Lekkim faworytem spotkania byli żółto-biało-niebiescy. W końcu wygrali dwa poprzednie spotkania, a Górnik na pełną pulę czekał od końcówki stycznia. Od pierwszego gwizdka kibice oglądali jednak piłkarskie szachy i bardzo, bardzo niewiele sytuacji pod obiema bramkami.
W czwartej minucie po centrze z rzutu rożnego, na dalszym słupku zupełnie bez opieki znalazł się Rafał Janicki. Obrońca gości uderzył jednak lekko i prosto w Ivana Brkicia. Kilkadziesiąt sekund później Bartosz Wolski najpierw dośrodkował z rzutu rożnego, za chwilę z gry, a ostatecznie piłka wylądowała przed szesnastką, gdzie znalazł się Paweł Stolarski. Obrońca Motoru minimalnie się jednak pomylił. Kto by przypuszczał, że to będzie... najgroźniejsza sytuacja miejscowych w pierwszej połowie? Później nie działo się praktycznie nic.
Kiepska murawa na pewno nie pomagała, bo jedni i drudzy zaliczali stratę za stratą. Zupełnie niewidoczny był Fabio Ronaldo, a zastępujący Jacquesa Ndiyae Michał Król też niewiele dawał na prawym skrzydle.
W 34 minucie Lucas Ambros samym przyjęciem łatwo zgubił Sergi Sampera. Zrobił sobie też trochę miejsca do strzału, ale huknął bardzo źle i bardzo niecelnie. W końcówce przyjezdni mieli kilka rzutów rożnych z rzędu i po jednym z nich, szczęście dopisało ekipie z Lublina, bo Jarosław Kubicki w bardzo dobrej sytuacji nie zorientował się, gdzie jest piłka. Dlatego skończyło się jedynie na strachu.
Na koniec pierwszej, bezbarwnej połowy Wolski bardzo dobrze dośrodkował spod chorągiewki. Problem w tym, że piłka przeszła rywali, a pod bramką Górnika nie było nikogo z „Motorowców”, kto mógłby skierować ją do siatki.
Do przerwy mieliśmy 0:0 i trudno się dziwić, skoro w strzałach celnych było 0:1. Niestety, druga połowa wcale nie była lepsza. Obaj trenerzy sporo pozmieniali w swoich drużynach jednak bez efektu.
Najlepszą sytuację w spotkaniu, w 67 minucie zmarnował Thomas Santos. Duńczyk dostał kapitalne podanie w pole karne od Wolskiego, wszedł przed obrońcę i tuż zza piątki uderzył nad poprzeczką.
Później była szansa Borislava Rupanova, który główkował nad bramką i zaskakujący strzał z ostrego kąta Erika Janży. Z tym drugim poradził sobie jednak Brkić. W końcówce może i inicjatywa była po stronie zespołu z Lublina, ale trudno myśleć o wygranej bez celnego strzału. W tej statystyce goście wygrali... 2:0. Współczynnik goli oczekiwanych najlepiej pokazuje, jak niewiele działo się na boisku. Miejscowi wykręcili wynik 0,53, a drużyna z Zabrza 0,80.
Podopieczni trenera Stolarskiego drugi raz w tym sezonie zaliczyli wynik 0:0 (ostatnio 16 sierpnia w domowym spotkaniu z Piastem Gliwice), a poprzednio nie strzelili gola 5 października, kiedy przegrali w Częstochowie z Rakowem 0:2.
Już w piątek Karol Czubak i spółka zagrają w Niecieczy z ostatnim zespołem w tabeli – Bruk-Bet Termaliką (godz. 18).
Motor Lublin – Górnik Zabrze 0:0
Motor: Brkić – Stolarski, Bartos, Matthys, Luberecki (73 Meyer), Samper, Wolski, Rodrigues (81 Łabojko), Król (62 Santos), Czubak (73 Dadashov), Ronaldo (62 van Hoeven).
Górnik: Łubik – Olkowski, Janicki, Josema, Janża, Hellebrand, Kubicki (90 Donio), Ambros (56 Sadilek), Ikia Dimi (56 Hklan), Liseth (73 Rupanov), Zmrzly (56 Sacek).
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 13213.














Komentarze