Miejscowi znakomicie rozpoczęli zawody. Paweł Pranagal dobrze ich zmotywował, bo w pierwszej połowie kontrolowali przebieg meczu. Przewagę udokumentowali dwoma trafieniami. Przy pierwszym uderzający Kacper Mikołajka miał sporo szczęścia. Piłkarz z Nałęczowa przymierzył z rzutu wolnego. Piłka leciała po ziemi, a że murawa na stadionie Tarasoli Cisy jest bardzo nierówna, to podskoczyła przed interweniującym Jarosławem Bogutą i wpadła do siatki. Drugi gol nie był już dziełem przypadku. Wojciech Plewiński zagrał bardzo dobrze w pole karne, a tam głowę do piłki przyłożył Sebastian Orzędowski.
Po zmianie stron to piłkarze LKS Kamionka sprawiali lepsze wrażenie. Nie dało to jednak żadnego efektu ekipie prowadzonej przez Zbigniewa Grzesiaka. Nieskuteczność okazała się tego dnia przekleństwem gości, którzy mocno skomplikowali sobie walkę o utrzymanie.
– Nie ma spokojnych zwycięstw. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze. Po przerwie pozwoliliśmy rywalom się rozhulać. Kamionka postawiła wszystko na jedną kartę i kilka razy nam mocno zagroziła. Dlatego cieszę się z sukcesu, bo dzięki niemu złapaliśmy trochę oddechu. Ciężko jest wskazywać, które miejsce konkretnie zapewni ligowy byt, bo jesteśmy uzależnieni od rozstrzygnięć w wyższych ligach. Chcemy jednak być jak najszybciej pewni pozostania w „okręgówce” na kolejny sezon – mówi Paweł Pranagal, opiekun Tarasoli Cisy.
Tarasola Cisy Nałęczów – LKS Kamionka 2:0 (2:0)
Bramki: Mikołajka (8), Orzędowski (33).
Tarasola: Czarnecki – Bomba, Derewicz (90 Świrydo), Górski, Kędra, Koput, Kostecki (89 Napora), Mikołajka (80 Pranagal), Orzędowski, Plewiński, Rodzik.
Kamionka: Boguta – Kotliński, Woźniak, Ligęcki, Kowalski, Kuźma (58 Furtak), Kisiel, Sikora, Szysiak (46 Prażmo), Kępka, Woliński.
Żółte kartki: Kędra, Koput, Plewiński – Ligęcki. Sędziował: Kuźniak. Widzów: 100.














Komentarze