W pierwszej połowie oglądaliśmy całkiem wyrównanie spotkanie, w którym nie było „setek”. Obie drużyny miały swoje momenty, a „Świdnia” wcale nie odstawała od wyżej notowanego rywala. Dobrze defensywą dowodzili: Roman Mykytyn i Jakub Szymala. Groźny przy stałych fragmentach był Adrian Szynka, ale cały czas utrzymywał się bezbramkowy remis.
Po drugim kwadransie to gospodarze zaczęli dochodzić do głosu. Kilka razy niewiele zabrakło, aby Wojciech Białek uniknął spalonego i znalazł się w doskonałej sytuacji. W 33 minucie „Biały” już szykował się do strzału z okolic szesnastki, ale ostatecznie został zablokowany. Za chwilę kolejną, niezłą akcję zespołu trenera Jankowskiego strzałem głową zakończył Adam Nowak. Szkoda tylko, że nieczysto trafił w piłkę.
W 35 minucie Szymon Stanisławski po centrze Włodzimierza Putona przyjął już futbolówkę na klatę, ale ta za daleko mu odskoczyła i nie było nawet strzału. Minęło około 180 sekund i znowu groźnie zrobiło się pod bramką gości. Tym razem Bartosz Dubiel został jednak zablokowany w narożniku pola karnego.
Wydawało się, że w pierwszej połowie nic wielkiego się już nie wydarzy. Tymczasem, w 43 minucie dobre prostopadłe podanie Putona przejął tuż przy linii końcowej Bartosz Boniecki. Wpadł w pole karne i po starciu z Mykytynem padł na murawę. Stoper zarzekał się, że faulu nie było jednak arbiter wskazał na „wapno”.
Z jedenastki uderzał Szynka, ale Ostap Shpakivsky w drugim meczu z rzędu nie dał się zaskoczyć i obronił jedenastkę. Dzięki temu „Świdnia” schodziła na przerwę z bezbramkowym remisem.
Gospodarze wyszli z szatni z pozytywnym nastawieniem i przez kilka minut przeważali. W 50 minucie nieźle zza pola karnego uderzył Bartłomiej Poleszak. Na posterunku był jednak golkiper. Niestety, w kolejnych minutach, to rywale przejęli inicjatywę i gra głównie toczyła się na połowie Świdniczanki. Goście oddali sporo strzałów. Po godzinie gry świetnie „główkę” Arkadiusza Świguta odbił Shpakivsky. 10 minut później wejście smoka powinien zaliczyć Arkadiusz Kasia, ale huknął nad poprzeczką.
Na kwadrans przed końcem meczu, gospodarze jednak stracili gola. A mogli go uniknąć gdyby nie drzemka w defensywie. Rywale wykonywali rzut wolny. Zupełnie niepilnowany na dalszym słupku był Świgut, który zgrał piłkę głową pod bramkę. Tam Stanisławski przepchnął Mykytyna i musnął futbolówkę głową do siatki.
Później bardziej zanosiło się na drugą bramkę dla ekipy ze Starachowic, niż na wyrównanie. W doliczonym czasie gry było jeszcze kilka wrzutek w pole karne przyjezdnych, ale nie udało się strzelić na 1:1.
Świdniczanka – Star Starachowice 0:1 (0:0)
Bramka: Stanisławski (75).
Świdniczanka: Shpakivsky – Szatała, Szymala, Mykytyn, Sienicki, Guzewicz (63 Konojacki, 90 Figiel), Dubiel (86 Łuczuk), Kutyła (63 Woder), Nowak, Poleszak, Białek.














Komentarze