Zapowiedzi były imponujące. Specjalistyczny bezzałogowiec wyposażony w czujniki analizujące skład chemiczny dymu miał bezbłędnie wskazywać paleniska, w których lądują plastikowe butelki, odpady czy toksyczne materiały. Maszyna miała zintensyfikować działania i ułatwić pracę mundurowym. Rzeczywistość, która wyłoniła się z oficjalnych danych podczas debaty nad raportem o stanie miasta, okazała się jednak głębokim paradoksem.
Drastyczny zjazd w statystykach
Sprawę na ostrzu noża postawił radny Sebastian Bielecki, który postanowił dokładnie prześwietlić efekty pracy strażników miejskich w zakresie ochrony środowiska. Liczby, które ujawnił na sali obrad, zszokowały opinię publiczną. Z przedstawionego bilansu wynika czarno na białym, że w 2025 roku przeprowadzono zaledwie 56 kontroli jakości powietrza, podczas gdy rok wcześniej było ich aż 169.
Oznacza to tąpnięcie w statystykach o blisko 67 procent. Co najgorsze, ten potężny spadek aktywności nastąpił dokładnie w okresie, kiedy miasto zainwestowało w drona antysmogowego. Zamiast zapowiadanej ofensywy i fali mandatów dla trucicieli, nowoczesny sprzęt przyniósł ze sobą bezprecedensowy regres działań kontrolnych.
Głębokie milczenie magistratu
Podczas sesji radny Bielecki głośno punktował ten rażący regres w działaniach Straży Miejskiej. Największe kontrowersje budzi jednak fakt, jak do tego problemu podszedł sam magistrat. Mieszkańcy, którzy chcieliby dowiedzieć się, dlaczego formacja wyposażona w drogi sprzęt nagle przestała kontrolować domowe piece, w oficjalnych dokumentach nie znajdą ani jednego słowa wyjaśnienia.
Jak bezlitośnie obnażono podczas obrad, raport o stanie miasta nie zawiera żadnych wyjaśnień ani przyczyn tej sytuacji. Brak jakichkolwiek argumentów ze strony urzędników stawia pod wielkim znakiem zapytania nie tylko efektywność samego zakupu, ale i sensowność wydawania publicznych pieniędzy na technologię, która zamiast pomagać w terenie, najwyraźniej uziemiła strażników miejskich w komendzie.

Komentarze