Oliwia Olejniczak w Sądzie Rejonowym w Zamościu została uznana za winną nawoływania do nienawiści na tle rasowym, narodowościowym i wyznaniowym. To efekt jej wystąpienia z manifestacji „Stop imigracji” z 19 lipca 2025 roku.
- Prezydent miasta, nasi niektórzy radni mówią, że my straszymy, że tutaj przyjeżdżają turyści, artyści z krajów trzeciego świata. Owszem, przyjeżdżają. Przyjeżdżają tu niektórzy pracować, ale co z tego, jeśli ktoś rano idzie do pracy, a wieczorem morduje młodą dziewczynę! Hańba! Dlatego nie pozwólmy na to, żeby do naszego pięknego Zamościa sprowadzić murzyństwo, sprowadzić islamistów, którzy będą mordować nas i nasze dzieci. Precz z imigracją! Jestem mamą, jestem Polką. Boję się o przyszłość mojego dziecka. Po prostu się boję, że przyjdzie jakiś Murzyn, gdy będę z dzieckiem na spacerze i zrobi nam krzywdę. Nie pozwólmy, by Murzyni, islamiści, kolonizowali nasz piękny Zamość - krzyczała działaczka Młodzieży Wszechpolskiej w emocjonalnym wystąpieniu na zamojskim Rynku Wielkim.
W uzasadnieniu wyroku, który zapadł 16 lipca 2026 roku, sędzia Dagmara Grzyb podkreślała, że wystąpienie 21-latki miało charakter publiczny, a jego odbiorcami była liczna grupa zgromadzona w sercu miasta. Wypowiedzi oskarżonej miały zdaniem wymiaru sprawiedliwości jasny cel: wzbudzenie strachu, lęku, głębokiej wrogości wobec migrantów.
- Oskarżona w swoim przemówieniu bezpodstawnie przypisywała im najcięższe przestępstwa, takie jak morderstwa, gwałty i stosowanie przemocy, usiłując jednocześnie podkreślić rzekomą wyższość Polaków. Wypowiedzi oskarżonej nie mogą być traktowane jako uprawnione wyrażanie obaw czy dopuszczalna prezentacja poglądów. Forma, ton i wyjątkowa ekspresja wypowiedzi w ramach manifestacji jednoznacznie wskazują, że oskarżona dążyła do wywołania wrogości i stygmatyzacji grupy ludzi ze względu na ich pochodzenie - mówiła sędzia Dagmara Grzyb.
Oliwia Olejniczak została ukarana trzema tysiącami złotych grzywny i podaniem wyroku do publicznej wiadomości. Sędzia Grzyb mówiła, że kara ma charakter wychowawczy, a o jej obiektywnej łagodności zdecydował młody wiek i pozytywny wywiad środowiskowy oskarżonej.
Bać się mówić
W sądzie Olejniczak, która znajduje się w zaawansowanej ciąży, była wyraźnie poruszona, zestresowana, podczas odczytywania wyroku ocierała łzy. Po wyjściu z sali pocieszali ją między innymi lokalni politycy Konfederacji i Ruchu Narodowego: Piotr Zduńczyk i Adam Olejniczak, prywatnie mąż Oliwii. Obaj w mediach społecznościowych otwarcie krytykowali postanowienie Sądu Rejonowego w Zamościu.

21-latka pod wpływem silnych emocji nie była w stanie komentować wyroku. Poprosiła więc, żeby w rozmowie z nami reprezentowała ją mecenas Magdalena Majkowska z Ordo Iuris.
- Prokuratura w sprawie Oliwii Olejniczak domagała się dziesięciu miesięcy ograniczenia wolności, czyli prac społecznych. Ostatecznie skończyło się na uznaniu jej winy, trzech tysiącach grzywny i podaniu wyroku do wiadomości publicznej. Jak to pani skomentuje? Będzie apelować?
