Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Paskal Meyer (Motor Lublin): Marzymy o pucharach

Rozmowa z Paskalem Meyerem, piłkarzem Motoru Lublin i reprezentantem Polski w kadrze U-20
Paskal Meyer (Motor Lublin): Marzymy o pucharach
Paskal Meyer we wtorek miał okazję wystąpić przed "swoją" publicznością w Lublinie, w barwach reprezentacji Polski U-20

Autor: Motor Lublin/x

• Chyba bardzo zależało ci na tym, żeby akurat na Motor Lublin Arenie, czyli u siebie, zagrać w reprezentacji Polski? 

– Zdecydowanie tak. To było dla mnie bardzo ważne, żeby mieć okazję na występ w takim pięknym mieście, na takim stadionie i przed tymi kibicami. Dziękujemy im za wsparcie w meczu z Niemcami.

• No właśnie, rywal chyba też był dla ciebie wyjątkowy, bo spędziłeś tam sporo czasu... 

– Dokładnie. Żyłem kilkanaście lat w Hamburgu, wiec wiadomo, że chciałem zagrać przeciwko Niemcom. Szkoda, że nie wygraliśmy, ale nie zawsze można mieć wszystko, czego się chce.

• Szkoda tym bardziej, że po pierwszej połowie wydawało się, że spokojnie ten mecz wygracie. Byliście lepsi, mieliście kilka dobrych sytuacji, ale zabrakło gola. Co się stało po przerwie? 

– Zaczęliśmy bardzo dobrze, trener nas chwalił, mówił, że to była najlepsza połowa, jaką zagraliśmy w tym toku. Nie wiem, co się stało w drugiej. Procenty nam mocno spadły. Wytrzymywaliśmy z tym wynikiem 0:0, szkoda, że nie do końca. Nawet mimo słabszej gry też mieliśmy swoją sytuację po przerwie i to chyba najlepszą. Nasz kapitan „Śmigło” trafił w słupek, a dobitka też nie dotarła do bramki. Żałujemy, że tego nie wykorzystaliśmy i że w końcówce daliśmy sobie strzelić gola.

• W tych ostatnich fragmentach meczu prosiliście się jednak o kłopoty. Rywale mieli przynajmniej cztery dobre okazje. Trener dokonał wielu zmian, to mogło mieć wpływ na obraz drugiej części spotkania? 

– Rzeczywiście, zmian było sporo, ale nie powiedziałbym, że to był problem. Chyba po prostu lekko „padliśmy”. Otworzyliśmy przestrzeń dla rywali, a oni z tego skorzystali i zdobyli zwycięskiego gola.

• Jako piłkarz Motoru zabrałeś kolegów z reprezentacji na wycieczkę po Lublinie? 

– Niestety, nie było w ogóle na to czasu. Mieliśmy zgrupowanie w Puławach, później mecz wyjazdowy w Rumunii. Na stadion w Lublinie też przyjechaliśmy z Puław, więc zupełnie nie było kiedy.

• Urodziłeś się w Tarnowie, ale szybko wyjechałeś do Niemiec. Ile lat mieszkałeś w ogóle w Polsce? 

– Tarnów jest w moim sercu. Mam tam rodzinę, babcię, którą przy okazji pozdrawiam. Serduszko dla mojej babci Danuty. Mam tam też rodzinę od strony mamy, jej siostry. Moi rodzice po prostu zdecydowali się wyjechać do Niemiec, jak byłem mały, nawet tego nie pamiętam, miałem chyba wtedy ze trzy lata. Zawsze chętnie jednak wracałem, chociażby na święta.

• Jak to się w takim razie stało, że wylądowałeś w Motorze? Wcześniej grałeś w rezerwach klubu z 2. Bundesligi Holstein Kiel... 

– Zgadza się. Miałem dobry sezon indywidualny, strzeliłem cztery bramki, zaliczyłem dwie asysty i ogólnie pokazałem się z dobrej strony. Można powiedzieć, że zrobiłem taki skok do przodu, do pierwszej drużyny. Tak naprawdę mogłem tylko oglądać, jak reszta drużyny trenuje. Chciałem więcej grać i to w takim zespole, który ma szansę się rozwijać, iść do przodu. Zadzwoniłem do mojego agenta i to on załatwił mi testy w Lublinie. Rozumiałem, że Motor chce mnie sprawdzić przez tydzień czy dwa, bo raczej ciężko jest obserwować kogoś w czwartej lidze niemieckiej czy znaleźć jakieś materiały na temat zawodnika. Chyba wypadłem dobrze, skoro trafiłem do Motoru. Zresztą bardzo się z tego cieszę.

