów na łączną kwotę 43,7 miliarda euro. Około 80 procent środków trafi do polskich firm. Do Polskiej Grupy Zbrojeniowej oraz do prywatnych i państwowych podmiotów. Ci, którzy próbują sabotować ten projekt, dopuszczają się działania na szkodę państwa polskiego. Nie ma w tym żartów. Jako społeczeństwo musimy zrozumieć, że pieniądze, które mogłyby iść na inne cele społeczne, w tej chwili muszą być przeznaczone na bezpieczeństwo.
Kupujemy ogromne ilości sprzętu, zamówionego jeszcze przez poprzedni rząd. I nie odmawiamy mu patriotyzmu. Będą Abramsy. Będą Apache. Będą HIMARS-y. Będą F-35. Kolejne rządy zamawiają kolejne systemy. Ale wojna w Ukrainie pokazuje, że potrzebny jest jeszcze jeden kluczowy obszar. Zdolności dronowe i antydronowe. Tego nie było w narodowych planach zakupów uzbrojenia. Możemy to zrealizować dzięki dodatkowemu programowi. To spadło nam z nieba. Jak można być przeciwko temu. Tych zdolności potrzebuje Wojsko Polskie. Straż Graniczna. Policja. Każdy, kto jest przeciw, nie działa w interesie narodowym.
Naszym celem nie jest dorównanie największym potęgom militarnym. Chodzi o to, aby Wojsko Polskie i europejskie było wystarczająco silne, by odstraszyć Putina. Musimy być od niego lepsi. Partnerstwo działa w obie strony. Jeśli wartość relacji transatlantyckich będzie stale kwestionowana, wpłynie to na europejskie decyzje polityczne i przemysłowe, także na rynku obronnym. Większość wydatków na obronność w Polsce i Europie pochodzi z budżetów narodowych. I nadal większość sprzętu kupowana jest w Stanach Zjednoczonych. Ten projekt jest jedynie uzupełnieniem. Spełnieniem postulatu strony amerykańskiej, aby Europa była bardziej samodzielna w produkcji uzbrojenia, zwłaszcza amunicji.
Nie da się tego zrobić bez inwestycji w europejski przemysł. Nasza wizja Unii Europejskiej jest jasna. To wspólnota oparta na wartościach. Skutecznie wykorzystująca miękką siłę. Wzmacniająca swoje zdolności i gotowość strategiczną. Wszelkie apele o paneuropejskie podejście strategiczne powinny być formułowane w ramach NATO i z nim spójne. Tak, aby wysiłki europejskie wzmacniały więzi transatlantyckie. Unia powinna wzmacniać swoją długoterminową konkurencyjność. Poprzez pogłębianie jednolitego rynku. Inwestycje w innowacje i badania. Wspieranie kluczowych gałęzi przemysłu. Tylko Unia oparta na zasadach, świadoma strategicznie i dynamiczna gospodarczo, będzie w stanie chronić swoje interesy, wspierać partnerów i zachować wpływ w coraz bardziej konkurencyjnym świecie. Współpraca daje przewagę. Samotność osłabia”.

Sikorski grozi palcem
Po wystąpieniu ministra Sikorskiego przewiedziano czas na pytania z publiczności. Jednym z pierwszych wątków było ewentualne przeniesienie działań militarnych NATO na terytorium rosyjskie.
- Bardzo podoba mi się ten skrót od Związku Białorusi i Rosji - „ZBiR”. Gdy zakładaliśmy konsulat w Królewcu i uruchamialiśmy mały ruch graniczny między Okręgiem Królewieckim a Warmią i Mazurami oraz częścią Pomorza, po raz pierwszy w oficjalnych dokumentach użyliśmy w polskim tłumaczeniu nazwy „Królewiec” zamiast „Kaliningrad”. Rosjanie to przełknęli. Nie będę spekulował o planach ewentualnościowych Wojska Polskiego ani NATO. Przypomnę tylko, że kilkanaście miesięcy temu Łukaszenka stwierdził, że Białostocczyzna „to właściwie nasza”. Odpowiedziałem mu publicznie. Niech tylko spróbuje zabrać. Zobaczymy, co się stanie - odparł Sikorski.
Szefa MSZ zapytano o plan B na wypadek weta prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie ustawy o programie SAFE.
- Jeśli nowy instrument nie powstanie, zrealizowane będą tylko projekty MON. Nie zrozumiałbym zwierzchnika sił zbrojnych, który wetuje pieniądze na ich modernizację. To byłby niewyobrażalny skandal. Do tej pory w sprawach obronności mieliśmy zgodę narodową: trzeba odstraszać Putina, wzmacniać obronność i utrzymywać dobre relacje transatlantyckie. Ta zgoda powinna mieć praktyczny wyraz. Kto sabotuje SAFE, dopuszcza się zdrady - podkreślił polityk.
