Pejo, Mekler i Kulicki przemawiali pod biurem poselskim posła Krawczyka i europosłanki Wcisło przy Krakowskim Przedmieściu 10.
- Chcemy pokazać, jak wiele absurdów dotyka Polaków. Jednym z nich jest system kaucyjny, wynikający z polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Za jego wprowadzenie odpowiadają zarówno rząd Prawa i Sprawiedliwości i Mateusza Morawieckiego, który przyjął ustawę w lipcu 2023 roku, jak i obecny rząd Koalicji Obywatelskiej pod przewodnictwem Donalda Tuska, który ten system wdraża. To rozwiązanie sprawia, że Polacy są zmuszani do gromadzenia butelek i przemieszczania się z nimi do sklepów. W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której obywatele są sprowadzani do roli „śmieciarzy”. Szczególnie dotkliwe jest to w mniejszych miejscowościach, gdzie nie wszystkie sklepy mają obowiązek przyjmowania opakowań - mówił Pejo, poseł Konfederacji.
- We własnym domu mam cztery kosze na śmieci. Zgodnie z założeniami systemu kaucyjnego powinienem mieć kolejne dwa. Mieszkam w domu, mogę sobie na to pozwolić, ale wyobrażam sobie sytuację osób mieszkających w blokach, gdzie na niewielkiej przestrzeni trzeba pomieścić wszystkie frakcje odpadów. Ten system generuje ogromny dyskomfort, stres, problemy organizacyjne, kwestie higieniczne. Aby przechowywać odpady w domu, często trzeba je wcześniej umyć. A przypomnę, że opłaty za śmieci są powiązane z zużyciem wody. Mamy więc kolejny absurd. Żeby spełnić wymogi systemu, zwiększamy koszty jego funkcjonowania. Jeśli chodzi o koszty, szacuje się, że przeciętna polska rodzina wyda w skali roku kilkaset złotych więcej. Jednocześnie od 1 kwietnia wzrosły opłaty za wywóz śmieci. I samorządy jasno wskazują, że ma to związek z systemem kaucyjnym. Dlaczego? Ponieważ z dotychczasowego systemu recyklingu wyjęto najbardziej wartościowe surowce: plastik i szkło. To na nich firmy recyklingowe zarabiały, co pozwalało obniżać koszty dla gmin i mieszkańców. Te surowce zostały przeniesione do systemu kaucyjnego, co zaburzyło cały model ekonomiczny gospodarki odpadami - opowiadał Mekler, lider klubu Konfederacji w Lublin i
prezes Ruchu Narodowego na Lubelszczyźnie.

Odpady pod biurami KO i PiS
- System kaucyjny naprawdę jest pełen absurdów. Nie można oddać zgniecionej butelki. Ani takiej bez kodu kreskowego. Mamy do czynienia z nadregulacją, której Unia Europejska wcale od nas nie wymagała w takiej formie. W ramach protestu przekazujemy symbolicznie zebrane przez Polaków odpady do biur europosłów i posłów KO i PiS. Takie akcje odbywają się w całej Polsce. Konfederacja mówi jasno: stop absurdalnej polityce klimatycznej i nadmiernym regulacjom. Apelujemy o wycofanie się z systemu kaucyjnego - przekonywał Pejo.
- System kaucyjny po prostu działa źle. I wiedzą o tym sami Polacy. Automaty często nie funkcjonują, ludzie chodzą od sklepu do sklepu z butelkami. Ponad połowa badanych ocenia ten system negatywnie. Co więcej, nie spełnia on swojej podstawowej funkcji. W Polsce funkcjonują nowoczesne sortownie, które wcześniej skutecznie kierowały odpady do recyklingu. Obecnie część surowców trafia do systemu kaucyjnego zamiast do tych instalacji. System jest więc uciążliwy, kosztowny i nieefektywny. Dodatkowo operatorzy zarabiają na nieoddanych butelkach. Czyli im gorzej działa system, tym więcej zarabiają - stwierdzał Rafał Kulicki, prezes oddziału Nowej Nadziei w Lublinie.
- Szacuje się również, że koszt obsługi systemu w najbliższej dekadzie wyniesie około 40 miliardów złotych. I teraz pytanie zasadnicze: dlaczego my to robimy? Unia Europejska wprowadziła mechanizm tzw. zasobów własnych. Jednym z nich jest opłata za niezrecyklingowany plastik. Jeżeli wprowadzamy na rynek 100 procent plastiku, a odzyskujemy 80 procent, to za pozostałe 20 procent musimy zapłacić. Stawka wynosi około 800 euro za tonę. Polska płaci z tego tytułu mniej więcej 2 miliardy złotych rocznie. I teraz kluczowa rzecz: każdy ma świadomość, że nigdy nie osiągniemy 100 procent poziomu recyklingu. W związku z tym Unia Europejska stworzyła mechanizm, który można określić jako swoiste „perpetuum mobile” finansowe. System, który będzie generował wpływy w nieskończoność. W praktyce oznacza to dalsze obciążenia dla obywateli. My jako Konfederacja mówimy jasno: nie zgadzamy się na to, żeby Polacy płacili kolejne daniny, czy za plastik, czy za powietrze. Nie zgadzamy się też na ograniczanie naszej suwerenności - grzmiał Mekler.
W biurze poselskim posła Krawczyka i europosłanki Wcisło nikogo nie zastali, więc worek z plastikowymi butelkami zostawili na klamce i przenieśli się pod lokal zajmowany przez Jana Kanthaka z PiS przy Krakowskim Przedmieściu 19, gdzie wcześniejszy scenariusz się powtórzył.

Likwidacja systemu kaucyjnego
Spytaliśmy działaczy Konfederacji, czy ich zdaniem z systemu kaucyjnego należałoby się całkowicie wycofać, czy też dążyć do jego ulepszenia. Przytoczyliśmy statystyki z innych krajów Europy. W Niemczech mamy do czynienia ze zwrotem na poziomie 97 procent, w Holandii - 95 procent, Finlandii - 93 procent, na Litwie - 92 procent, w Chorwacji i Islandii - 90 procent.
- Idea systemu kaucyjnego jest nie do zaakceptowania. To, że w innych krajach funkcjonuje, wynika z przymusu administracyjnego, a nie z realnej akceptacji społecznej. Nie chcemy tego systemu poprawiać. Chcemy go zlikwidować - mówił Pejo.
- Warto dodać, że państwo przez lata promowało rozwój recyklingu. Firmy inwestowały ogromne środki w infrastrukturę, często zaciągając kredyty. Teraz nagle odbiera im się podstawę działalności. To prowadzi do problemów finansowych w branży i może skutkować redukcją zatrudnienia. To pokazuje brak przewidywalności prawa i chaos w polityce gospodarczej - dodawał Mekler.
Krok do Polexitu
Rafał Mekler kilkukrotnie podkreślał, że Polska, wskutek restrykcji wprowadzanych przez Unię Europejską, na wielu polach „traci suwerenność”. Dopytaliśmy więc, czy krytyka systemu kaucyjnego jest kolejnym krokiem w stronę Polexitu. Według sondaży z początku 2026 roku, za wyjściem Polski z Unii Europejskiej opowiada się bowiem około 20–25 procent rodaków.
- To nie jest tylko nasza opinia, po prostu Polacy coraz częściej dostrzegają negatywne skutki tych regulacji. Nie postulujemy wyjścia z Unii Europejskiej. Chcemy jej gruntownej reformy i powrotu do pierwotnych założeń: wspólnoty współpracy gospodarczej, a nie nadmiernej ingerencji w życie państw. Naszym celem jest wzmocnienie reprezentacji w Polsce i w Parlamencie Europejskim, aby móc realnie wpływać na kierunek zmian - puentował Pejo.
- Krajobraz zmian i restrykcji wymuszanych przez Unię Europejską staje się dystopijny. Proszę zwrócić uwagę, że w kwestii transportu, na przykład na kierunku ukraińskim, my już nie decydujemy o sobie. Żeby cokolwiek załatwić, musimy jechać do Brukseli i tam, na kolanach, w worku pokutnym, z pochyłą głową, klęczeć pod ich budynkami i prosić o łaskę. Naprawdę tak to wygląda. Tracimy suwerenność. W kwestii rolnictwa, mimo że rozwiązania, które narzuca Unia Europejska, są szkodliwe dla naszego rolnictwa, nic nie możemy zrobić. Zostaliśmy w tym zakresie pozbawieni realnej decyzyjności. W kwestii KPO: środki były uzależnione od spełnienia określonych warunków, często dla nas niekorzystnych. Podobnie w innych mechanizmach, gdzie pojawia się tzw. warunkowość. Proszę zwrócić uwagę na sytuację z uchwałami określanymi jako „anty-LGBT”. Miały charakter deklaratywny, nie były prawnie wiążące, a mimo to zostaliśmy postawieni pod presją: albo je uchylicie, albo nie będzie środków. Zostaliśmy więc sprowadzeni do roli państwa, w którym za określone pieniądze można wymuszać konkretne decyzje. No to jaki to jest świat? To jest właśnie rzeczywistość, którą można określić jako dystopijną. I my jesteśmy tutaj po to, żeby z tej dystopii Polskę wyprowadzić - zakończył Mekler.














Komentarze