• Jak ci się żyje w Lublinie? 

– Bardzo mi się tutaj podoba. Dla mnie nie ma wielkiej różnicy, miasto jest bardzo spokojne, ale tętni życiem. Mam fajne mieszkanie w centrum, nie mam na co narzekać. To samo mogę powiedzieć na temat klubu. W Motorze cały czas się rozwijam, jestem młody (śmiech), ale już dostaje minuty od naszego trenera.

• A dostrzegasz jakieś różnice między życiem w Polsce i Niemczech? 

– Może jakieś maleńkie. Na pewno pomogło mi to, że w domu mówiliśmy praktycznie tylko po polsku. Dzięki temu szybko się przystosowałem do życia tutaj i do szatni też. Powrót na pewno pomógł mi jeszcze się podszkolić w języku.

• Muszę przyznać, że mówisz bardzo dobrze... 

– Dziękuję. Cieszę się, że w szatni mogę też pogadać po niemiecku, bo są: Renat Dadshov i Florian Haxha. To taki miks, który bardzo mi się podoba. 

• Po odejściu Krystiana Palacza jesteś teraz tak naprawdę drugim lewym obrońcą w drużynie...

– Tak jest. Konkuruję z Filipem Lubereckim i myślę, że obaj na tym korzystamy, obaj cały czas się rozwijamy.

• Wystąpiłeś w kilku meczach i może tych minut nie uzbierałeś za wiele, ale zawsze czymś się wyróżniałeś. Zapamiętałem przede wszystkim ważne bloki w defensywie... 

– Jak Filip pauzował za kartki, to miałem okazję zagrać dłużej z Piastem. Rzeczywiście zablokowałem wtedy jakiś groźny strzał rywali w naszym polu karnym. Tak samo było, jak wszedłem na boisko z ławki, przy okazji meczu z Koroną. Cieszę się, że mogłem pomóc drużynie.

• Początek rundy wiosennej nie był w waszym wykonaniu najlepszy, ale w ostatnich tygodniach złapaliście formę. Co się zmieniło według ciebie? 

– Uważam, że przede wszystkim nasza mentalność. Pomogły nam jednak kolejne zwycięstwa. Na jesieni dużo remisowaliśmy, a strata punktów mocno nas wkurzała. W tabeli też nie było najlepiej, bo byliśmy blisko dołu. Po ostatnich zwycięstwach mocno uwierzyliśmy w siebie. Nie ma co ukrywać, że lepiej spisujemy się też w defensywie. Nie tracimy już głupich bramek, zwłaszcza w końcówkach. Myślę, że styl gry też wygląda coraz lepiej.

• Przed wami mecz z Radomiakiem... 

– Nie było mnie z drużyną, bo wiadomo, że trenowałem z kadrą. Byłem jednak w kontakcie z chłopakami i wiem, że mają za sobą dwa treningi, w poniedziałek i wtorek. Cel na najbliższe spotkanie jest jeden – wygrać w Radomiu i przedłużyć dobrą passę.

• Trener na jednej z konferencji prasowych przyznał, że patrzycie teraz w górę tabeli, a nie w dół... 

– Ekstraklasa to taka liga, że można się spodziewać wszystkiego. Sporo zespołów, praktycznie wszystkie, są bardzo blisko siebie, na tym samym poziomie. Dwie porażki mogą oznaczać naprawdę duży spadek w tabeli, więc trzeba się mocno pilnować. Jesteśmy jednak w dobrej formie i rzeczywiście marzymy o pucharach.

• W szatni rozmawiacie na ten temat? 

– Gadamy o pucharach, na początku wiadomo, że był śmiech, ale teraz po kolejnych zwycięstwach, to naprawdę złapaliśmy taką wiarę. Dobre wyniki dały nam takiego pozytywnego kopa, że rzeczywiście możemy to zrobić. Wiadomo, że daleka droga przed nami, ale dlaczego nie? Różnice w tabeli są minimalne, jesteśmy w dobrej formie, więc gdyby udało się ją podtrzymać w najbliższych tygodniach, to kto wie, co się wydarzy. Walczymy dalej i zobaczymy, co będzie.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama