– Na pożarzysku rozpocznie się proces spontanicznej sukcesji, czyli naturalnego odtwarzania się ekosystemu – wyjaśnia dr hab. Paweł Buczyński z Katedry Zoologii i Ochrony Środowiska UMCS. – Istnieje cała grupa organizmów, które wręcz korzystają z takich warunków. Nazywamy je gatunkami pirofilnymi. To rośliny i zwierzęta przystosowane do życia na terenach po pożarach, korzystające m.in. z otwartej przestrzeni i braku konkurencji.
Jak zaznacza ekspert, pożary nie są zjawiskiem nowym ani wyłącznie efektem działalności człowieka. W naturze zdarzały się od zawsze, choć dziś ich skala może być potęgowana przez suszę. – Mamy bardzo suchą wiosnę. Ściółka leśna powinna być wilgotna, a nie jest. To sprzyja rozprzestrzenianiu się ognia – dodaje.
Dym i powietrze: zagrożenie chwilowe
Pożar oznacza także emisję dużych ilości dymu i szkodliwych substancji. Jednak – jak podkreśla naukowiec – ich wpływ na środowisko w skali regionu nie jest katastrofalny.
– Oczywiście, bezpośrednie przebywanie w dymie jest szkodliwe. Natomiast w skali całego regionu zanieczyszczenia szybko się rozpraszają. To nie jest sytuacja, którą można porównać do długotrwałego smogu – tłumaczy dr Buczyński.
Najbardziej ucierpiały najmniejsze organizmy
Znacznie poważniejsze skutki pożaru dotyczą fauny. Najbardziej ucierpiały gatunki małe i mało mobilne.
– Duże zwierzęta, jak sarny czy dziki, w większości zdążyły uciec. Największe straty dotyczą drobnych ssaków, takich jak gryzonie czy krety, a także organizmów żyjących w glebie – mówi ekspert.
Tragiczny moment dla przyrody potęguje fakt, że pożar wybuchł w sezonie lęgowym ptaków.
– Wiele gatunków miało już gniazda z jajami lub pisklętami. Te lęgi zostały zniszczone. Na szczęście część ptaków podejmie kolejną próbę w tym sezonie – dodaje.
Równie duże straty dotyczą bezkręgowców. – Fauna glebowa praktycznie ginie w całości, ale z czasem następuje jej odbudowa poprzez ponowne zasiedlenie terenu – zaznacza naukowiec.
Las wróci – szybciej, niż się wydaje
Choć krajobraz po pożarze może wyglądać dramatycznie, proces odbudowy zaczyna się niemal natychmiast.
– Na początku pojawią się rośliny pionierskie, które wykorzystują bogactwo minerałów zawartych w popiele. Potem stopniowo wróci las – wyjaśnia dr Buczyński.
Jak dodaje, w wielu miejscach świata brak naturalnych pożarów bywa wręcz problemem dla bioróżnorodności. – Są ekosystemy, w których kontrolowane wypalanie jest stosowane celowo, żeby utrzymać odpowiednie warunki dla niektórych gatunków – podkreśla.
Katastrofa dla ludzi, niekoniecznie dla natury
Ekspert zaznacza jednak wyraźnie: co innego perspektywa przyrodnicza, a co innego gospodarcza.
– To ogromna strata dla leśników i właścicieli terenów. Natomiast z punktu widzenia biologii nie mówimy o katastrofie, tylko o naturalnym procesie, który został uruchomiony – mówi.
Czy człowiek powinien ingerować w odbudowę lasu? To zależy od sposobu gospodarowania danym terenem. – Przyroda poradzi sobie sama. Nasadzenia mogą jedynie przyspieszyć proces, ale nie są konieczne do jego rozpoczęcia – tłumaczy.
Jedno jest pewne – skutki pożaru będą widoczne przez lata. Ale równocześnie to właśnie na tych spalonych terenach zacznie się nowe życie.














Komentarze