- Jak ocenia pan nowy język przywódców, w domyśle prezydenta Trumpa, a także rolę mediów społecznościowych jako narzędzia dyplomacji - spytała następnie doktor habilitowana Beata Piskorska z KUL-u.
- Dawniej list z Londynu do wicekróla Indii szedł sześć tygodni. Dziś komunikacja jest natychmiastowa, a głowy państw rozmawiają bezpośrednio, także w trybie wideokonferencji. To zmienia rolę dyplomacji. Duża jej część to aktualnie dyplomacja publiczna, czyli przekonywanie nie tylko rządów, ale i narodów. W dobie dezinformacji i propagandy musimy aktywnie przedstawiać własną narrację. Tego procesu nie da się odwrócić. Jednak media społecznościowe powinny zostać ucywilizowane. Skala hejtu, pornografii, antysemityzmu czy propagowania skrajnych ideologii jest zbyt duża. Jestem zwolennikiem wolności słowa, ale i odpowiedzialności. To, co nielegalne w świecie analogowym, powinno być nielegalne również w cyfrowym - mówił Sikorski.
Jeden ze studentów WSPA zastanawiał się, kiedy skończy się wojna na Ukrainie i czy dopiero, kiedy władzę odda Władimir Putin.
- Jeśli chodzi o Rosję, to zjawisko szersze niż tylko ona. Przywódcom bardzo trudno przyznać się do katastrofalnego błędu, bo to zagraża ich władzy, a w przypadku dyktatorów nawet życiu. Wojny kolonialne w ostatnich stuleciach miały zwykle trzy cechy. Kończyły się dopiero, gdy elity państwa agresora uznawały, że to był błąd. Wydaje mi się, że Rosja już jest blisko tego etapu, nawet Putin musi wiedzieć, że popełnił błąd. Kończyły się, gdy agresor uznawał, że nie osiągnie celów za akceptowalną cenę. Tu Rosja jeszcze do tego wniosku nie doszła. Putin chce wierzyć, że może wygrać. Najczęściej kończyła je inna ekipa niż ta, która je rozpoczęła. Wojska radzieckie do Afganistanu wysłało inne kierownictwo, a wycofał je dopiero Michaił Gorbaczow - opowiadał 63-latek.
Doktor habilitowany nauk ekonomicznych Zbigniew Pastuszak z UMCS-u poprosił ministra o odpowiedź, kiedy jego zdaniem skończy się konflikt na linii MSZ-Pałac Prezydencki w sprawie powołania ambasadora Polski w USA.
- To jest poza moją kontrolą. Na biurku pana prezydenta Karola Nawrockiego leży pięćdziesiąt jeden złożonych zgodnie z ustawą wniosków o nominacje ambasadorskie. Żeby powołać ambasadora muszę znaleźć kandydata i musi się on zgodzić. Sprawdza go kontrwywiad, musi też dostać zgodę Konwentu Służby Zagranicznej, w którym zasiada człowiek pana prezydenta, musi go zarekomendować Komisja Spraw Zagranicznych Sejmu, musi dostać zgodę państwa przyjmującego i dopiero wtedy ja składam wniosek. Ostatnim elementem tej procedury jest podpis pana prezydenta. I tym pięćdziesięciu jeden kandydatom brakuje tylko tego. Zachodzę w głowę dlaczego tak jest? Niektórzy mają obsesje na punkcie „potwora” Klicha, „zamachowca smoleńskiego”. Okej, ale co z pozostałymi pięćdziesięcioma. Wielu z nich było ambasadorami za rządów Zjednoczonej Prawicy, zdecydowania większość to zawodowi i apolityczni dyplomaci. I żaden z nich na łaskę prezydencką nie zasługuje? Tajemnicza sprawa - perorował sarkastycznie Sikorski.
Krzysztof Stanowski, dyrektor Centrum Współpracy Międzynarodowej w Lublinie, poruszył temat schronów.
- Zaniedbaliśmy temat - przyznał polityk Koalicji Obywatelskiej.
Zasugerował, że w tym względzie powinniśmy wzorować się na Finlandii. I że Polsce pozwoli na to przyjęcie programu SAFE. „Urodzinowe” spotkanie Sikorskiego w Lublinie potrwało mniej więcej półtorej godziny. Następnego dnia minister był już w Kijowie, gdzie przybył w czwartą rocznicę inwazji Rosji na Ukrainę.















Komentarze