Mecenas Magdalena Majkowska z Ordo Iuris: - Oczywiście, że będziemy apelować. W naszej ocenie ten wyrok po prostu nie może się ostać. Przemówienie pani Oliwii nie wypełniało znamion nawoływania do nienawiści. To orzeczenie stanowi poważne uderzenie w dwie fundamentalne wolności: wolność słowa i wolność zgromadzeń. Sformułowania, które sędzia przywołała w ustnych motywach rozstrzygnięcia, jak choćby „Polak w Polsce gospodarzem”, padają na wielu zgromadzeniach, zwłaszcza tych o charakterze antyimigracyjnym. Uznanie ich za przestępstwo oznacza kryminalizację poglądów, które wygłaszają tysiące obywateli. W moim przekonaniu ten wyrok ma wywołać tak zwany efekt mrożący. Uciszyć jedną ze stron sporu o politykę migracyjną, a więc tematu, który budzi w Polsce ogromne emocje. Osoby sprzeciwiające się niekontrolowanej, masowej imigracji otrzymały czytelny sygnał: za głośne wyrażanie swoich przekonań mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności karnej. Na to zgody być nie może.
Pani Oliwia uczestniczyła w legalnym zgromadzeniu. Na miejscu obecni byli liczni funkcjonariusze policji. Nikt nie przerwał jej wystąpienia. Nikt nie zgłosił jakichkolwiek zastrzeżeń. W toku postępowania przesłuchano wielu świadków: zarówno uczestników, jak i organizatorów wydarzenia. Żaden z nich nie odebrał słów pani Oliwii jako budzących wrogość czy agresję wobec jakiejkolwiek grupy. Kwestią fundamentalną pozostaje brak zamiaru. W swoich wyjaśnieniach pani Oliwia jednoznacznie wskazała, że nie chciała nawoływać do nienawiści na tle narodowościowym, rasowym ani wyznaniowym. Mówiła wprost, że kierowała nią obawa o bezpieczeństwo własne i swojego dziecka. To ma znaczenie prawne, ponieważ przestępstwo nawoływania do nienawiści można popełnić wyłącznie umyślnie.
Pełne nagranie, do którego organy ścigania początkowo nie miały dostępu, jasno pokazuje jej rzeczywiste intencje. Na wstępie pani Oliwia przywołała sprawę Klaudii z Torunia, brutalnie zgwałconej i zamordowanej przez obcokrajowca, wskazując, że sama pochodzi z tamtych stron i mogła znaleźć się na jej miejscu. Była to wypowiedź o silnym ładunku emocjonalnym. Wyraz lęku, a nie wezwanie do nienawiści. Sąd zupełnie pominął formę tego wystąpienia. Była to typowa mowa wiecowa, a dla pani Oliwii też całkowity debiut, nie miała żadnego doświadczenia w publicznych przemówieniach. Jej słowa nie wzbudziły wrogości u nikogo z obecnych.
- Ta sprawa kosztuje Oliwię Olejniczak mnóstwo emocji. Kara jest obiektywnie lekka: trzy tysiące grzywny to nie są ogromne pieniądze, uniknęła też prac społecznych. Czy w tej sytuacji widzi pani realną potrzebę walki? Czy spieranie się z wyrokiem w sprawach ideologicznych i retorycznych jest tu aby na pewno konieczne?
- Na ten moment pani Oliwia jest w pełni zdecydowana na wniesienie apelacji. Rozumiem, że trzy tysiące grzywny, bez prac społecznych, może uchodzić za karę łagodną. Istota sprawy nie leży jednak w wysokości grzywny. Gdyby ten wyrok się uprawomocnił, powstałby niezwykle groźny precedens: drastyczne przesunięcie granic wolności słowa, które mogłoby zaważyć na wielu kolejnych sprawach. Mówimy o prawie do głoszenia własnych poglądów. Nawet jeżeli pogląd jest w odczuciu społecznym nieakceptowalny, kontrowersyjny, nie może być kwalifikowany jako nawoływanie do nienawiści. Karanie za poglądy, o ile nie propagują one zakazanych w Polsce ustrojów totalitarnych, takich jak na przykład komunizm czy nazizm, nigdy nie powinno mieć miejsca. Przesuwanie tych granic zubaża debatę publiczną, bo ludzie zaczynają bać się mówić.


Komentarze