W pierwszej połowie dwa zdarzenia miały kluczowe znaczenie dla losów spotkania. W 27 minucie goście wywalczyli rzut rożny. Cezary Pęcak stał przy bramkarzu i cały czas go blokował. Właśnie tam spadła piłka, a Pęcak z bliska wepchnął ją do siatki. Golkiper niebiesko-białych protestował, że był trzymany, ale nic u sędziego nie wskórał.
W końcówce pierwszej odsłony Tomasovia straciła jeszcze zawodnika. Przy linii bocznej doszło do starcia Patryków: Czułowskiego i Słotwińskiego. Ten pierwszy ostro zaatakował rywala barkiem i pewnie dołożył jeszcze troszkę łokciem. Drugi nie pozostał dłużny swojemu imiennikowi, ale postanowił wymierzyć sprawiedliwość kopniakiem, kiedy Czułowski nie miał już piłki. Arbiter wycenił to przewinienie na czerwoną kartkę, co oznaczało, że miejscowi będą mieli spory problem, żeby wrócić do gry.
I dokładnie tak było. Do przerwy zostało 0:1, ale szybko po zmianie stron pachniało drugim golem dla gości. Dmytro Polishchuk w kontrze trzech na dwóch przebiegł praktycznie całe boisko. Do nikogo nie oddał jednak piłki, a na koniec uderzył prosto w bramkarza. Dosłownie po chwili mógł się zrehabilitować za zmarnowaną sytuację. Po centrze z narożnika nieźle strzelił głową, ale tym razem trafił w poprzeczkę.
W 69 minucie kolejny raz gospodarze sami napytali sobie biedy. Po serii błędów, kiedy mieli rzut wolny na połowie przeciwnika stracili piłkę. Najpierw źle wybity stały fragment, później kłopoty z przyjęciem Szymona Dziury i jego strata. Na koniec Czułowski z łatwością ograł Dziurę w szesnastce Tomasovii i przymierzył do siatki idealnie po długim rogu. A przy okazji sam sprawił sobie prezent na 32 urodziny.
Później po świetnych podaniach jubilata świetne szanse na zamknięcie meczu marnowali: Dorosz i Pęcak. A to mogło się zemścić. Damian Szuta w 79 minucie oddał kapitalny strzał zza szesnastki. Z „okienka” swojej bramki piłkę wyjął jednak Anton Alfimov. 180 sekund później Damian Szuta dograł w pole karne do Bartomieja Pleskacza, ale jego uderzenie Almifov tym razem odbił nogą.
Końcówka to znowu szanse Łady. Po dograniu od Dorosza „setkę” zmarnował Miłosz Proć. Niedługo później obaj zamienili się rolami. Lepiej zachował się doświadczony napastnik. Po zagraniu wzdłuż bramki, w doliczonym czasie gry Dorosz ubiegł obrońcę i czubkiem buta skierował futbolówkę do siatki. A przy okazji ustalił wynik derbów na 0:3.
– Wynik mówi sam za siebie. Przede wszystkim trzeba docenić drużynę za realizację naszego planu. Wiedzieliśmy, że Tomasovia będzie chciała wybić nas z rytmu i kluczowa była chłodna głowa. To się udało. Wiadomo, że w przewadze liczebnej gra się łatwiej i ta czerwona kartka też nam pomogła. Słowa uznania dla chłopaków, bo licząc także sparingi, to już był piąty mecz z rzędu, w którym nie straciliśmy bramki. To pokazuje, jak solidnie pracują na boisku. I to wszyscy, od napastników, którzy zaczynają pressing, po resztę zawodników z pola i bramkarza. Anton też pokazał klasę w Tomaszowie Lubelskim – mówi Marcin Zając, trener Łady.
Tomasovia Tomaszów Lubelski – Łada 1945 Biłgoraj 0:3 (0:1)
Bramki: Pęcak (27), Czułowski (69), Dorosz (90+5).
Tomasovia: Agalarov – Pleskacz (83 Piwko), Skiba (76 Płocki), Łuczkowski, Orzechowski, Karasiuk (87 I. Czuryło), Żerucha (63 Dziura), Słotwiński, Cristyan (46 Leszczyński), M. Szuta (66 Koszel), D. Szuta.
Łada: Alfimov – Goncharevich, Chmura, Kryvolapov (63 Bis), Nowak (90+3 Szmit), Woźniak (63 Yanchuk), Czułowski (87 Blicharz), Wachowicz (75 Proć), Pęcak, Polishchuk, Dorosz.














Komentarze